O nas - dalej

Maj 30. 2020




Boroszów jest zgraną miejscowością. W organizację wydarzeń, angażuje się wielu mieszkańców. 
Zapraszamy na wiosenny spacer po miejscowości Boroszów.

















Wiele z nagranych ciekawostek nie zmieściło się w ramach czasowych.
Nagranie cieszy się olbrzymią popularnością wśród obecnych i byłych mieszkańców Boroszowa.
foto. Norbert Krawczyk




HISTORIA TKWI W SZCZEGÓŁACH

Sposób opowiadania o historii sprawia z jakim zainteresowaniem o niej słuchamy i zapamiętujemy. Ksiądz doktor Bernard Joszko robi to po mistrzowsku!


Gość Niedzielny nr 3 z 19 lutego 2020 r.

    Ku przestrodze

    Biskupice gm. Radłów: Pobożne życzenia i modlitwa nie wystarczają. Ksiądz potępia drogowych piratów!

W ogłoszeniach parafialnych dla Biskupic i Boroszowa ksiądz proboszcz zamieścił swoisty dekalog kierowcy.

    Jesteś kierowcą na drodze i nie jesteś na niej sam. Ponad wszystkim jest Pan Bóg Twój, więc zawsze o tym pamiętaj:

    1. Nie będziesz egoistą na drodze.

    2. Nie będziesz ostry w słowach, czynach i gestach wobec innych ludzi.

    3. Pamiętaj o modlitwie i uczczeniu świętego Krzysztofa, kiedy wyruszasz w drogę - umiej też podziękować.

    4. Szanuj pieszych.

    5. Nie zabijaj - bądź trzeźwy.

    6. Zapnij pasy - będziesz bezpieczny.

    7. Nie bądź brawurowy w prędkości.

    8. Nie narażaj siebie i innych na niebezpieczeństwo.

    9. Pomagaj potrzebującym na drodze.

    10. Przestrzegaj przepisy drogowe, szanuj pracę naszej Policji.

    - Im dłużej prowadzę samochód, tym bardziej dostrzegam jak wielu kierowców w sposób rażący narusza przepisy drogowe – mówi ks. dr Bernard Joszko, dziekan Rejonu Kluczbork. - Nadmierna prędkość, wymuszenia, stan nietrzeźwości to podstawowe grzechy kierujących pojazdami po drogach publicznych. Policyjne działania, tragiczne statystyki, tragedie indywidualne i rodzinne, zwiększająca się liczba przydrożnych krzyży, wydają się nie wpływać na rozsądek kierujących. Brawura poraża! Pobożne życzenia i modlitwy nie wystarczają. Piratów drogowych należy potępiać. Nie będzie też grzechem sięgnięcie po telefon i powiadomienie odpowiednich służb o stwarzającym zagrożenie kierującym.


Tekst Stanisław Banaśkiewicz, zdjęcie Norbert Krawczyk   - SPIKER  - 5 czerwiec 2019 r.

Książkowy podarunek
Kościeliska: W siedemdziesiątą rocznicę poświęcenia nowo wybudowanego kościoła w Kościeliskach ukazało się historyczne opracowanie o parafii i żyjących w niej ludziach.
Ksiądz bernard Joszko prezentuje kolejną ze swych historycznych książek.

Jest to czwarta z historycznych książek napisanych przez księdza doktora Bernarda Joszkę, proboszcza z Biskupic, zatytułowana „Nasz pan i nasz proboszcz – kroniki i urbarz z Kościelisk”. Zainteresowanie autora lokalną historią przerodziło się w pasję. W parafialnych kronikach i archiwach wyszukał oraz opisał wiele ciekawostek, cennych dla miłośników historii i Ziemi Oleskiej. O popularności opracowań księdza Bernarda może świadczyć fakt, że nakład książki „Parafia Biskupice koło Olesna. Z dziejów kultury i życia religijnego” wyczerpał się. Wciąż można nabyć książkę „Słuchali dzwonów z dwóch kościołów”. Poruszane zagadnienia stały się tematami prac, najpierw magisterskiej, a później doktorskiej.
- Celem moich publikacji było ocalenie wszystkiego, co stanowiło świadectwo minionych lat i wieków – stwierdził Bernard Joszko. - Także przypomnienie o lokalnych korzeniach i dawno zapomnianych przodkach. Zainteresowanie poprzednimi pracami skłoniło mnie do opracowania historii z dziejów parafii w Kościeliskach.
Książka zawiera cztery cenne, historyczne dokumenty: Metrykę parafii Kościeliska i Biskupice; Kronikę parafii Kościeliska; kronikę szkolną Kościelisk i Urbarz.
Wieś Kościeliska była siedzibą rycerską. Od niepamiętnych czasów należała do do dóbr zakonu augustianów (kanoników regularnych) z Olesna. Pierwszym znanym już od 1193 roku na ziemi oleskiej kościołem parafialnym był kościół w Kościeliskach. Kanonicy regularni byli nie tylko duszpasterzami lecz także właścicielami wchodzących w skład parafii miejscowości. Dlatego parafianie zwracając się do do swoich duszpasterzy, używali zwrotu „ Nasz Pan i nasz Proboszcz”. Mieszkańcy Kościelisk używali języka polskiego i niemieckiego. Od zakonu kanoników regularnych parafia uniezależniła się w 1775 roku po utracie dóbr przez konwent oleski oraz śmierci ostatniego kanonika – duszpasterza Kościelisk księdza Antoniego Zolla.
Urbarz, to  spis majątku danego właściciela ziemskiego oraz powinności, głównie pańszczyźnianych, jego poddanych. Wskazywał nazwiska i numery posesji oraz ich powinności. Przykładowo zaznaczono, że gorzelnia i browar prowadzone były przez właściciela dominium w Borkach Wielkich, a mieszkańcy Kościelisk nie mogą obsłużyć się innym jak tylko pańskim piwem lub wódką. Opisano zobowiązania co do wysokości opłat za dziedziczenie i grunty, a nawet liczbę kapłonów, jaj i przędzy jako obowiązkowe świadczenie. Szczególnie zapisy kronik dokumentują warunki życia, stan zamożności, międzyludzkie stosunki, a nawet wydarzenia losowe i kryminalne.
- Sprezentowaną czekoladkę z bombonierki zje się i zapomni -  dodaje z uśmiechem ksiądz Bernard Joszko, - Ofiarowana książka pozostanie jako dowód pamięci i życzliwości!
Prezent może być tym cenniejszy, że został wydane w języku zarówno polskim jak i niemieckim. Ilustrowana jest starymi fotografiami, kserokopiami dokumentów oraz fotografiami dokumentującymi współczesne wydarzenia.
- W tłumaczeniu starych dokumentów wspierali mnie Engelbert Brysch i Patrycja Sopa, natomiast współczesne zdjęcia wykonali Norbert Pownuk, Norbert Krawczyk i Norbert Nieslony – Kończy Bernard Joszko. - Im też należą się szczególne podziękowania.
Książka stanowi świetną lekturę i przeczytałem ją z dużym zainteresowaniem. Można ją nabyć bezpośrednio u autora.


Tekst i zdjęcie Stanisław Banaśkiewicz - SPIKER - 6 maj 2019 r.

Tajemnica świętej Jadwigi

Biskupice (gm. Radłów): Uroczyste obchody trzech wieków kościoła pod wezwaniem świętej Jadwigi Śląskiej.

Ksiądz Bernard Joszko prezentuje kopię historycznej tablicy. 



Dzięki historycznej pasji księdza doktora Bernarda Joszki, proboszcza parafii świętej Jadwigi Śląskiej i świętego Jacka w Biskupicach, dzieje parafian i ich świątyń są doskonale udokumentowane. Napisał trzy obszerne książki dotyczące dziejów parafii Biskupice i Kościeliska. Na ukończeniu jest czwarta.
- W 1718 roku jako kolejny w tym samym miejscu, wybudowano drewniany kościół, który oddano pod opiekę świętej Jadwigi, patronki Śląska – wspomina ksiądz Bernard Joszko. - Z końcem XIII wieku stał w tym miejscu inny kościół. Był już zniszczony i zbyt mały. Wierni, szczególnie w dni świąteczne nie mieścili się w nim. Zdecydowali o rozbiórce i budowie nowego. Miejscowość należała do biskupów lubuskich, a jeden z nich Wilhelm z Nysy odegrał pierwszoplanową rolę w procesie kanonizacyjnym świętej Jadwigi Śląskiej. Wyniesiono ją na ołtarze w 1267 roku. Niewykluczone, że już wtedy powstał kościół ku jej czci.
W odbudowanym kościele umieszczono wyrzeźbioną w drewnie tablicę upamiętniającą fakt powstania  datowany na 15 października 1718 roku i budowniczych. Poświęcenia dokonał ówczesny proboszcz sternalicki i biskupicki Jan Stanisław Kosmacki. Budowę kościoła prowadził cieśla Jan Miksa z Kraskowa. Treść na tablicy zapisano w języku polskim. Wydarzenie opisano też po polsku w kronikach parafialnych.
- Kiedy w 1980 roku obejmowałem biskupicką parafię tablicy w kościele świętej Jadwigi nie było. Zaginęła w nieznanych okolicznościach - opowiada ksiądz Bernard Joszko. - Kilka lat temu odnalazła się jako zabytek w zbiorach Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu. Pojechałem tam z księdzem Piotrem Maniurką, dyrektorem Muzeum Diecezjalnego w Opolu. Tablicy nie odzyskaliśmy. Procedury prawne okazały się tak skomplikowane, że uznaliśmy iż łatwiej będzie wykonać jej kopię.
Dyrektor Muzeum Górnośląskiego okazał nam notatkę na podstawie, której Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Oleśnie przekazało tablicę jako zabytek celem włączenia do muzealnych zbiorów.
- Zakładam, że kiedy naziści objęli władzę wszystkie tablice z polskimi napisami były usuwane – ocenia Bernard Joszko, doktor historii. - Przypuszczalnie tablica z kościoła świętej Jadwigi została zdjęta i ukryta. Po wojnie zaś w czasie inwentaryzowania zabytków tablicę odnaleziono i przejęto.
W zapisie historii muzeum znajduje się wpis wydający się potwierdzać taką tezę: „Po II wojnie światowej bytomskie Muzeum Śląskie zostało spadkobiercą kilkuset obiektów po Oberschlesisches Landesmuseum oraz około 3 tysięcy eksponatów ocalałych ze zbiorów etnograficznych Muzeum Śląskiego w Katowicach (były to kolekcje ludowego malarstwa i rzeźby w drewnie, wycinanek, ceramiki, strojów i towarzyszących im ozdób, haftów, tkanin)”.
Pod koniec października w Biskupicach odbyły się uroczystości odpustowe połączone z obchodami jubileuszu 300-lecia poświęcenia kościoła świętej Jadwigi Śląskiej. Dla lokalnej społeczności to znaczące wydarzenie. Mszę odprawił biskup Andrzej Czaja, ordynariusz opolski. Do kościoła powróciła też kopia historycznej tablicy. Oryginał pozostaje muzealnym eksponatem i niejako sławi biskupicki kościół. 

BaS    Kulisy Powiatu Kluczbork-Olesno z dnia 20.12.2018 r. (ostatni numer gazety)

Pod wezwaniem świętej Jadwigi Śląskiej

Kościół św. Jadwigi Śląskiej w Biskupicach
ANDRZEJ KERNER /FOTO GOŚĆ

Stary, drewniany kościół w Biskupicach ma 300 lat.

"Dotychczasowy stary drewniany kościół był zbyt mały i nie mógł w dni świąteczne pomieścić wiernych. Był też już bardzo zniszczony. Ten kościół rozebrano i w 1718 r. wybudowano obszerniejszy i okazalszy. Też drewniany. Kościół został oddany pod opiekę św. Jadwigi, patronki Śląska i poświęcony w niedzielę po święcie św. Jadwigi, przy licznym udziale duchowieństwa i wiernych. Poświęcenia dokonał ówczesny proboszcz sternalicki i biskupicki Jan Stanisław Kosmacki. Budowę kościoła prowadził cieśla Jan Miksa z Kraskowa. Wykonał drewnianą tablicę z informacją o tym wydarzeniu” - tyle zapisano (po polsku) w kronice parafialnej Biskupic w roku 1718.

Kościół obchodzący swoje trzechsetlecie nosi wezwanie św. Jadwigi Śląskiej. - Można przypuszczać, że pierwszy kościół w tym miejscu stał już w XIII wieku - mówi ks. dr Bernard Joszko. Jest proboszczem w Biskupicach (dekanat Gorzów Śląski) od 38 lat.

