Spotkanie opłatkowe 2011

Grudzień 10, 2011Autor BaS


W dniu 10 grudnia 2011 roku z inicjatywy i z wykorzystaniem funduszu Grupy Odnowy Wsi, urządzono spotkanie opłatkowe dla starszych i byłych mieszkańców  Boroszowa. Zaproszono także osoby w jakiś sposób związane i zasłużone dla lokalnej społeczności. Przygotowano poczęstunek dla 60. osób.





Przygotowania rozpoczęto znacznie wcześniej. Gospodynie przygotowały w domach półprodukty. Całość wigilijnych potraw "skomponowano" w kuchni przy wiejskiej świetlicy. W przygotowaniach czynnie uczestniczyły: Agnieszka Grabńska,



Róża Moczygemba, Jolanta Stefan, Anita Jurczyk,



Agata Krawczyk,  Ewa Wieczorek, Beata Korzonek,



Klara Kopeć, Krystyna Więcławik, Aniela Gorzołka



Ciasta upiekły: Nikola Krawczyk, Maria Galus, Klaudia Famuła, Renata Roj, Beata Korzonek, Brygida Augustyniok.



Występ dla seniorów przygotowały miejscowe dzieci. Scenariusz napisały i próby nadzorowały Manuela Roj oraz Sabina Jurczyk.



Wszystkie dzieci chętnie uczestniczyły w próbach. By wypaść jak najlepiej, jeszcze na chwilę przed występem szlifowały swoje role.



Starsze dziewczęta przyglądały się występom "maluchów" i dzielnie skrywały tremę?



Nie mniejszą tremę miały mamy najmłodszych aktorek, Renata Roj oraz Daniela Foryta.



Natomiast całkowity brak tremy wykazywali, druhowie: Edward Grus, Sławomir Korzonek i Dariusz Wieczorek. Przypadła im ważna funkcja kelnerów. Z humorem deklarowali, że są w stanie zaspokoić wszystkie potrzeby pań?



Dla sióstr Manueli Roj (gitara) i Sylwii Roj (organy) publiczne popisy są niemal codziennością.



Najstarszym na sali strażakiem był 82 letni Augustyn Galus.



Zgromadzeni goście nie mogli się nagadać. Byli tacy, którzy spotkali się po latach.





         

Z chwilą pojawienia się proboszcza, księdza Bernarda Joszki, "sala" nieco ucichła.



Dla młodych "gwiazd" przygotowano oddzielny stół. Dekoncentracja przed występem mogła być groźna dla przebiegu całej imprezy.



Prezes OSP Janusz Jurczyk i sołtyska Ewa Wieczorek zasiedli zgodnie obok siebie. Zarezerwowali też krzesło dla Krystyny Kajdy.
   
Wreszcie nadszedł ten moment! Krystyna Kajda - liderka Grupy Odnowy Wsi rozpoczęła spotkanie powitaniem gości oraz złożeniem życzeń świąteczno-noworocznych. Życzenia w imieniu wszystkich mieszkańców wsi złożyła Ewa Wieczorek. Ksiądz Bernard pokierował modlitwą i zaprosił do wzajemnego składania życzeń.

 
Najpierw życzyli sobie "sąsiedzi", później wszyscy ruszyli "w obchód" po całej sali.

   
Ksiądz nie omieszkał wspomnieć tych, którzy w ciągu ostatniego roku odeszli do wieczności: Bronisławę i Jadwigę Anczurowskie oraz Bogdana Hamelę. Także tych, którzy z różnych przyczyn nie mogli przybyć na tą uroczystą kolację wigilijną.

       
Życzeniom towarzyszyły wzruszenie i uściski. Wszyscy stanowili jedną wielką rodzinę mieszkańców.

     
Wreszcie i kelnerzy mogli wykazać się swoimi umiejętnościami. Takim ręce nie zadrżą, wszak przyzwyczajeni są do prowadzenia znacznie poważniejszych akcji.

   
Krystyna Kajda, Janusz Jurczyk i Ewa Wieczorek czuli się gospodarzami spotkania. Nie musieli się zbytnio wysilać aby dać dobry przykład w spożywaniu tradycyjnych wigilijnych potraw. Wszystko było tak smaczne!

