Dożynki 2012

Wrzesień 04, 2012

Autor BaS

Rok 2012 rolnicy z terenu powiatu oleskiego mogli zaliczyć do udanych. Pogoda sprzyjała. Żniwa przebiegały pomyślnie. Na 02. września zaplanowano dożynki gminne. Gospodarzami uroczystości dożynkowych było sołectwo Wysoka.
W 2011 roku Boroszowianie odnieśli spektakularny sukces. Ich korowód dożynkowy, po raz pierwszy w historii wyróżniono pierwszym miejscem.  To obligowało by i w 2012 roku pokazać się z jak najlepszej strony. Przewidywano znaczny wysiłek organizacyjny. Spotkanie organizacyjne zaplanowano na 26. sierpnia.





Na spotkanie organizacyjne przybyła zaskakująco nieliczna grupa mieszkańców. Nie zawiedli aktywiści rady sołeckiej, OSP, grupy odnowy wsi. Zabrakło znaczących rolników, dla których jak się wydawało, dożynki powinny być najważniejszym świętem. Podsumowaniem całorocznego wysiłku. Najłatwiej się obrazić.





Pośród zebranych nie zabrakło Anny Stencel. To Ona wspomagana przez Karinę Skwarę i inne jeszcze osoby przygotowywała koronę dożynkową. W grupie liderów prym wiodła Anita Jurczyk. Tryskała pomysłami na organizację dożynkowego korowodu. Każdy z obecnych dodawał coś od siebie. Rysujący się scenariusz był coraz ciekawszy.



Zdecydowano wspomnieć "Paulinkę" - kolejkę z Olesna do Praszki, której szlak wiódł przez Boroszów.  W miejscu dawnego torowiska urządzono ścieżkę rowerową. O niej również warto powiedzieć.



Andrzej Grobelny zgodził się aby jego ciągnik przerobiono na parowóz. Konstruktorem został Janusz Jurczyk, głównym wykonawcą Jan Moczygemba. W budowie pomagali także Edward Grus i Dariusz Wieczorek.



Z ciągnika zrobić parowóz? Nie jest łatwo wydaje się mówić J.Jurczyk! Jeszcze trudniej ładnie pomalować. Tą czynnością zajęły się panie!


foto.BaS
Na drugiej platformie miała jechać wędrowna pasieka. W tym przypadku wkład pracy musiał być jeszcze większy. Zaangażowana była też większa grupa osób. Stare ule trzeba był odmalować. Pracę tą wykonał Paweł Kajda.

DOŻYNKI GMINNE - WYSOKA
02 WRZEŚNIA 2012



Nim ruszy korowód należy poczynić ostatnie ustalenia i przygotowania.




Role zostały podzielone. Każdy wie co ma robić, zna swoje miejsce .







Najmłodszym trzeba odrobinę pomóc.



Scenka z pszczelarzami i pszczołami nie może się obejść bez kwiatów. Ogołocono wiele okien i balkonów.



Pogoda dopisywała. Muzykanci nie próżnowali. Zabawę czas zacząć.



Na dożynkowej trybunie honorowej stanęli zaproszeni goście.







Pośród gości honorowych był także biskup opolski Andrzej Czaja. Asystował mu ksiądz doktor Bernard Joszko - proboszcz z Boroszowa.



Honorowi gospodarze wręczyli burmistrzowi Sylwestrowi Lewickiemu chleb wypieczony z nowych zbiorów.



Ruszył dożynkowy korowód.  Maszerowali przedstawiciele wszystkich sołectw z gminy Olesno. Pośród nich, ubiegłoroczni zwycięzcy. Mieszkańcy z Boroszowa.




Koronę dożynkową, swoim "wypieszczonym" czterdziestoletnim ciągnikiem przewoził Edward Grus.




Towarzyszyli mu przyodziani w ludowe stroje, z tyłu: Eryka i Bernard Bartoszkowie oraz Agata i Henryk Krawczykowie.



Z przodu zaś Beata Korzonek z Dariuszem Wieczorkiem oraz Maria i Eryk Stenclowie.




Korona dożynkowa w tym roku była wyjątkowo piękna. W efekcie końcowym uznano ją za najpiękniejszą. Pierwsze miejsce to ogromny zaszczyt dla Anny Stencel, która już od czterdziestu lat wyplata korony dożynkowe dla Boroszowian.






W dalszej części dożynkowego korowodu Boroszowianie przypomnieli mieszkańcom o prowadzącym niegdyś przez ich miejscowość szlaku kolejowym. Jeżdżący pociąg osobowo - towarowy nazywano swojsko "Paulinką".



Na byłym torowisku urządzono obecnie ścieżkę rowerową. Jest bardzo malownicza i łatwa, bo bez większych wzniesień.



Tuż za "Paulinką" poruszała się pasieka wędrowna. Tym samym Boroszowianie przypominali, że rolnictwo jest nieodłącznie związane z pszczołami. Nie tylko dlatego, że i rolnicy i  pszczoły mają wyjątkowo trudną i uzależnioną od pogody pracę.