Jego dziełem są m.in. bogato udokumentowane, obszerne monografie parafii Biskupice i Kościeliska (do których, kiedyś Biskupice należały). Ks. Joszko wiąże niespotykane w tej części diecezji wezwanie kościoła z faktem, iż Biskupice należały w średniowieczu do biskupów lubuskich, a jednym z nich był Wilhelm z Nysy, który uczestniczył w procesie kanonizacyjnym św. Jadwigi Śląskiej.

Parafia liczy obecnie 750 mieszkańców. W Biskupicach jest jeszcze drugi kościół - pw. św. Jacka. Jest  murowany i większy niż kościół św. Jadwigi, kościół poprotestancki, przejęty przez katolików po 1945 r., który pełni również funkcję kościoła parafialnego. Do parafii należą także Boroszów (z własnym, drewnianym kościołem z XVII wieku), Kolonia Biskupska i Drogi Biskupskie.

- Na uroczystość 300-lecia odnowiony został ołtarz, ambona i chrzcielnica. Dalsze prace przewidzieliśmy na rok przyszły. Ofiarność parafian i ich troska o kościoły jest naprawdę wielka - przyznaje proboszcz.

W tym roku liczba dominicantes (uczestników niedzielnej Mszy św.) w parafii wyniosła 360 i od lat waha się w granicach 50 procent parafian.

Specjalną pamiątką jubileuszu będzie kopia wykonanej w 1718 r.drewnianej tablicy informującej o budowie kościoła św. Jadwigi. Zawiśnie ona nad drzwiami do zakrystii, skąd zniknęła po II wojnie światowej i odnalazła się kilka lat temu w zbiorach Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu.

Ks. dr Bernard Joszko
ANDRZEJ KERNER /FOTO GOŚĆ

„Gość Opolski”  z dnia 18 listopada.

https://opole.gosc.pl/doc/5160787.Trzy-razy-budzona-do-zycia

https://opole.gosc.pl/gal/pokaz/5137029.Kosciol-sw-Jadwigi-w-Biskupicach-ma-300-lat/12#gt

https://opole.gosc.pl/doc/5137104.Pod-wezwaniem-swietej-Jadwigi-Slaskiej





CORAZ WYŻEJ










W dniu 27 października 2018 r. w hali sportowej w Łagiszy odbył się  ogólnopolski turniej tańca towarzyskiego o puchar prezydenta miasta Będzina.Pośród wielu uczestników znalazła się para z Oleskiego Klubu Tańca "Róża" Milena Krawczyk i Adam Plaminiak. W swej kategorii zajęli I miejsce. GRATULUJEMY!

Zdjęcia: Damian Krawczyk




TO JUŻ KOLEJNY SUKCES



W dniu 25.02.2018 r. w Rędzinach odbył się turniej taneczny o Grand Prix Polski w Ogólnopolskim Turnieju Tańca Towarzyskiego ,,z pasji do tańca” o Puchar Starosty Częstochowskiego, Wójta Gminy Rędziny i pod Patronatem Marszałka Województwa Śląskiego. 

Oleski Klub Tańca ,,Róża'' reprezentowali Milena Krawczyk i Adam Plaminiak. Zajęli drugie miejsce w swojej kategorii wiekowej.




GRATULUJEMY RODZICOM I MŁODYM MISTRZOM TAŃCA!


Opracował: Norbert Krawczyk
Z Ł O C I   M I S T R Z O W I E

http://ool24.pl/2018/02/07/patryk-koscielny-marcin-krawczyk-swietni-zlotej-kielni

Patryk Kościelny i Marcin Krawczyk, uczniowie klasy 3d Zasadniczej Szkoły Zawodowej im. Józefa Lompy w Oleśnie wzięli udział i zostali laureatami XLVII Turnieju Budowlanego „Złota Kielnia”. Turniej był trzy etapowy i obejmował eliminacje szkolne, etap okręgowy w Gliwicach i centralny w Poznaniu.

Zebrał: Norbert Krawczyk

POCZĄTKUJĄCA  TANCERKA!






Jessica Foryta (w okularach) wystąpiła na parkiecie z zespołem ALFA





Wybrał: Norbert Krawczyk




Pierwsza taka placówka w Polsce

Olesno:
Placówka Terenowa KRUS-uświętuje 25-lecie istnienia. Co ciekawe otwarta została jako pierwsza w kraju.

W czasie uroczystego spotkania jednostce OSP w Boroszowie wręczono w prezencie  torbę ratownictwa przedmedycznego.


Kulisy Powiatu z dnia 07.12.2017 r.

Zasłużyli na relaks.

Boroszów (gm. Olesno)
W niedzielę 10. września w swojej parafii, mieszkańcy bawili się z okazji święta plonów.

Lubiany przez parafian i zawsze pełen humoru ksiądz Bernard Joszko zachęca i sam uczestniczy w rozrywce mieszkańców.

Boroszów jest wsią, w której prowadzących gospodarstwo rolników jest zaledwie jedenastu. Wielu młodych wyjeżdża do pracy za granicę. Dla wszystkich żniwa są gorącym okresem.
- Dla rolników bieżący rok zapowiadał się bardzo źle – ocenił Andrzej Grobelny, rolnik z Boroszowa. - Najpierw silne wiosenne przymrozki później wilgoć utrudniająca siewy. W konsekwencji pogoda poprawiła się choć początek żniw też zapowiadał się deszczowy. Za to awaryjność sprzętu była mniejsza i zbiory zakończyłem pomyślnie. Zasłużyliśmy na relaks.
-Bardzo się cieszę z zaangażowania mieszkańców w prace wiejskiego samorządu – stwierdziła Ewa Wieczorek, sołtys Boroszowa. - Imiennie nie wyróżniam nikogo gdyż wielu było współautorów sukcesu i dobrej zabawy.
Przez dziesięciolecia koronę dożynkową wyplatała w Boroszowie Anna Stencel. Przed śmiercią zdążyła jeszcze zachęcić Karinę Skwarę do przejęcia tego trudu.
- Elementy składowe korony przygotowała wcześniej grupa gospodyń – dodaje Ewa Wieczorek. - Karina wszystko tak zgrabnie ułożyła, że spodobała się oceniającym i sukces był wspólny.
Gospodynie przygotowały też słodki poczęstunek dla dożynkowych gości. Zabawa była przednia zarówno dla żądnych zabawy najmłodszych jak i chętnych do zabawy dorosłych. Przygrywający do zabawy najczęściej powtarzali słowa „pani sołtys” i Ewa Wieczorek z werwą zachęcała do udziału w rozrywce. Na maszynistę do jadącego daleko pociągu zaproszono Damiana Krawczyka, wiceprezesa miejscowej jednostki OSP. Podołał trudowi. Musiał więc także zostać starym, śpiącym   niedźwiedziem. Szczodrymi brawami uczestnicy powitali proboszcza Bernarda Joszkę, który dołączył do ich zabawy.
- Bardzo się cieszę z tego, że rano widziałem parafian na mszy, a obecnie przy biesiadnym stole – powiedział ksiądz Bernard Joszko. - Umiejętność wspólnej zabawy jest równie potrzebna. Rozmowy przy biesiadnym stole zacieśniają więzi. Każdy trud zasługuje na nagrodę, a trud rolników uzależniony od kaprysów natury w szczególności.
Nawet w tak radosnym dla rolników dniu musieli oni na chwilę przerwać zabawę by dokonać codziennego obrządku.
- Wszyscy mieszkańcy naszej wsi zasłużyli sobie na nagrodę w postaci dobrej zabawy – kończy Ewa Wieczorek. - Jestem zadowolona bo dobrze nam wyszło. Trochę mi jednak przykro, że są w naszej społeczności i tacy, którzy nie korzystają z proponowanej wspólnej rozrywki.
Tydzień wcześniej Boroszowianie z sukcesem uczestniczyli w dożynkach gminnych w Starym Oleśnie. Ich korowód zdobył wyróżnienie, a dożynkowa korona trzecią lokatę w konkursie na najpiękniejszy symbol tego święta.

BaS Zdjęcie Damian Krawczyk - Kulisy Powiatu z dnia 14.09.2017 r.







Historycy z Radłowa świętowali

W dniu 05 lipca w Boroszowie spotkali się członkowie i sympatycy koła historii lokalnej w Radłowie. Między innymi świętowali podwójny jubileusz księdza doktora Bernarda Joszki.

Jubilat, ksiądz Bernard Joszko, doktor historii, jest cenionym członkiem i prelegentem radłowskich historyków.
Powstanie i działalność koła historii lokalnej w Radłowie jest równie ciekawa jak sama historia ziemi radłowskiej. Powstało w 1999 roku i liczy obecnie dwudziestu pięciu członków. Zaczęło się od zorganizowania konkursu o miejscowych tradycjach i historii opowiadanych w lokalnej śląskiej gwarze.
- Wydarzenie wywołało duże zainteresowanie – wspomina Marta Korzekwa, emerytowana dyrektorka gminnej biblioteki publicznej w Radłowie. - Powołaliśmy Koło Historii Lokalnej do którego akces zgłosiło wielu pasjonatów historii. Gromadzę i opracowuję wszystkie materiały ze spotkań. Jednym z prekursorów był zmarły niedawno Bernard Kus. Coraz więcej osób przybywało na nasze spotkania. Przyjeżdżali z różnych stron. Jan Piech z Olesna jest prawdziwą skarbnicą wiedzy o regionie. Znaleźli nas Krzysztof Maziarz i Piotr Sladek z odległego Kadłuba Turawskiego. Znajdujemy mocne oparcie w wójcie Włodzimierzu Kieracie. Nasze poczynania były życzliwie oceniana przez Lokalną Grupę Działania „Górna Prosna”.

Miejscem spotkań i siedzibą koła jest biblioteka gminna w Radłowie. Spotkania odbywają się w każdy ostatni czwartek miesiąca i są otwarte. W zakresie historii lokalnej koło współpracuje z wydziałem edukacji starostwa powiatowego w Oleśnie. Wśród znanych członków i prelegentów są: Wojciech Łonak, archeolog i ksiądz Bernard Joszko, historyk.

- Przed spotkaniem ustalamy temat wiodący do dyskusji – informuje Reinhold Kotwic, prezes honorowy. - Temat referuje wskazana osoba, a w dyskusji uczestniczą wszyscy. Rozmawiamy także o „wyszperanych” na bieżąco ciekawostkach. Nasze spotkania stały się już niejako rodzinne, z poczęstunkiem z okazji jubileuszy, a nawet ślubów. Każde z nich jest ucztą – duchową. Zapraszamy wszystkich chętnych!
Spotkanie lipcowe zorganizował w sali OSP Boroszów ksiądz Bernard Joszko, proboszcz z Biskupic i Boroszowa. Kilka dni wcześniej obchodził siedemdziesiąte urodziny i czterdziestą piątą rocznicę kapłaństwa.

- Byłem zaszczycony możliwością goszczenia, tak bliskiego mojemu sercu, grona życzliwych pasjonatów – zapewnia Bernard Joszko. - Wielu z nich można nazwać współautorami moich historycznych opracowań. Udostępniają posiadane materiały i wiedzę.
W każdym roku lokalni historycy spotykają się na mszach w intencji zmarłych członków. Czasami w ten sposób rodzą się nowe przyjaźnie.

- Dziadek Engelbert Brysch posiadał olbrzymią wiedzę historyczną i chętnie się nią dzielił – mówi Piotr Górok z Olesna. - Pojechałem na mszę zorganizowaną po jego śmierci przez koło historyków. Pozostałem już z grupą jako najmłodszy z członków. Część materiałów pozostała po dziadku. Obecnie sam wyszukuję materiały o historii i tradycjach lokalnych. W tłumaczeniu z niemieckiego pomaga mi ciocia Elżbieta Bereska z Byczyny. Kiedy starsi członkowie sięgają w dyskusji do wspomnień swoich dziadków to bywa, że rozmawiamy o wydarzeniach z XIX wielu jak o bezpośrednich relacjach.

Działalność historyków to nie tylko opowiadania i dyskusje. Piszą różne projekty i pozyskują środki finansowe na ich realizację. W ten sposób odrestaurowano stary kamienny mostek na rzece Prośnie przy trasie Sternalice – Kościeliska. Wykonano zdjęcia z osiemdziesięciu starych szklanych negatywów znalezionych w czasie remontu młyna w Wolęcinie. Zdjęcia wystawiano w różnych miejscach, obecnie można je obejrzeć w sali wiejskiej przy urzędzie Gminy Radłów.