         
Młodzi pałaszowali swoje porcje w pośpiechu, ze świadomością, że niedługo mikrofon trafi do ich rąk. Kto ma mikrofon ten rządzi.

   
W końcu i dla personelu pomocniczego (kelnerów) znalazła się wolna chwila.  Mogli się posilić. Do końca jeszcze daleko. Praca czekała.



Prawdziwe cuda zaczęły się dziać wtedy, kiedy pastuszkowie, po ciężkim dniu siedzieli przy ognisku.
 

Nagle pojawiły się aniołki. Niektóre może przebrane, ale jeden napewno był oryginalny gdyż skrzydła miał z prawdziwych piór?
 

Młodzi artyści, w słowno-muzycznym montażu, przedstawili moment narodzin Pana Jezusa.
     

Widownia oniemiała! Każda scena nagradzana była burzliwymi oklaskami.
     
Tu nikt nie podpierał ścian. Po prostu zabrakło siedzących miejsc, a każdy chciał na własne oczy widzieć te cuda.



A cuda były prawdziwe. Królowie przemienili się w śliczne panienki. Tylko dary przynieśli takie same. Jakieś tam złoto i inne. Nuda? No może nie taka nuda. Sala była zachwycona.
     
Józef i Maryja natrudzili się bardzo. Wszak nie było dla nich miejsca w gospodzie. Zatrzymali się więc w lichej stajence. Cudowi narodzenia przyglądały się zwierzątka. Pospieszyli też pastuszkowie. Tylko tym królom jakby się nie spieszyło. Dobrze, że chociaż gwiazda ich oświeciła.



Radna Edeltrauda Zug przyglądała się widowisku z zainteresowaniem. Jest także sołtyską w zaprzyjaźnionym Wojciechowie i własna impreza wigilijna jeszcze przed nią. Może warto coś podpatrzeć.
         
Trzy, cztery, czy też siedem lat to dobry wiek by zostać gwiazdą. I ten występ należał do udanych. Dziadek Paweł Foryta aż podskakiwał na krześle. Daremne nerwy. Nic nie musiał podpowiadać.

       

Dopiero gdy aktorów oświetlił blask "zimnych ogni" okazało się, że to żadni święci. Byli to przebierańcy, w których sąsiedzi rozpoznali: Manuelę, Weronikę, Sylwię i  3 letnią Martynkę Roj,  7 letnią Justynkę i 4 letnią Jessicę Forytę,  5 letniego Filipa Wincera, Olę Köhler, Andreę i Angelikę Nikel, Tobiasza i Martina Kansików, Olę Drop, Marcina Krawczyka, Patrycję Korzonek, Natalię Świcarz, Sabinę Jurczyk i Franka Piecha.
     
Sołtyski: Ewa Wieczorek i Edeltrauda Zug miały sobie wiele do powiedzenia. Każda okazja jest dobra by wymienić doświadczenia.

 
Radna, Edeltrauda Zug także złożyła wszystkim zebranym najserdeczniejsze życzenia oraz wyrazy wdzięczności za zaproszenie i doznane wzruszenia.

 
Po zakończeniu występów znalazł się czas na wspólne śpiewanie kolęd.

   

Okazję, że na sali zgromadziły się dzieci z wszystkich boroszowskich domów wykorzystał Mikołaj. Zmęczony wiekiem i obowiązkami święty, wykorzystał Krystynę Kajdę i Dariusza Wieczorka, by w jego imieniu wręczyli  słodycze młodym, a już zasłużonym dla lokalnej społeczności aktorom.
   
W pewnym momencie okazało się, że na sali znajduje się jubilat. Stanisław Drop przed kilkoma dniami obchodził 80. urodziny. Była okazja do odśpiewania "sto lat".

 
Już po zakończeniu występów "stajenka licha" okazała się świetnym miejscem do zabaw dzieci. Starsi statecznie konsumowali i delikatnie plotkowali. Młodzi baraszkowali na sianeczku. Jak w starej piosence, której oni napewno nie znają. Do zobaczenia za rok - oby w niezmienionym składzie! Tak być musi wszak wszyscy życzyli sobie zdrowia!