Niegdyś niemal w każdym gospodarskim obejściu była większa lub mniejsza pasieka. Dziś pszczelarzenie nie opłaci się? Najgorzej, że wielu w to wierzy!!!



Pośród uli zaroiło się od pszczół i kolorowych kwiatów. By należycie promować pszczoły, nawet trutnie zmobilizowały się do pracy.






Najpracowitsze i najweselsze były te najmniejsze pszczółki.





W tak uroczystym dniu nawet niedźwiadek zasiadł na jednym z uli. Nikt nie przeszkadzał mu w konsumpcji "małego co nieco".




Pszczelarze, jak te pszczółki uwijali się by podkraść trochę miodku. Miód to nie tylko lekarstwo lecz przysmak, który częściej powinien gościć na naszych stołach.





Nasza pasieka to pokaz uli nowoczesnych, ale też tych ekologicznych, krytych słomą.



Nawet strażnik miejski podejrzliwie przygląda się trutniowi Markowi. Jest podobny do poszukiwanego przez koleżankę Maję  trutnia Gucia.



Korowód Boroszowian tradycyjnie zamykał samochód strażacki.



Są z niego wyjątkowo dumni gdyż kupili go za składkowe pieniądze.



Zbliżał się punkt kulminacyjny. Ogłoszenie wyników. Biskup Czaja już wie, wskazuje na zwycięzców. Za najpiękniejszy uznano korowód gospodarzy. Boroszowianie tym razem musieli zadowolić się wyróżnieniem.



Za to dożynkowa korona była najpiękniejsza. Łatwo dostrzec, że pani Anna, główna wykonawczyni jest przeszczęśliwa.



Nie mniej szczęśliwa jest odbierająca nagrodę Ewa Wieczorek (pierwsza z lewej) - sołtyska z Boroszowa. W jej krótkiej kadencji to drugi tak poważny sukces.



Później to już tylko rozrywka. Poczęstunek dla uczestników. Dla dzieci pełen atrakcji plac zabaw. Muzyka przygrywała dla wszystkich.



fot. Norbert Krawczyk






Pierwsze miejsce w kategorii "korona dożynkowa"
jest sukcesem wszystkich mieszkańców.



Na parafialne obchody święta plonów najpierw przystraja się kościół






W roku bieżącym dekorowaniem  kościoła zajmował się rodzina Nikoli i Damiana Krawczyków wspomagani przez rodziców Sylwię i Norberta. Efekt nie wymaga komentarza. Wystarczy ocenić - SUPER!

Później dożynkowy korowód formuje się u Anny  Stencel, która dba o przyozdobienie uczestników oraz wykonanie korony dożynkowej.


































Po uroczystej mszy świętej, która kończy się rozdaniem każdej rodzinie chlebków wypieczonych z nowych zbiorów i zjedzeniu świątecznego obiadu, uroczystości kontynuowane są w świetlicy wiejskiej.

Świetlica także jest okazjonalnie udekorowana.
Zgromadzeni zajmują miejsca za stołami z przygotowanym poczęstunkiem.















Kiedy sala wypełni się, zaszczyt rozpoczęcia artystycznej części zabawy dożynkowej przypada sołtysowi. Ewa Wieczorek czyni też honory gospodyni. Honorowym gościem zawsze jest ksiądz proboszcz Bernard Joszko.




Uważnie słuchają jej zarówno dorośli jak i dzieci. Wszak tego wymaga powaga urzędu.













Od lat "gwoździem programu" na wszelkich wiejskich uroczystościach są dzieci wspierane przez młodzieź. Ich występy kończą się owacją.

















































Akordeonistki Sandra Czichon i Dorota Skowronek dały popis swych umiejętnopści czym uświetniły boroszowskie uroczystości.



Prawdziwi smakosze częstowali się owocami - bo zdrowe!



Wielu innych kiełbaską - bo bardziej pożywna i "energetyczna".



W takiej atmosferze humory poprawiły się w mig!!! Energia będzie potrzebna!





Ksiądz Bernard podsumował uroczystość. Dał też hasło do rozpoczęcia zabawy.




Muzykanci tylko na to czekali.



Wystarczyło, że muzykanci stanęli przy instrumentach, a najmłodsza widownia już ruszyła w tany.





Za nimi nieśmiało na parkiecie pojawiła się młodzież - więcej odwagi miały dziewczęta.



Wirujące pary powoli zaczęły wypełniaćparkiet. Zabawa nabierała rozpędu. Rolnicy mogli uhonorować całoroczny trud.





Pozostali mieszkańcy cieszyli się z nimi.
 



Kiedy zaś tatuś pełnił obowiązki foto-kronikarza, mamuśce w pląsach musiała towarzyszyć Milenka.

Foto. Norbert i Damian Krawczykowie