Pasjonaci historii każde spotkanie wykorzystają do pogłębienia wiedzy.

- Moim marzeniem jest zorganizowanie izby regionalnej – opowiada Irena Gnot z Radłowa. - Z myślą o tym nagromadziłam już wiele przedmiotów. Nie możemy znaleźć stosownego pomieszczenia. Zachęcam więc innych by także przechowywali przedmioty o wartości historycznej. Wierzę, że kiedyś uda się je wyeksponować. Przekonaliśmy Adelajdę Garbaciok ze Starych Karmonek by przekazała zabytkowy trak do muzeum wsi opolskiej w Bierkowicach. Serce mnie boli kiedy widzę jak młodzi ludzie podstawiają pod dom przyczepę, wrzucają do niej „stare graty” i wywożą na śmietnik. To mord na przodkach i ich historii.

BaS  Zdjęcie BaS - Kulisy Powiatu z dnia 13.07.2017 r.

Sentymentalne wspomnienia.

Od jakiegoś czasu daje się zauważyć duchowy głód poznawania własnej historii. Wzrasta zainteresowanie przeszłością rodziny, miejscowości, kulturowych tradycji.

Ksiądz Bernard Joszko w czasie wyszukiwania materiałów w archiwum diecezjalnym we Wrocławiu.

Ksiądz Bernard Joszko, proboszcz parafii w Biskupicach wywodzi się z ziemi oleskiej i tam pełni  posługę kapłańską. Historia tej ziemi jest mu szczególnie bliska. Jest nie tylko poważanym i lubianym kapłanem lecz również wielokrotnie wyróżnianym autorem książek historycznych.
Chcąc sprostać zainteresowaniom parafian ksiądz Bernard Joszko spisał w trzech książkach historię nie tylko swojej parafii. Opisał też historię parafii Kościeliska, zgromadził wiele materiałów o pobliskich Bodzanowicach.
- W czasie różnych spotkań parafianie opowiadali o swojej młodości, historii rodziny, ciekawych miejscach i lokalnych wydarzeniach – wspomina ksiądz Bernard Joszko. - Im byli starsi tym chętniej wspominali młodość, dodając często” jaka szkoda, że nie zapisałem sobie starych rodzinnych opowieści. Teraz nie ma już kogo zapytać, bo poumierali”. Stąd zrodziła się we mnie historyczna pasja. Ciekawsze historie zacząłem spisywać. Poszukiwałem też nowych źródeł informacji. Ubywało ludzi, którzy potrafili odczytać pismo staroniemieckie i gotyk. Posiadający taką umiejętność pomagali mi w ich tłumaczeniu.
Cieszącemu się dużym zaufaniem księdzu łatwiej powierzano stare rodzinne fotografie i dokumenty. Materiałów przybywało, powstawały pomysły na kolejne książki. Opracowanie „Parafia Biskupice koło Olesna. Z dziejów kultury i życia religijnego” stało się jednocześnie pracą magisterską. "Kościeliska. Dzieje miejscowości i parafii" to książka, dzięki której proboszcz Joszko się doktoryzował. Kolejna pozycja „Słuchali dzwonów z dwóch kościołów” powstała na podstawie kronik z Biskupic koło Olesna – katolickiej szkoły i ewangelickiej parafii obejmującej lata 1784 do 1945. Napisana w języku polskim i niemieckim. Zawiera wiele ciekawych i pouczających informacji, a pośród nich:
Rodzice dzieci, które opuszczały naukę bez powodu byli obłożeni karami pieniężnymi przez policję. Jeżeli rodzice biednych dzieci nie płacili, grzywnę zamieniano na pracę społeczną lub nawet karę więzienia. Wpływy otrzymywało kierownictwo szkoły z przeznaczeniem na zakupy materiałów i przyborów do nauczania.
- Zawsze interesowała mnie lokalna historia – stwierdza Irena Gnot, z Radłowa. - Poszukiwanie historycznych materiałów o ziemi śląskiej było utrudnione. Stare dokumenty spisano  po Niemiecku. Wydane przez księdza Bernarda Joszkę książki bazowały na przetłumaczonych dokumentach, a dodatkowo uatrakcyjniały je liczne fotografie z minionego okresu. Z dużą przyjemnością brałam do rąk kolejne książki księdza, doktora historii. Do poważnych tematów ksiądz podchodzi z właściwą sobie dozą humoru. To świetna lektura, można się dowiedzieć także o religijnej tolerancji.
Współżycie protestantów i katolików układało się dobrze. Pastor Wagner napisał, że jego praca duszpasterska w Biskupicach zawsze przebiegała w spokoju. Nie miał żadnych konfliktów i zadrażnień. Pastor Gawantka zamieścił komentarz krytyczny na temat wiary katolickiej i jej duchownych. Dotyczył głównie popierania przez nich języka polskiego i jego szerokie stosowanie w pracy duszpasterskiej.
 - Ostatnią książkę autorstwa naszego proboszcza otrzymałam w prezencie – opowiada Iwona Borek z Boroszowa. - To świetny prezent dla całej rodziny. Ucieszyłam się, tym bardziej, że znalazła się w niej dedykacja autora. Musiałam odczekać w kolejce. Jako pierwszy czytanie rozpoczął mój tata Henryk Pacek, który pamiętał jeszcze niektóre z opisanych historii i rozpoznawał na zdjęciach znane mu z dzieciństwa osoby i miejsca. Mnie zaciekawiły wysokie wymagania moralne stawiane ówczesnym urzędnikom.
Nauczyciel pomocniczy Wolf został zgodnie z zarządzeniem królewskiego rządu w Opolu zdymisjonowany z dniem 1 stycznia1884 roku z powodu niemoralnego sposobu życia i lekkomyślnego zadłużania się.
- Najlepszym przykładem na to jak na naszych oczach zanika pamięć o epoce jest architektura – ocenia ksiądz Bernard Joszko. - Sztuka starych budowniczych bywa skrywana pod warstwami izolacyjnymi budynków. Dokumentują to stare fotografie. Mięły też czasy gdy mężczyzna nosił na co dzień buty po ojcu i zegarek po dziadku! Młodsza siostra czekała kiedy będzie mogła przystroić się w sukienkę, z której wyrosła starsza. Gdzie podziały się przedmioty piękne, użyteczne i niezniszczalne przekazywane w rodzinie jak relikwie? Wspólna historia rodziła dodatkowe, silne więzi. Czasami widać jak bardzo brakuje ich w życiu obecnej rodziny! Zrozumienie i wsparcie pozostaje i obecnie nadrzędną  ideą.
W okresie zimowym 1895 roku zapewniano w szkole pomoc rzeczową. Dzieciom z odległych wiosek wydawano darmową zupę. Akcję sponsorował Związek Kobiet w Służbie Ojczyźnie. Dobrowolnie i nieodpłatnie gotowała i wydawała ją żona nauczyciela.
Książka zawiera wiele innych wartych poznania historii wpisanych w realia ziemi oleskiej i epoki. Rozprowadzana jest w parafii Biskupice.
BaS Zdjęcie archiwum domowe. Kulisy Powiatu z dnia 22.12.2016 r.

Doczekać jutra lepszego!

Boroszów: W dniu 20 grudnia uczniowie z Olesna spotkali się z boroszowskimi seniorami.

Spotkanie przygotowały: Rada Sołecka, Grupa Odnowy Wsi, Ochotnicza Straż Pożarna i Rada Parafialna w Boroszowie przy finansowym wsparciu urzędu miejskiego w Oleśnie.
- Nasi uczniowie zawsze są mile przyjmowania przez Boroszowian – powiedziała Grażyna Lipińska, dyrektorka PSP numer 3 w Oleśnie. - Tym razem przyjechałam w gronie 52. dzieci z klas III a i b oraz przedstawicieli szkolnego chóru. Do występu dzieci zostały przygotowane przez wychowawczynie Aldonę Walatek i Justynę Sawińską. Była też prowadząca chór Renata Wiendlocha.
W swym występie młodzi aktorzy sugerowali by podzielić się opłatkiem „jak przodkowie nasi”. Pośród tradycyjnych świątecznych życzeń, przyniosły też przesłanie „kolędo daj nam nadzieję doczekać jutra lepszego”.
- W Boroszowie, na tego typu spotkaniu byłam po raz pierwszy – stwierdziła Bożena Matusiak, sekretarz gminy Olesno. - Dzieci dały świetny występ, a mieszkańcy byli radośni. Panowała prawdziwie świąteczna atmosfera.
Miejscowe gospodynie przygotowały wspaniały poczęstunek, a druhowie z OSP sprawnie go podali. Biesiadnicy głośno wypowiadali pochwały. Niespodzianką były dwa torty, przywieziony przez zaproszonych gości jako gest wdzięczności dla organizatorów i podziękowania.

Spotkanie stało się okazją do wyróżnienia Ewy Wieczorek, boroszowskiej sołtyski,  medalem „Dębowa gwiazda” w kategorii „społecznik”. Od pięciu lat patronujemy tej inicjatywie.

Wszystkim mieszkańcom Boroszowa życzenia i podziękowania złożyli także: proboszcz Bernard Joszko i radna gminy Olesno Edeltrauda Zug. Natomiast Ewa Wieczorek i Krystyna Kajda, lider grupy odnowy wsi, podkreśliły zasługi wszystkich działających na zapleczu współorganizatorów.

Tekst i zdjęcia BaS Kulisy Powiatu z dnia 22.12.2016 r.

Animator w koloratce

W niedzielę 16. października Marszałek Województwa Opolskiego wręczył nagrody dla animatorów i twórców kultury. Jednym z wyróżnionych został ksiądz Bernard Joszko.



Ksiądz prałat Bernard Joszko - proboszcz Parafii Rzymsko-Katolickiej w Biskupicach. Związany z regionem opolskim społecznik, animator kultury,  popularyzator lokalnej historii i kustosz dziedzictwa kulturowego. Członek Koła Miłośników Historii Lokalnej w Radłowie. Jest autorem publikacji o tematyce historycznej, także mecenasem sztuki.  Zorganizował remont trzech zabytkowych kościołów, w tym dwu drewnianych. Corocznie organizuje wyjazdy do miejsc kultu religijnego. Angażuje się w wydarzenia kulturalne oraz zachęca mieszkańców do aktywnego działania na rzecz kultury.

Marszałek Województwa Andrzej Buła pogratulował laureatowi zaangażowania w rozwój kultury lokalnej.

Wicemarszałek Stanisław Rakoczy wręczył księdzu Bernardowi list gratulacyjny.

Uroczystość, a była to jej XVII edycja, odbyła się w teatrze imieniem Jana Kochanowskiego w Opolu.  Nagrody dla animatorów i twórców kultury przyznawane są od 1999 roku. W czasie minionych edycji otrzymało je 150. osób, około 250. uhonorowano wyróżnieniami. Marszałek Andrzej Buła podczas gali wręczył nagrody i wyróżnienia  animatorom i twórcom kultury. W gronie laureatów został uhonorowany ksiądz prałat Bernard Joszko z Biskupic.

Tegorocznymi laureatami byli także: Wojciech Dominiak – dyrektor Muzeum Ziemi Prudnickiej, Alexandre Devosges-Cuber – dyrektor Muzeum Regionalnego w Głogówku, Bogdan Jasiński – kustosz Muzeum Wsi Opolskiej, Edward Pochroń dziennikarz i prozaik oraz Dorota Witoszyńska – nauczycielka ZSZ nr 1 w Brzegu.

Ksiądz Bernard Joszko z właściwą sobie skromnością podziękował za zaszczytne wyróżnienie.
- Laureaci mają na koncie wyjątkowe osiągnięcia na rzecz kultury, działalności artystycznej czy upowszechniania i ochrony dziedzictwa kulturowego na Opolszczyźnie – ocenił Andrzej Buła, Marszałek Województwa Opolskiego. - Do krzewienia kultury potrzebna jest odwaga, wrażliwość i pasja, bowiem im więcej jest tych cech, tym życie kulturalne naszego regionu jest barwniejsze. Życzę aby państwa zaangażowanie przyciągało młodych ludzi, by współtworzyli oblicze regionalnej  kultury, która współuczestniczy w dziele tworzenia pięknego pejzażu Śląska Opolskiego.
- Działam z poczucia obowiązku, ale ta praca daje też dużo satysfakcji – powiedział ksiądz Bernard Joszko. - Trudno jest w małej parafii troszczyć się o trzy kościoły. Ogólna życzliwość, zaangażowanie parafian i ich ofiarność zmobilizowały mnie do większego zaangażowania w życie lokalnej społeczności. Od jakiegoś czasu daje się zauważyć duchowy głód poznawania własnej historii. Wzrasta zainteresowanie przeszłością rodziny, miejscowości, kulturowych tradycji.
Chcąc sprostać zainteresowaniom parafian ksiądz Bernard Joszko spisał w trzech książkach historię nie tylko swojej parafii. Opisał także historię parafii Kościeliska, zgromadził wiele materiałów o Bodzanowicach. Prezentuje wiele ciekawostek i starych zdjęć. Zachęca do kultywowania starych tradycji np. „krzyżoków” to jest konnej procesji po polach organizowanej w pierwszy dzień świąt wielkanocnych. Swoją obecnością wspiera lokalne uroczystości kulturalne w ramach integracji przy stołach biesiadnych.
- Nasze pielgrzymki mają także charakter krajoznawczy – dodaje ksiądz Bernard Joszko. - Stają się okazją do wspomnień. Kiedyś obowiązywał przekaz ustny, obecnie zapisuje się więcej ale małe miejscowości wciąż pozostają trochę zapomniane. Robię wszystko by przetrwała lokalna pamięć i duma ze swej „małej ojczyzny”.



