Piknik rodzinny 2014

Czerwiec 20, 2014Autor BaS

 RODZINNE SPOTKANIE

W dniu 19 czerwca 2014 roku, tradycyjnie już odbyło się spotkanie rodzinne Boroszowian.

Głównym celem był uśmiech i dobra zabawa, a tych nie brakowało. W stosunku do roku ubiegłego zmieniła się nieco sceneria. Gry i zabawy odbywały się na utwardzonym placu przed pięknie wyremontowaną remizą strażacką.

W imieniu organizatorów ksiądz proboszcz Bernard Joszko podziękował wszystkim, którzy przybyli i docenili trud organizacyjny. Zachęcił wszystkich do wesołej zabawy i sam dał przykład jak należy to robić bez skrępowania.

Festyn stał się okazją do zaprezentowania szerokiej publiczności własnoręcznie wykonanych prac w trudnej sztuce origami.

Dzieci przyglądały się jak można zrobić kolorowe zabawki z baloników.

Wykazały się też znaczną cierpliwością i odwagą pozwalając pomalować swoją twarz w kolorowe wzory.



Powstały małe dzieła sztuki. Kłopoty zaczną się przed spaniem - trudno będzie przekonać maluchy do umycia buzi.

Bańki mydlane? Spróbować może każdy!

Radość z integracyjnego spotkania. Tej formy spędzania czasu wolnego nic nie zastąpi. Więzi zaowocują w trudnych momentach!










Uśmiechnięta twarz księdza Bernarda pozwala przypuszczać, że właśnie rozpoczął opowiadanie kawałów. Zna ich zaś wiele.



Nadszedł czas na rozrywkę zręcznościową. Przegrywa i odpada ten, dla kogo zabraknie krzesła.


Mniej odważni wolą przyglądać się zabawie.

Proboszcz doskonale wie, że do obdarowania najmłodszych parafian zawsze jest dobra pora.



Później dopiero można, a nawet trzeba włączyć się do zabawy dorosłych.



W końcu musi nadejść moment, że się odpada. Przy tym nikt nikomu nie "zagląda do kalendarza".


Nadszedł wreszcie czas by pomyśleć o poważnej męskiej konkurencji?






No i co z tego, że teraz jest ładniej. Nie ma tak potrzebnej w tej konkurencji należytej przyczepności do podłoża. Zdjęcie obuwia nie zawsze pomaga.

Prawdziwym mężczyznom jednak nic nie jest w stanie przeszkodzić! Przegrani czasami tylko narzekają, że z tą liną coś było nie tak?

Najmłodsi nie ustępowali dorosłym, wszak dla każdego wzorem był oglądany nieco wcześniej tata.





Gdy do rywalizacji siłowej stanęły panie zadrżał niejeden mężczyzna? Szczególnie młodzi mężowie pomyśleli z trwogą, co by było...?



Panowie, nic się nie stało! Więcej wiary w siebie, trochę uległości też nie zaszkodzi.

Zabawa była świetna. Radość najmłodszych zaowocuje w przyszłości. Będą bardziej pomysłowi, kreatywni i zmotywowani do odwdzięczenia się za radosne dzieciństwo! To wystarczająca motywacja dla organizatorów.

foto. Norbert Krawczyk