Ksiądz Bernard Joszko (trzeci z prawej) w gronie laureatów oraz marszałka Andrzeja Buły i wicemarszałka Stanisława Rakoczego.

Reporter Radia Opole poprosił laureata prestiżowej nagrody o komentarz.

BaS Zdjęcia Norbert Krawczyk - Kulisy Powiatu z dnia 20.10.2016 r.

Autor BaS

Zabawa była przednia

BOROSZÓW (gm. Olesno) W niedzielę 28 sierpnia mieszkańcy wsi zorganizowali święto plonów.



Tradycyjnie, najpierw podziękowali Panu Bogu za urodzaj i pogodę pozwalającą na uprzątnięcie plonów. W związku z remontem boroszowskiego kościoła msza intencyjna została odprawiona w Biskupicach. Z tego powodu, po raz pierwszy od lat nie przygotowano korony dożynkowej stanowiącej symbol tego święta.
Nastroje jednak dopisywały. W imieniu organizatorów uczestników następującej po mszy zabawy powitały: Ewa Wieczorek, sołtys i Krystyna Kajda. lider Grupy Odnowy Wsi.
Dożynkowe dekoracje przygotowały Anna Bartoszek-Kania, Magdalena Famuła, Aneta Kubik (Gorzołka) i Patrycja Korzonek. Męskiego wsparcia udzielał Michał Korzonek.
Najmłodsi uczestnicy i jak pokazały dalsze odsłony, nie tylko, mieli okazję do grupowych zabaw na nowym placu zabaw urządzonym przy strażackiej remizie.
Tym razem jako "lokomotywa" wesołego korowodu (jadącego z daleka pociągu) wystąpił Daniel Anczurowski! A tych wagonów miał ze …?". Gdyby ogłoszono mistrzostwa świata w kręceniu kuprem przy tańczeniu kaczuch - nikt nie zrobił by tego lepiej ...? Każdy wybierał swego faworyta. Babcie miały okazję sprawdzić talenty taneczne swoich wnuczek. Młodzi kuzynowie zaś podszlifować swe parkietowe umiejętności! Mężowie przytulić się do, nie tylko swoich żon? Ojcowie nacieszyć się tańcem z dorosłymi córkami. Pani Gabriela i tym razem zadbała by małe "co nieco" uprzyjemniło rozrywkę i zapewniło "krzepę" wykrzykiwał Darek Wieczorek!
- Jak nakazuje tradycja, tak i tym razem zabawa była przednia – stwierdziła Aneta Kubik.
- Jest to też pora by pomyśleć o zakasaniu rękawów i przygotowaniu gruntu pod następne żniwa i dożynki -  kończy Roch Grabiński, rolnik z Boroszowa.
BaS zdjęcie Damian Krawczyk - Kulisy Powiatu z dnia 08.09.2016 r.



Ambitne marzenie

Boroszów: Na stałe mieszka w Niemczech. Jej pokój zdobi polska flaga z orłem, a jako dziecko marzyła by wystąpić w kostiumie z orłem na piersiach.

Oliwia Woś (w środku) z rodzicami  Beatą i Krzysztofem. W ręce trzyma but piłkarski z napisem upamiętniającym wujka Michała Grabińskiego, który uczył ją gry w piłkę i wspierał piłkarską karierę.

W Boroszowie mieszkała w pobliżu parku gdzie chłopcy urządzili sobie boisko piłkarskie i spotykali się tam w każdej wolnej chwili.
- Wychowując się z czworgiem braci nie mogłam nie grać w piłkę – wspomina Beata Woś, zameldowana w Boroszowie, a wraz z rodziną mieszkająca w Niemczech. - W oleskiej szkole nie było dziewczęcej drużyny piłkarskiej więc biegałam i też odnosiłam sukcesy. Piłka nożna do dziś pozostała moją pasją. Trafiłam na męża, który nie był piłkarskim fanem ale tolerował moje kibicowanie oraz wyjścia przy każdej okazji na boisko.
Krzysztof Woś nie miał też nic przeciwko gdy piłkę zaczynała kopać jego pierworodna córka Oliwia. Nie męczył się, gdyż po boisku biegała z mamą i wujkami. Z czasem gdy zaczęła osiągać sukcesy wspierał ją i stał się zagorzałym fanem. Tak się złożyło, że rodzina wyjechała do Niemiec.
- Od kiedy pamiętam to moją ulubioną zabawą było kopanie piłki – opowiada Oliwia Woś. - Gdy podjęłam naukę w niemieckiej szkole zawsze dołączałam do grających w piłkę chłopców. Akceptowali mnie bo grać umiałam. Kiedyś dostrzegł mnie ojciec jednego z kolegów, który trenował grę w klubie piłkarskim. Zaproponował bym też się tam zgłosiła. Pojechałam z mamą.
- Córka zaprezentowała się dobrze – dodaje mama Oliwii. - Dziewczęcej drużyny nie było. Trenowała i grała z chłopcami. Ja też byłam zadowolona skoro musiałam dowozić córkę, to zapisałam się do sekcji lekkoatletycznej i trenowałam na sąsiednim boisku.
O swoich sukcesach pani Beata opowiadać nie chce. Z radością opowiada o córce, której załatwiono specjalne zezwolenie na grę w Bundeslidze z chłopcami. Grała z nimi jeszcze jedna dziewczyna i obie nie odstawały od kolegów. Gdy Oliwia miała czternaście lat zainteresowała się nią trenerka VFL Bochum. Zaproponowała grę w kobiecej drużynie juniorów.
- Oliwia zawsze była ambitna i pracowita, a przy tym miała marzenia – kontynuuje Beata Woś. - Swój pokój przyozdobiła dużą polską flagą z orłem. Kiedyś powiedziała, że marzy o tym by zagrać w drużynie z orłem na piersiach. Bardzo motywowali i wspierali ją moi bracia Michał i Andrzej Grabińscy.
Jej marzenie wkrótce spełniło się. Jeden z kolegów opowiedział, że w internecie istnieje aplikacja „Gram dla Polski”. Oliwia odnalazła ją i zamieściła swoje dane z informacją o sportowych osiągnięciach.
- Już w dwie godziny po wypełnieniu internetowego formularza zadzwonił do mnie Tomasz Rybicki, selekcjoner poszukujący piłkarskich talentów – stwierdza radośnie Oliwia Woś. - Zaproponował spotkanie. Obejrzał i nagrał moją grę meczową. Moim atutem była silna lewa noga. Nagranie wysłał do trenerki polskiej kadry kobiet do lat siedemnastu Niny Patalon. Trenerka nawiązała ze mną kontakt mailowy. Zaproponowała spotkanie. Po dwukrotnych testach i treningach włączyła mnie do reprezentacyjnej drużyny. W marcu 2016 roku pojechałyśmy do Norwegii na eliminacje do mistrzostw Europy. Grałam we wszystkich meczach jako środkowy obrońca. Zajęłyśmy drugie miejsce w grupie co niestety nie dało nam kwalifikacji.
W wieku szesnastu lat Oliwia Woś spełniła jedno ze swoich marzeń. Zagrała w koszulce z orłem na piersi, w drużynie polskiej kadry piłkarskiej. Wiek nie pozwala jej na dalszą grę w obecnej drużynie. Trenerka Nina Patalon zarekomendowała ją do drużyny kobiet do lat dziewiętnastu. 20 lipca jedzie do Wronek na pierwsze zgrupowanie. Wierzy, że spełni oczekiwania i zostanie włączona do reprezentacyjnej kadry.
- W Niemczech już zmieniłam drużynę i gram w „lepszej lidze” - ocenia Oliwia Woś. - Moim nowym marzeniem jest by zagrać w pierwszej drużynie polskiej kadry kobiet.
- Przy całej swojej waleczności Oliwia jest też bardzo wrażliwa – podsumowuje Beata Woś. - Wciąż się uczy. Na treningi do nowego klubu musi dojeżdżać 150 kilometrów. Bardzo przeżyła też  wypadek mojego brata Michała Grabińskiego (Razem dla Michała - Kulisy Powiatu z dnia15.10.2015). Zamówiła sobie buty piłkarskie z emblematem polskiej 
flagi i napisem „Oliwia – M” co tłumaczy „gram dla Michała”.

Oliwia Woś prezentuje but piłkarski z napisem upamiętniającym wujka Michała Grabińskiego, który uczył ją gry w piłkę i wspierał piłkarską karierę.

- Był czas, że to bieganie za piłką przez piątkę naszych dzieci traktowaliśmy jako utrapienie – kończy Agnieszka Grabińska, z Boroszowa, babcia Oliwii. - Dzieci zawsze pomagały nam w pracach gospodarczych ale po pracy zamiast sobie odpocząć, biegły do parku na boisko. Tak się zaczynało, a ja martwiłam się co z tej mojej Beaty wyrośnie. Obecnie jesteśmy dumni z osiągnięć wnuczki Oliwii. Wierzę, że sprosta ambitnym marzeniom!


BaS. Zdjęcia BaS - Kulisy Powiatu z dnia 28.07.2016 r.

Wiejska integracja!

W dniu 26 maja Grupa Odnowy Wsi, Rada Sołecka i Zarząd OSP w Boroszowie urządzili piknik rodzinny, połączony z obchodami Dnia Matki.
Dzień Bożego Ciała sprzyjał świętowaniu. Pogoda też! 

Gabriel Janikowski demonstruje jak pomóc krztuszącemu się dziecku

Już przed godziną 15.00 rozległy się dźwięki muzyki. W imieniu organizatorów zebranych przywitali:  Ewa Wieczorek, sołtys i Janusz Jurczyk, prezes OSP. Rozpoczęto grami i zabawami dla dzieci jako, że zbliżało się także ich święto.
Licznie zgromadzeni przyglądali się. Wnet dzieci przybiegły po nich. Wszak to DZIEŃ MATKI - zabawa wszystkich, bo każdy miał matkę!
Rolą sołtyski stało się też zachęcanie uczestników do aktywności. O coś dla ciała zadbali
"pełniący służbę" przy grillu druhowie Sławomir Korzonek i Dariusz Wieczorek. Prezesowi OSP Januszowi Jurczykowi przypadło założyć różowe okulary i dbać by rozrywka była przednia. Bawiące się dzieci otrzymały misję rozszerzenia kręgu. Powiodło się, betonowy parkiet przed salą OSP zapełnił się. Tańce wykonywano brawurowo, kaczuchy - najlepiej wychodziły tym, którzy mogli schować brzuchy. Inni też dawali radę.
- Zarząd OSP zaprosił zawodowych strażaków by zaprezentowali pokaz ratownictwa medycznego- poinformował Damian Krawczyk, wiceprezes OSP Boroszów - Wielu naszych druhów było przeszkolonych w tym zakresie. Chcieliśmy by pozostali mieszkańcy także posiedli taką wiedzę.
Starszy ogniomistrz Jerzy Brodziak i starszy strażak Gabriel Janikowski z PSP w Oleśnie wiedzieli jak zainteresować publikę. Wykład połączyli z praktycznym pokazem na fantomach (manekinach medycznych) w tym małego dziecka.
- Nauka zachowań na miejscu nagłych zdarzeń może uratować życie – pouczał Jerzy Brodziak. - Jakże często przychodzi rodzicowi reagować na zakrztuszenie dziecka? Ilu wie jak należycie to zrobić? Jak takiej "kruszynce" zrobić sztuczne oddychanie?
Pokaz wzbudził olbrzymie zainteresowanie. Pośród licznie zgromadzonych tylko Anita Jurczyk z Boroszowa zdecydowała się na praktyczną naukę sztucznego oddychania i masażu serca.


Strażacy nauczyciele, zasłużyli sobie na specjalnie dedykowany im taniec. Boroszowianki też były dumne z tego, że los zesłał im takiego partnera.
Po tylu wrażeniach to już "młody niedźwiedź" zasnął mocno ze zmęczenia. Biada temu kto nie zdąży uciec gdy się przebudzi! Dalej bawili się wszyscy. Nie było tylko babć - wszystkie panie odmłodniały i były co najwyżej mamusiami?
Taka niewinna zabawa pozwalała złapać niedostępną zazwyczaj sąsiadkę za brzuszek? Panowie byli zadowoleni, panie nie protestowały. To nie wszystko, kolanka też były dozwolone!


Wychowywane w takiej atmosferze dzieci muszą stać się pogodnymi ludźmi. Jako dorośli będą wiedzieli jak dzielić się radością z innymi. To bezcenne i optymistyczne doświadczenie.
Muzykanci co jakiś czas ogłaszali, "a teraz idziemy do stolika...". Resztę zapewniali sobie biesiadnicy. Była okazja by spotkać się, porozmawiać, zintegrować. Mieszkający poza Boroszowem rodzice z dumą pokazywali jak od ostatniego widzenia podrosły ich pociechy.
Gdy przybył mocno spóźniony ksiądz proboszcze Bernard Joszko powitany został owacjami na stojąco. Wychuśtano też jubilata Sławomira Korzonka. Dalej jak u klasyka - tańce, hulanki, swawola. Zapadał zmrok, chęć zabawy nie gasła wraz ze słońcem. Taniec będący odskocznią od codzienności odbudowuje więzi i czyni trudy życia znośniejszymi. W takim dniu to i dzieci bawiły się do późnej nocy. Im później tym zabawy były ciekawsze, bo niecodzienne.
Przez chwilę w pikniku uczestniczył też Michał Grabiński. Przywieźli go rodzice. Wszak nieco wcześniej podobny piknik organizowano z myślą o nim. Z pozoru, bez kontaktu z otoczeniem, lecz podrygiwała mu noga gdy grała muzyka. Jego mama Agnieszka cieszy się gdy mocniej uściśnie jej trzymaną w jego dłoni rękę. Taka możliwość wspólnego świętowania Dnia Matki była rekompensatą za wszelkie trudy wynikające z potrzeby opiekowania się niepełnosprawnym
dorosłym dzieckiem. Czy matka nazywa to trudem? Michał, gdyby mógł podziękował by słowami za to co lokalna społeczność robiła dla niego. Jego obecność musiała wystarczyć za takie nieoczekiwane dla ludzi dobrej woli podziękowanie.

Mamę też można pociągnąć za ucho - bawili się starsi i młodsi

- Nawet nie przypuszczałem, że tak szybko przyda mi się wiedza przekazana przez strażaków – opowiedział Norbert Krawczyk z Boroszowa. - Już w następnym dniu, będąc w Kluczborku  udzieliłem pomocy paniom ratującym niewprawnie krztuszące się dziecko. Pomogło!
BaS zdjęcia Norbert i Damian Krawczykowie - Kulisy Powiatu z dnia 25.05.2016 r.


List do przyszłości!

Boroszów: Wraz z odnowionym ołtarzem, do jego podmurówki wróciły znalezione w czasie prac rozbiórkowych dokumenty oraz współczesne przesłanie i informacje dla potomnych.

Odnowiony ołtarz dodaje blasku całemu kościołowi w Boroszowie.

Na początku marca pisaliśmy o remoncie ołtarza w drewnianym zabytkowym kościele w Boroszowie. Swoistą sensacją było znalezienie w podmurówce ołtarza dokumentów z 1902 roku. Dwa listy napisane były w języku polskim i jak zaznaczył ówczesny proboszcz Józef Patas, ludność miejscowa w większości mówiła po polsku. Miejscowość była wówczas na terytorium niemieckim.
- W tym historycznym przesłaniu brakowało mi zdjęć – ocenił ksiądz Bernard Joszko, proboszcz.  - Zdecydowałem, że do swojej relacji o parafii i jej mieszkańcach dołączę dużo różnych zdjęć pokazujących współczesne nam miejsca i wydarzenia.
W archiwum domowym ksiądz Bernard posiadał wiele zdjęć, które dokumentowały jego prace historyczne. Współczesne zdjęcia były autorstwa Norberta Krawczyka z Boroszowa. Potomni, którzy odnajdą przesłanie będą mogli nie tylko przeczytać o swoich przodkach ale też zobaczyć ich wizerunki i miejsca, w których żyli.
- Zabytkowy drewniany kościół pod wezwaniem Marii Magdaleny w Boroszowie zdobi już odnowiony ołtarz – poinformował ksiądz Bernard Joszko. - Przed jego zamontowaniem, w mensie ołtarzowej została zamurowana tuba pamiątkowa. Wróciły do niej odnalezione wcześniej dokumenty, wraz z trafnym opisem tego wydarzenia zamieszczonym w Kulisach Powiatu, w artykule „Historyczne świadectwo” i zdjęciami. Drugi wycinek tego artykułu zamieszczę w kronice parafialnej.
- Zwróciłem uwagę, że w odnowionym ołtarzu nie tylko inne są kolory ale brakuje pewnych drewnianych elementów – stwierdził Norbert Krawczyk, członek rady parafialnej. - Zadzwoniłem do pracowni, w której dokonywano renowacji. Po wysłuchaniu informacji obejrzałem stare zdjęcia i potwierdziłem, że usunięte elementy faktycznie nie harmonizowały z całością.
- W przeszłości zdarzało się, że renowatorzy działając z dobrymi intencjami pokrywali rzeźby i obrazy nowymi warstwami dla ich upiększenia – opowiada Jolanta Dudała z pracowni konserwacji dzieł sztuki w Nysie. - W ten sposób fałszowali oryginalny wygląd co czasami doprowadzało do zniszczenia zabytku. Na ołtarzu z Boroszowa znalazły się drewniane elementy, które nie pasowały stylistycznie do całości, ponieważ zostały wykonane  współcześnie. Zakłócały estetykę ołtarza, dlatego zdecydowałam o ich usunięciu. Renowacja polega na odtworzeniu oryginału, a nie jego upiększeniu. Odkrywając stare warstwy farby uwidocznił się  pierwotny koloryt ołtarza pochodzący prawdopodobnie z 1902 roku jak wskazują zachowane dokumenty archiwalne.
- Odnowiony ołtarz bardzo nam się podoba – mówią Ewa i Dariusz Wieczorkowie z Boroszowa. - Nie słyszeliśmy odmiennych głosów. Kościół zajaśniał nowym blaskiem. Kolorystyka podkreśla urodę zabytkowego ołtarza. Teraz czekamy na zapowiedzianą renowację ambony i malowanie całego wnętrza.
- Na odnowienie ołtarza w Boroszowie parafia nie otrzymała żadnych dotacji – stwierdził Bernard Joszko. - Koszty będą pokryte wyłącznie z dobrowolnych ofiar wiernych.
Kiedy dokonywano renowacja i konserwacji podobnego, zabytkowego ołtarza w pobliskich Kościeliskach, wartość prac wyceniono na kwotę pięćdziesiąt osiem tysięcy złotych. Pozyskano wówczas unijne dofinansowanie w kwocie blisko czterdziestu siedmiu tysięcy.
Na poprzednie remonty gmina Radłów, do której należy parafia Biskupice z kościołem w Boroszowie, pozyskała dofinansowania do: drewnianego kościoła świętej Marii Magdaleny w Boroszowie. Wykonanie elewacji i impregnacji zewnętrznej zabytkowego drewnianego kościoła kosztowało blisko 37. tysięcy przy dofinansowaniu blisko 24. tysięcy złotych. Natomiast renowacja, rekonstrukcja i konserwacja organów kosztowała 37. tysięcy. Pozyskano kwotę dofinansowania w wysokości blisko 30. tysięcy złotych.
- Nasz kościół zawsze jest otwarty dla wiernych oraz turystów – podsumował ksiądz Bernard Joszko. - Zapraszam w imieniu własnym i parafian. Będziemy też wdzięczni za każdą ofiarę, która wspomoże naszą troskę o zabytki będące lokalnym skarbem, dokumentującym materialną kulturę mieszkańców! 
Jak w przyszłości zostaną ocenione starania Boroszowian z XXI wieku? Czy i kiedy zostaną odnalezione umieszczone obecnie w mensie ołtarzowej dokumenty? Czy w przyszłym czasie stanowić będą podobną sensację?

Ksiądz Bernard Joszko z murarzem Bernardem Bartoszkiem tuż przed zamurowaniem w mensie ołtarzowej „listu do przyszłości”.

BaS   Zdjęcia Norbert Krawczyk - Kulisy Powiatu z dnia 12.04.2016 r.

Historyczne świadectwo

Boroszów: W czasie remontu ołtarza w drewnianym zabytkowym kościele znaleziono dokumenty z 1902 roku, a w nich wspomnienia o ludziach i ówczesnych realiach.


Ksiądz Bernard Joszko pokazuje ekipie telewizyjnej znalezione dokumenty.

Trwają prace modernizacyjne w boroszowskim kościele. Wyremontowano już organy, odnowiono stacje drogi krzyżowej, krzyż procesyjny. Podniesiono strop, odkrywając tym samym widok na zabytkowe organy.
- Już po kompleksowym remoncie organy brzmiały czyściej – stwierdza Alojzy Roj, miejscowy organista. - Obecnie są lepiej słyszalne i można też podziwiać piękno instrumentu.
Kolejnym etapem remontu kościoła było odnowienie ołtarza. Po zdemontowaniu, został  przewieziony do pracowni konserwatorskiej. Rozbiórkę podmurówki ołtarza wykonywali Boroszowianie: Bernard i Jakub Bartoszkowie, Krzysztof Gorzołka, Roch Grabiński, Henryk Krawczyk i Joachim Moczygemba.
- Już przed rozpoczęciem prac ksiądz zalecił ostrożność spodziewając się, że w mensie ołtarzowej może być coś ukryte – przypomina Joachim Moczygemba. - Faktycznie odkryliśmy trzy zalakowane butelki. Były w nich jakieś dokumenty. Znalezisko po sfotografowaniu przez Henryka Krawczyka zostało przekazane księdzu.


Znalezisko z mensy ołtarzowej w boroszowskim kościele.

W jednej znajdował się list sporządzony przez ówczesnego proboszcza Józefa Patasa. W drugiej  był list napisany przez rzemieślnika wykonującego remont, a w trzeciej było... cygaro? Cygaro było tak suche, że po wyjęciu z butelki rozkruszyło się.
- Oba listy napisane były w języku polskim – opowiada ksiądz doktor Bernard Joszko, proboszcz miejscowej parafii. - Robotnicy pisali w gwarze śląskiej zaznaczając datę 19 lipca 1902 roku. Podkreślili, że ołtarz wybudował murarz Fridrich Forytta z Boroszowa.
W dalszej części wskazali, że majstrem w czasie wewnętrznego i zewnętrznego remontu kościoła był Joseph Krupa, cieślami Walentin Mokrohs i Johan Pielorz z Biskupic, a stolarzami Johan Nowok i Jezela z Boroszowa. Zapisali też: „Ten kościół jus stał paręm set lat do tego czasu, ale jak dawno tego niestety zadnemu nie wiadomo”. Wspomnieli o kościelnym i sołtysie Antonie Forytta oraz drugim jego bracie „mieszkający przy kościele był wojskowym, był na wojnie austriackiej w 1866”. Niektóre z wymienionych nazwisk nadal są używane w parafii. Przy kościele wciąż mieszka rodzina Forytów.
- Słyszałem o liście znalezionym w kościele – mówi Antoni Foryta z Boroszowa. - Wspomniani Foryttowie to pewnie moi krewni bo mieszkaliśmy przy kościele. Nic jednak o nich nie wiem.
- Wiem o tym, że Anton Foryta był kościelnym, by był sołtysem nie wiedziałem - stwierdza Paweł Foryta, obecny opiekun kościoła w Boroszowie. - Przed laty rozbierałem jego grób, który był po lewej stronie przy kościele. O jego bracie, wojskowym i o Fridrichu nie wiem nic. Gdy byłem mały nie opowiadało się tyle o powiązaniach rodzinnych co obecnie.
- W roku pańskim 1902 proboszczem w Boroszowie był ksiądz Józef Patas – kontynuuje Bernard Joszko. - Potwierdza on, że nie wiadomo kiedy i przez kogo kościół był wybudowany. Wskazuje, że był bardzo ubogi i zaniedbany. Bardziej przypominał chlew niż świątynię. Zaznaczył, że zamieszkiwało tam 440. dusz. Z tego tylko ośmiu gospodarzy. Pozostali to w przewadze „robotnicy pańscy” - pracownicy rolni w miejscowym majątku. Że mieszkańcy byli ubodzy potwierdzają słowa „Dużo dziewczyn każdego roku do Niemców wychodzi na latowe roboty polne”.
Ksiądz Józef Patas był proboszczem w Boroszowie przez dwa lata. Dbał o kościół. Obecny wystrój niemal w całości pochodzi z tamtego okresu. Szczegółowy opis dokumentów i ich treść znajdzie się w przygotowywanej do wydania książce księdza Bernarda Joszko zatytułowanej „Słuchali dzwonów.. z dwóch kościołów”.
Wiele pytań rodzi się w związku ze znalezionym cygarem. Jedni uważają, że włożono je tam by kolejni robotnicy, którzy odnajdą je mogli sobie zapalić. Inni, że było to swoiste ślubowanie rzucającego palenie tytoniu. Najbardziej prawdopodobną jest inna wersja.
- Mój dziadek żyjący w porównywalnym okresie, w zasadzie nie palił tytoniu – wspomina Bernard Bartoszek z Boroszowa. - Jednak gdy w niedzielę jechał bryczką do kościoła zapalał demonstracyjnie cygaro i pykał sobie. Ludzie widzieli, że stać go na cygara, które były symbolem dostatku. Niedopalone cygaro gasił i chował, miał na następny raz.
- Po renowacji ołtarz powróci na nowo wymurowaną podstawę - kończy ksiądz Bernard. - Do wnęki w mensie ołtarzowej powrócą włożone do metalowej tuby dokumenty z 1902 roku oraz współczesny opis parafii ze zdjęciami.
Z naszej inicjatywy znaleziskiem sprzed ponad wieku zainteresowała się ekipa z TVP Opole oraz radia DOXA.

Zdjęcia BaS i Henryk Krawczyk

BaS Kulisy Powiatu z dnia 03.03.2016 r.



    Oddaj 1 procent dla Michała
BOROSZÓW Ponad rok temu Michał Grabiński uległ ciężkiemu wypadkowi samochodowemu. Rodzina i przyjaciele proszą o przekazanie 1 procenta podatku na jego leczenie i rehabilitację.


Dwudziestego siódmego września 2014 roku Michał Grabiński wracał samochodem z Belgii, z pracy do rodzinnego Boroszowa. W Niemczech, na autostradzie miał wypadek.
- To najtragiczniejszy dzień w moim życiu – opowiada Agnieszka Grabińska, mama Michała. – Syn doznał bardzo poważnego urazu głowy. Pół roku leżał w klinice w Niemczech, kolejne kilka miesięcy spędził w szpitalu w Polsce.
Od maja zeszła roku dwudziestoośmiolatek jest w domu.
- Jego stan jest bardzo ciężki – kontynuuje mama. – Nie ma z nim kontaktu, ale ja wiem, że on mnie słyszy. Reaguje na głos, jego każdy gest, uśmiech, grymas twarzy, spojrzenie to znak, że jest z nami.
W październiku mieszkańcy Boroszowa zorganizowali charytatywny piknik rodzinny dla Michała. Dochód z imprezy – 17 tys. 120 zł – przerósł najśmielsze oczekiwania organizatorów.
- Dzięki tym środkom Michał jest rehabilitowany codziennie, a czasem nawet razy w ciągu dnia – mówi jego mama. – Wielkich zaskakujących efektów nie ma, ale ci, którzy są z nim na co dzień je dostrzegają. Cieszy nas nawet na razie ten minimalny kontakt, to nasza iskierka nadziei. Wszyscy wierzymy, że Michał wróci do nas. Walczymy o niego, on też cały czas walczy.
W wiosce i okolicy rozprowadzone są ulotki zachęcające do przekazania 1 procenta podatku dla Michała. Roznoszą je najbliżsi, przyjaciele, strażacy. Akcja promowana jest w klubie Magnum w Wachowie, a to za sprawą Sebastiana Jurczyka, znanego jako DJ De Sebastiano.
- Michał to świetny facet, lubiany, zawsze pomocny, uśmiechnięty – mówi Sebastian Jurczyk. - Przed wypadkiem był strażakiem, grał w LZS-ie Kościeliska, uwielbiał motory.
- Z całego serca dziękujemy wszystkim, którzy nam pomagają – podsumowuje Agnieszka Grabińska.

MK Zdjęcie archiwum prywatne - Kulisy Powiatu z dnia 18.02.2016 r.





By was słabość nie dopadła!

W dniu 18 grudnia w Boroszowie odbyło się spotkanie z seniorami zorganizowane przez miejscowe organizacje.


Po uroczystej mszy, uczestnicy spotkania przenieśli się do sali wiejskiej. W imieniu organizatorów, zebranych powitały, Krystyna Kajda, liderka Grupy Odnowy Wsi oraz sołtyska Ewa Wieczorek.
Następnie na zaimprowizowaną scenę wkroczyły: Grażyna Lipińska, dyrektorka Publicznej Szkoły Podstawowej Nr 3 w Oleśnie, jej zastępczyni Joanna Matysiok oraz dzieci z klasy III A i B z  paniami Iwoną Mielczarek i Renatą Jokiel, autorkami tekstów i scenarzystkami. Zrobiło się barwnie i wesoło.
- W Boroszowie jesteśmy już po raz szósty – powiedziała Grażyna Lipińska.  Nasi uczniowie czekają na te okazje. Cenimy szczerość z jaką jesteśmy przyjmowani. Zauważyłam jak przez te lata miejscowość rozwija się i pięknieje.
Narratorka, anielskim głosem zapowiedziała niezwykłe przedstawienie, inne choć o tym samym. Na odmienność i nowoczesność wskazywał już trzymamy przez aniołka telefon komórkowy. Połączyła się z Archaniołem Gabrielem, który zlecił zaprezentowanie przedstawienia jasełkowego dla Boroszowian. Przedstawienia odmiennego od tego czym "straszeni" są codziennie w telewizyjnych wiadomościach. O miłości, a nie przemocy, wojnach, ludzkich tragediach.
- Nasze jasełka mają przynieść radość i zapomnienie o tym co tragiczne i straszne -  zapowiedziała młoda aktorka. - Przypomną o tym co podniosłe i radosne. O narodzinach, które odmieniły świat.
Kostiumy, wskazywały na zaangażowanie także ze strony rodziców młodych aktorów.
Pośród tanecznych rytmów, którym przytupywały nogi na widowni pojawili się dostojni trzej królowie. W hip-hopowych rytmach wyruszyli w drogę rozświetlaną blaskiem betlejemskiej gwiazdy. Aniołowie, śpiewająco przekazali radosną nowinę pastuszkom. Bóg się wam rodzi, wybierajcie się czym prędzej! Rzekli więc: weźcie mleka, weźcie jadła, by was słabość nie dopadła i ruszyli na poszukiwania. Radość aniołków i pastuszków udzieliła się także owieczkom. Dzwońcie owcze dzwoneczki. Głoście wszem radość.
Królowie na swej drodze potykali się o problemy współczesnych rodzin. Było o braku czasu na więzi rodzinne. O brutalności i nietolerancji szerzącej się wśród młodzieży. O zachłanności w pogoni za dostatkiem i bezwzględności wobec potrzebujących pomocy.  W opowieści zwyciężała mądrość i miłość. Mędrcy odnajdowali tkwiące w sercach iskierki danej każdemu dobroci. Rozwiązywali problemy i wychwalali, że dzieciątko się zrodziło by ludziom przynieść miłość.
- Byłem poruszony w czasie odgrywania sceny, gdy na drodze mędrców stanęła biedna, zmarznięta sierotka – wspomniał Zygmunt Oziembała, mieszkający obecnie w Oleśnie. - Królowie wsparli potrzebującą. Znaczna część niesionych darów i tak została. Wystarczyło dla wszystkich! To możni powinni zatroszczyć się o biednych i mniej zaradnych. Prawdziwe były słowa zatroskanych mędrców; pieniądz, sława, powodzenie - to dziś ludzi jest sumienie.
Dłonie złożone przez dzieci w kształt serc, symbolizowały główne przesłanie, miłość z którą przyszli do dorosłych by przypomnieć jak wielką wartość ona stanowi.
Życzeniami: gałązki świerkowe niech Wam pachną na zdrowie. Zwykłego, ludzkiego szczęścia dalekim i tym bliskim - kończyli swój jasełkowy, brawurowy występ.
Rozentuzjazmowana widownia wyraziła swoje uznanie gromkimi brawami! Przedstawienie było świetnie zagrane i pouczające. Nauczycielki przyjęły gratulacje.
- Jeżeli ktoś jeszcze zwróci się do nas o powtórzenie przedstawienie, to przyjmiemy takie zaproszenie – zapewniła Grażyna Lipińska.
Krystyna Kajda, wspomagana przez Dariusza Wieczorka, obdarowała wszystkich młodych artystów. Radość dzieci wynikała nie tylko z otrzymanych słodkości lecz także za uznanie.
- Dziękujemy wam za występ i zapraszamy na kolejne spotkanie – dodawała Kajdowa do każdej paczki.
Ksiądz Bernard wspomniał w swoich życzeniach o tych, którzy "odeszli" i tych, którym stan zdrowia nie pozwolił przybyć na spotkanie.
- Zawsze z przyjemnością przybywam do Boroszowa – zapewnił Sylwester Lewicki, burmistrz Olesna. - Mieszkańcy tworzą miłą domową atmosferę, przy kominku. Organizatorom wyrażam uznanie i podziękowanie za trud wzmacniający integrację i międzyludzkie stosunki, tak potrzebne do szczęśliwej egzystencji. Składam wszystkim gorące życzenia.
- Do tradycyjnych życzeń, dołączam: wiele miłości i dobrosąsiedzkiej zgody, która przy wyludniających się domach nabiera szczególnego znaczenia -  dodała Edeltrauda Zug, radna z Olesna.
Wszyscy zgromadzeni z prawdziwym wzruszeniem łamiąc się opłatkiem składali sobie życzenia. Anna Stencel miała łzy w oczach, to pierwszy jej "opłatek" bez zmarłego niedawno męża. Inni dzielili się radośnie z dawnymi przyjaciółmi i sąsiadami spotkanymi przy wspólnym stole.  Wspominali sceny z młodości. W tym czasie stoły zastawiono wigilijnymi potrawami. Występujący w roli kelnera druh Henryk Krawczyk popisywał się wprost żonglerskimi umiejętnościami. Zapał biesiadników przy konsumpcji wskazywał, że panie z kuchni sprawiły się znakomicie. Pośród zgromadzonych był Piotr Gruss, artysta plastyk z Kluczborka, autor obrazu przedstawiającego kościół w Boroszowie.
- Obraz prezentowałem na kilku wystawach – stwierdził Piotr Gruss. - Postanowiłem przekazać go na rzecz mieszkańców.
W imieniu Boroszowian obraz przyjęły Ewa Wieczorek i Krystyna Kajda. W podziękowaniu za gest, zebrani nagrodzili darczyńcę brawami. Po głównym posiłku zaserwowano słodkości. Wszyscy zapomnieli o wadze, odchudzaniu i ewentualnych chorobach. Wszak z umiarem...
Spotkanie mieszkańców, po raz kolejny stało się okazją do wyróżnienia zasłużonych Boroszowian medalem „Dębowa Gwiazda”. Nasza gazeta patronuje temu przedsięwzięciu. Wręczył je Stanisław Banaśkiewicz dla:

Anieli Gorzołka w kategorii „społecznik” – już od wczesnej młodości pracowała na rzecz lokalnej społeczności. Solidna, pracowita, z dużym talentem organizatorskim. Darzona zaufaniem współmieszkańców. Od grudnia 2009 roku współtworzyła Grupę Odnowy Wsi, która zmieniła oblicze Boroszowa. Pełni pieczę nad finansami Grupy. Mimo licznych własnych obowiązków nadal aktywnie inicjuje i uczestniczy w pracach na rzecz Boroszowian.
Piotra Gruss w kategorii „przyjaciel” – absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu. Autor wielu prac, o różnorodnej tematyce. Popularyzuje między innymi piękno ziemi kluczborskiej i oleskiej. Jego prace wystawiano na wystawach krajowych i zagranicznych. Są ozdobą wielu zbiorów. W 2010 roku namalował drewniany, zabytkowy kościół Marii Magdaleny w Boroszowie w otoczeniu pomnikowych dębów. Praca promuje miejscowość, a autor przekazał ją na rzecz mieszkańców.
Norbertowi Krawczykowi w kategorii „promocja” – przez wiele lat współpracował z sołtysem przy organizowaniu imprez popularyzujących Boroszów. Dokładny i solidny. Przyjął nadzór nad sprzętem stanowiącym współwłasność mieszkańców. Konserwuje go i utrzymuje w gotowości do wykonywania prac porządkowych na terenie miejscowości. Z dużym zaangażowaniem włączył się do dokumentowania bieżących wydarzeń i popularyzowania ich na cieszącej się zainteresowaniem obecnych i byłych mieszkańców stronie internetowej.
Tradycyjnie trudne było rozstanie. Seniorów rozczulały wspomnienia młodości. Im dłużej byli razem, tym wydawali się młodsi. Nie skrywali łez szczęścia!
- To Klarze, Magdzie, Gabrysi, Agacie i Dance należą się szczególne podziękowania - podsumowała Krystyna Kajda. - Nie zapominam też o wszystkich, którzy anonimowo zadbali o pyszności i należytą oprawę naszej uroczystości. Do zobaczenia w przyszłym roku.
Więcej na www.boroszow.olesno.pl

BaS   Zdjęcia BaS
 Kulisu Powiatu z dnia 23.12.2015 r.


WSPIERAJMY MICHAŁA






J U B I L E U S Z



OLESNO. Aż 32. pary z gminy Olesno pięćdziesiąt lat temu stanęło na ślubnym kobiercu. Prezydenckimi medalami za wieloletnie pożycie małżeńskie jubilatów odznaczył burmistrz Sylwester Lewicki. Pośród odznaczonych byli Teresa i Henryk (siedzi pierwszy z lewej) Packowie z Boroszowa.
Pary na ślubnym kobiercu stanęły równo pięćdziesiąt lat temu, dokładnie w 1965 roku. Recepty na miłość nie przepisał im żaden lekarz, nie podał im też najlepszy farmaceuta. Każde małżeństwo wypracowało ją samo. A ile par, tyle rad. Każda inna, co ważne skuteczna, bo sprawdzona i to nie przez pięć czy dziesięć lat, a pół wieku.


Tekst MK - Zdjęcie: Mirosław Dedyk

Razem dla Michała

BOROSZÓW W niedzielę 11 października odbył się charytatywny piknik rodzinny dla Michała Grabińskiego, który rok temu uległ ciężkiemu wypadkowi samochodowemu. Dochód z imprezy – 17 tys. 120 zł – przerósł najśmielsze oczekiwania organizatorów.


ZOBACZ WIĘCEJ


Rok temu, dokładnie 27 września Michał Grabiński wracał samochodem z Belgii, z pracy do rodzinnego Boroszowa. W Niemczech, na autostradzie miał wypadek.

- To najtragiczniejszy dzień w moim życiu – opowiada Agnieszka Grabińska, mama Michała. – Syn doznał bardzo poważnego urazu głowy. Pół roku leżał w klinice w Niemczech, kolejne kilka miesięcy spędził w szpitalu w Polsce.

Od maja dwudziestoośmiolatek jest w domu.

- Jego stan jest bardzo ciężki – kontynuuje mama. – Nie ma z nim kontaktu, ale ja wiem, że on mnie słyszy. Każdy jego gest, uśmiech, grymas twarzy, spojrzenie to znak, że jest z nami. Rehabilitacja powoli zaczyna przynosić rezultaty, właśnie w postaci na razie tego minimalnego kontaktu. Wszyscy jednak wierzymy, że Michał wróci do nas. Walczymy o niego, on też cały czas walczy.

Mimo że od wypadku Michała minął rok, jego przyjaciele, koledzy, koleżanki, sąsiedzi, po prostu mieszkańcy Boroszowa nie zapomnieli o nim.

- Nikt mi nie wmówi, że mamy złą młodzież, wręcz przeciwnie fantastyczną – mówi Jerzy Famuła, który wpadł na pomysł organizacji charytatywnego pikniku rodzinnego dla Michała.

- Może zabrzmi to banalnie, ale tak było, równo tydzień temu, piękna słoneczna jesień, wracałem do domu samochodem, pomyślałem: „Trzeba jakoś pomóc Michałowi i jego rodzinie” – opowiada pan Jerzy. – Zajechałem do Sebastiana, powiedziałem mu o tym pomyśle, od razu zgodził się pomóc.

Sebastian Jurczyk, znany jako DJ De Sebastiano z klubu Magnum to o nim mowa.

- Uznałem, że to świetny pomysł – mówi Sebastian Jurczyk. – Michała przecież w Boroszowie znają wszyscy, w końcu to mała wieś. Zresztą to świetny facet, lubiany, zawsze pomocny, uśmiechnięty. Przed wypadkiem grał w LZS-ie Kościeliska w piłkę, uwielbiał motory.

Dwóch rozpoczęło, ale w organizację pikniku szybko włączyły się wszystkie miejscowe i pobliskie organizacje: Ochotnicza Straż Pożarna w Boroszowie i Biskupicach, Grupa Odnowy Wsi Boroszów, Caritas, Rada Parafialna. Swoją pomoc zaoferował też Magnum Club Wachów.

- Odzew był natychmiastowy – mówi Jerzy Famuła.

Jak wielki, okazało się w piątek 9 października. Do pomocy przy przygotowaniu terenu przyszło kilkudziesięciu mieszkańców.

- Tu w tym parku, były chaszcze, krzewy, to wszystko musieliśmy wykarczować, wyciąć – tłumaczy Jerzy Famuła. – Oczywiście, za zgodą Nadleśnictwa Olesno, bo to ich teren.

W sobotę 10 października w każdym domu w Boroszowie pieczona była blacha ciasta.

- Ludzie przekazywali fanty na cegiełki – opowiada organizator. – Nikt nie odmówił pomocy. Nie zawiedli też sponsorzy, a było ich kilkudziesięciu i to z powiatów oleskiego i kluczborskiego. Dostaliśmy rower, cztery krzesła, nawet dwie kury. Fanty przekazały nam też pobliskie Biskupice, które pomagały także przy uprzątnięciu terenu. Sześćset złotych dała Kolonia Biskupska. Powiem szczerze, nie spodziewaliśmy się, że tego będzie tak dużo.

Mimo niskiej temperatury na pikniku stawili się niemal wszyscy mieszkańcy Boroszowa. Gości też nie brakowało. Pojawili się i motocykliści z Olesna, którzy rykiem silników oznajmili to Michałowi.

- Podstawiliśmy syna do okna, widział ich, reagował bardzo żywo – opowiada Agnieszka Grabińska. – Chciałam, żeby był tu, widział, jak ludzie jednoczą się dla niego, ale niestety było bardzo zimno. Nie chciałam, żeby nabawił się jakiegoś przeziębienia, dla niego każda infekcja, nawet najmniejsza może być bardzo groźna.

Dla Michała rozegrany został mecz piłki nożnej. Był pokaz w wykonaniu strażaków z OSP w Borkach Wielkich, policyjny radiowóz, za kierownicą którego z chęcią siadali najmłodsi, zumba show, gry i zabawy dla dzieci, zabawa taneczna. Dobrą muzę zapewnił nie kto inny jak DJ De Sebastiano.

17 tysięcy 120 złotych – tyle pieniędzy udało się zebrać na rehabilitację Michała.

- Nie przypuszczaliśmy, że będzie to tak duża suma – mówi organizatorzy.

Wzruszenia nie kryją też najbliżsi Michała.

- Dziękujemy za każdą złotówkę – mówi mama. – Za to, że mimo że od wypadku Michała minął rok, to mieszkańcy o nim pamiętają. To dla nas budujące, dodaje nam sił do walki o jego zdrowie.

To była pierwsza impreza charytatywna w Boroszowie, ale już wiadomo, że nie ostatnia.

- Pani Anna Stencel, która przez ponad czterdzieści lat plotła dla nas korony dożynkowe, też potrzebuje pomocy – mówi Jerzy Famuła. – Na pewno i dla niej zorganizujemy podobną imprezę. A za tą wszystkim z całego serca dziękujemy.


MK - Kulisy Powiatu z dnia15.10.2015 r.




Świński problem

W niedzielne popołudnie mieszkańcu Boroszowa podejmowali nietypową interwencję. Na teren przykościelny przybłąkała się świnia!

Zasady postępowania wobec bezdomnych zwierząt są powszechnie znane i nikt nie ma wątpliwości jak zachować się na widok błąkającego się psa. Gorzej gdy błąkającym się zwierzęciem okaże się świnia, w dodatku duży knur. W niedzielę 16. sierpnia przed poranną mszą zamieszkujący przy kościele w Boroszowie Joachim Foryta dostrzegł na cmentarzu dużego … knura? Wygonił go zdziwiony, że nikt świni nie szukał.
- Zastanowiło mnie kiedy około godziny osiemnastej świnię ponownie dostrzegłem na cmentarzu – powiedział Joachim Foryta. - Trudno świnię nazwać bezdomnym zwierzęciem. Byłem pewny, że policjanci będą wiedzieli jak dalej postępować. Zadzwoniłem do KPP w Oleśnie.
- O tym, że na naszym cmentarzu jest bezpańska świnia powiadomił mnie dyżurny policjant z Olesna – opowiada Ewa Wieczorek, sołtys Boroszowa. - Podpowiedział jeszcze bym poprosiła o pomoc miejscowych strażaków.
- Druhowie z OSP zawsze pomagają w potrzebie – zadeklarował Janusz Jurczyk, prezes OSP w Boroszowie. - Jednak dyżurny PSP Olesno nie wyraził zgodny na podjęcie interwencji wobec zwierzęcia nieznanego pochodzenia.
Strażacy, już prywatnie pozostali by wspierać poczynania sołtyski.
- Zawiodły próby ustalenia właściciela nieoznakowanego hodowlanego zwierzęcia. - stwierdził Norbert Krawczyk z Boroszowa. - Zgłosił się wprawdzie gospodarz z Biskupic, któremu uciekły świnie. Najpierw rozpoznał leżące zwierzę. Kiedy wstało ocenił, że jego było mniejsze. Nikt nie chciał wziąć zwierzęcia do swojego chlewa. Obawiano się choroby.
- Znałam numer do zajmującej się takimi sprawami urzędniczki ale jej telefon nie odpowiadał – dodaje Ewa Wieczorek. - Byliśmy bezradni. Policjanci ponownie odmówili interwencji. Podali numer do centrum interwencji kryzysowych. Kolejna odmowa. To nie jest sytuacja kryzysowa! W tej sprawie właściwa jest Gmina, usłyszałam.
- Zaczął zapadać zmierzch i bezradność zdenerwowała mnie – mówi Henryk Krawczyk, strażak z Boroszowa. - Zadzwoniłem na policję i powiedziałem kilka zdecydowanych słów! Pomogło! Policjanci powiadomili burmistrza Chęcińskiego.
- Na mój wcześniejszy telefon oddzwoniła Agnieszka Szyszka z UM Olesno, a w chwilę później zadzwonił burmistrz Chęciński. - Od tego momentu działania potoczyły się szybko.
Przed godziną 22.00 przyjechał weterynarz z „Globalwet” w Dobrodzieniu. Po dwóch strzałach ze środkiem usypiającym knur położył się. Ważące około stu dwudziestu kilogramów zwierzę załadowano do samochodu. Mieszkańcy rozeszli się. Wielu krytykowało zaangażowanie policjantów i odmowne decyzje zawodowych strażaków. Zadowoleni byli z tego, że świnia nie uszkodziła nagrobków, jedynie potrzaskała trochę zniczy.
- Działania w Boroszowie były bardzo nietypowe, a przy tym miały miejsce w dniu wolnym od pracy – ocenia Jerzy Chęciński, wiceburmistrz Olesna. - Dotychczas nigdy nie spotkaliśmy się by bezdomnym, wałęsającym się zwierzęciem była świnia.  Bardzo pozytywnie oceniam działania sołtyski Ewy Wieczorek. To sołtys jako „funkcjonariusz społeczny” reaguje na wydarzenia w miejscowości. Jeżeli załatwienie sprawy przerasta możliwości społeczności lokalnej, informuje nas. Jeszcze nie wiem ile będziemy musieli zapłacić za złapanie i odwiezienie do wyznaczonego miejsca bezpańskiej świni. Za wyłapanie i odwiezienie do schroniska porzuconego psa płacimy tysiąc sześćset złotych.
- Bardzo nie lubię gdy przy naszym zabytkowym, drewnianym kościele pozostawia się zapalone znicze – podsumowuje Paweł Foryta, opiekujący się kościołem w Boroszowie. - Opisany przypadek pokazuje, że istnieje możliwość przypadkowego doprowadzenia do pożaru.

Zdjęcia: Norbert Krawczyk - Uśpioną i skrępowaną świnię weterynarze odwieźli do schroniska.

BaS - Kulisy Powiatu z dnia 20.08.2015 r.


Radosny jubilat


Zdjęcie Norbert Krawczyk.

W dniu 25 czerwca parafianie z Biskupic i Boroszowa świętowali sześćdziesiąte ósme urodziny swojego proboszcza. Ksiądz doktor Bernard Joszko z uśmiechem przyjmował wyrazy sympatii i życzenia okraszone kolorowymi bukietami. W imieniu rady parafialnej z Boroszowa złożyli je: Eryka Bartoszek, Agnieszka Grabińska i Agata Krawczyk. Radę parafialną z Biskupic reprezentowali: Jolanta Górska i Leon Krawczyk  z Biskupic, Sylwia Kus z Dróg Biskupskich i Krystyna Wróbel z Kolonii Biskupskiej.
Tą drogą także pozostali parafianie i sympatycy księdza pragną dołączyć się do życzeń jeszcze wielu lat życia w zdrowiu i pełni humoru oraz sukcesów w posłudze kapłańskiej.
BaS Kulisy Powiatu z dnia 02.07.2015 r.

Mistrzostwa Powiatu Oleskiego LZS 2015

Klasyfikacja końcowa

1. LZS Kościeliska

2. LZS Borki Wielkie

3. Piast Gorzów Śląski

4. Budowlani Strojec


Znaczący wkład w to zwycięstwo wnieśli zawodnicy z Boroszowa: Krzysztof Gorzołka , Andrzej Grabiński , Tomasz Wyrwich i Damian Krawczyk,  grający w LZS Kościeliska.

więcej:  http://ool24.pl/2015/02/24/mistrzostwa-powiatu-lzs-2015/



Boroszów: Przedstawienie jasełkowe dla seniorów.
Śpiewająca lekcja
Grudzień sprzyjał sentymentalnym spotkaniom. Dla mieszkańców Boroszowa była to okazja do świętowania. Dla dzieci ze Szkoły Podstawowej Nr 3 w Oleśnie, lekcja wychowania i artystycznego kształcenia.

Młodym artystom wcale nie przeszkadzało to, że na scenie było ciasno. 
- Jednym z elementów kształcenia naszych dzieci jest przygotowywanie różnych przedstawień – powiedziała Grażyna Lipińska, dyrektorka SP Nr 3 w Oleśnie. - Od lat współpracujemy ze społecznikami z Boroszowa. W grudniu byliśmy tam z przedstawieniem jasełkowym. Uczestniczyło w nim pięćdziesiąt jeden dzieci z klasy III a i b oraz chórzystów z klas od IV do VI przygotowanych przez nauczycielki: Annę Szydło, Katarzynę Gittel - Al Had, Renatę Wiendlochę i wicedyrektorkę Annę Król Czyżewską.
W imieniu organizatorów, młodych artystów i zgromadzonych w sali wiejskiej seniorów, powitała Krystyna Kajda, liderka Grupy Odnowy Wsi wraz z sołtyską Ewą Wieczorek. Stały w „artystycznie” królewskim  towarzystwie, pośród chórów anielskich. Wspominały wszystkich mieszkańców, także nieobecnych oraz tych, którzy od czasu ostatniego spotkania odeszli na zawsze.

 Krystyna Kajda (z mikrofonem) i Ewa Wieczorek w anielskim gronie powitały zebranych
- Zawsze mogłem liczyć na poparcie Boroszowian i za to dziękuję – stwierdził obecny na sali Sylwester Lewicki, burmistrz Olesna. - Boroszów nie jest największą wsią, ale jego mieszkańcy wykazują największe zgranie i życzliwość. To obliguje do wytężonej pracy, by żyło się Wam lepiej.
Później w imieniu własnym oraz wszystkich podległych urzędników złożył zebranym życzenia świąteczno – noworoczne.
 Radna Edeltrauda Zug wychwalała talenty organizacyjne Boroszowian i złożyła zebranym najserdeczniejsze życzenia. Ksiądz proboszcz Bernard Joszko mówił z uznaniem o boroszowskich spotkaniach, które zbliżają ludzi.

Zgromadzeni wysłuchali wszystkiego uważnie. "Nastroili" się też do należytego odbioru programu artystycznego. Szepty milkły od chwili kiedy rozpoczął się ruch na scenie.
Dzieci dały popis umiejętności taneczno-wokalnych. W swój występ włożyły całe serce. Czarowały tańcem, śpiewem i muzyką. Wirtuozi mieli (bo zasłużyli) godnych słuchaczy.


Grupa zasłuchanych seniorów wspominała młodość. Oni też organizowali kiedyś podobne przedstawienia.
Flet dziewczynki był jak zaczarowany, obecni na sali przyglądali się i słuchali, oczarowani popisami dzieci. Nie przebrzmiały jeszcze dźwięki ich instrumentów gdy dał się słyszeć kolejny wokalny popis. Dźwięki fujarek, gitary, akordeonu i tańce pastuszków, wzmocnione sentymentalnym głosem skrzypiec zrobiły swoje. Sala zaczęła kolędować wraz z nimi.
W oczach burmistrza Lewickiego widać było dumę, pewnie myślał: "a to są też moje dzieci". Takie samo uznanie widać było w oczach dyrektorki Lipińskiej i boroszowskich seniorów.
W dalszej części jasełkowego przedstawienia prawdziwie dzielni i godni swej mądrości okazali się trzej królowie. Nie dali się przechytrzyć złemu Herodowi. Nie wskazali miejsca narodzenia wielkiego choć maleńkiego jeszcze króla Jezusa. Oddali mu hołd, przekazali dary  i odeszli by innym głosić dobrą nowinę!

Młodzi artyści byli radośni. Ich popis zakończył się wielkim sukcesem. Nie było też żadnych potknięć przy odgrywaniu wyuczonych ról, przezorny święty Józef miał zapobiegającą temu laskę.
Mikołaj nie zawiódł artystów. W jego imieniu sprawnie działali K.Kajda, Aniela Gorzołka i Janusz Jurczyk. Każde z dzieci otrzymało słodką paczkę.
Nadszedł czas składania sobie życzeń świąteczno – noworocznych. Zawsze miłym akcentem jest kiedy uczestnicy, pośród nich burmistrz i proboszcz składają sobie życzenia.
Po uczcie "duchowej" nastąpił czas doznań kulinarnych. Wigilijne potrawy smakowały!
 Spotkanie mieszkańców stało się też okazją do wręczenia zasłużonym Boroszowianom medalu  „Dębowa Gwiazda”(temu lokalnemu odznaczeniu patronuje nasz tygodnik) w 2014 roku byli to: 
- Krystyna KAJDA - gospodyni z Boroszowa. Już jako nastolatka wyróżniała się w działalności na rzecz społeczności lokalnej. Współorganizowała zabawy i imprezy rozrywkowe dla mieszkańców. Później przez kilka lat opiekowała się "wiejskim klubem" odpowiadając za działalność kulturalno-oświatową dla mieszkańców, szczególnie tych najmłodszych. Dbała o tradycje i historyczne wartości lokalne. Swą pracowitością, zaangażowaniem, otwartością i negocjacyjnym talentem potrafiła zjednywać innych do współpracy. Dzięki tym cechom została liderem Grupy Odnowy Wsi. Doprowadziła do stworzenie szerokiego frontu społecznego zaangażowania. Mieszkańcy wchodzący w skład różnych organizacji zaczęli współpracować. Podejmowane inicjatywy uzyskiwały uznanie władz lokalnych. To ułatwiało pozyskiwanie środków finansowych. Swoim zaangażowaniem wykazała, że zasłużyła na zapisanie w historii miejscowości jako wyróżnionej "Dębową Gwiazdą" w kategorii społecznik.
- Andrzej GRABIŃSKI - Jako syn gospodarza, od najmłodszych lat miał styczność ze zwierzętami i przyrodą. Mimo, że nie pamiętał już czasów kiedy na terenie każdego niemal gospodarstwa rolnego znajdowała się pszczela pasieka, swoje szczególne zainteresowania skierował na pszczoły. Docenił ich niezbędność w ludzkim życiu. Zafascynowany biologią pszczół, ich skomplikowaną strukturą społeczną, pracowitością, organizacją życia i umiejętnościami, stworzył własną pasiekę.
 Zajmował się pszczołami rezygnując z wielu letnich rozrywek. Pszczoły wymagają stałego nadzoru. Popularyzując pszczelarstwo przyczyniał się do zwiększenia ekologicznej świadomości w swoim otoczeniu. Stał się najmłodszym pszczelarzem w okolicy. Podtrzymywał też tradycje kultywowane niegdyś przez rolników i sadowników. W pełni zasłużył na wpisanie do grona wyróżnionych.
Rozstanie było trudne. Wspominano dawne lata i młodość. Wspomnienia rozczuliły seniorów. Im dłużej byli razem, tym dłużej czuli się młodsi - wszyscy nadal pozostali piękni! 
Cichymi bohaterami spotkania pozostawały osoby pracujące w kuchni i na zapleczu. Ich trud można było nie tylko dostrzec ale i posmakować. Nie było by o czym wspominać, gdyby nie Barbara Pacek, która pobiegła z kartką i długopisem do wspaniałych gospodyń aby spisać sobie przepisy na niektóre potrawy.
- Do zobaczenia w przyszłym roku - w imieniu organizatorów żegnała Kajdowa.

Tekst i zdjęcie BaS Kulisy Powiatu z dnia 08.01.2015 r.



Prawdziwe trofeum


To prawdziwek o średnicy kapelusza dwadzieścia dwa centymetry. Znalazł go w sobotni poranek, w pobliskim sobie lesie Paweł Foryta, zapalony grzybiarz z Boroszowa.
- Może inni znajdują większe grzyby - stwierdza Foryta - Ja jestem dumny ze swojego okazu, który był zdrowy i po wysuszeniu świetnie nada się na wigilijną wieczerzę.
Często jeszcze przed śniadaniem zagląda do dobrze sobie znanych miejsc. Później przyjeżdżają „miastowi”, najczęściej całe autokarowe wycieczki ze Śląska. Bywa, że w miejsce zebranych grzybów, pozostawiają śmieci, puszki po piwie, także butelki po mocniejszych trunkach.
- To smutne, ale „grzybowi turyści” nawet się tego nie wstydzą – podsumowuje pan Paweł.

Tekst BaS, zdjęcie Norbert Krawczyk - Kulisy Powiatu z dnia 09.10.2014 r.

Będzie ekologiczniej


W lutym 2014 roku Gmina Olesno ogłosiła przetarg na roboty budowlane związane z montażem ekologicznych przydomowych oczyszczalni ścieków. Teraz sprawnie prowadzone prace montażowe mają się już ku końcowi. Czy wszyscy będą zadowoleni?

Po wykonaniu prac teren zostanie wyrównany i wygrabiony zapewnia Tomasz Kuźmik

W bieżącym roku, jedną z pięciu dużych inwestycji realizowanych przez Gminę Olesno z wykorzystaniem środków unijnych była budowa przydomowych oczyszczalni ścieków w miejscowościach Broniec, Boroszów i Leśna. Wartość służącej poprawie jakości życia mieszkańców inwestycji to 3,1 mln złotych, z unijnym dofinansowaniem 1,9 miliona złotych.
- Zakończyliśmy już montaż oczyszczalni w Brońcu i Leśnej – stwierdził Przemysław Pilarczyk, kierownik budowy z wykonującej prace firmy ECO-PLAST Tomasz Białas w Pleszewie. - Obecnie prowadzimy prace w Boroszowie, ostatniej z zaplanowanych na tym etapie miejscowości. Na wjazd ciężkiego sprzętu ludzie byli przygotowani. Po wykonaniu montażu porządkujemy za sobą teren.
Prace wykonywane są zgodnie z wcześniej przygotowanym planem. Montowane są dwa rodzaje przydomowych ekologicznych oczyszczalni ścieków: biologiczne bądź biologiczno-mechaniczne, w zależności od przepuszczalności gleby i wielkości działki, na której oczyszczalnia musi się zmieścić. Domowe ścieki oczyszczane będą przez specjalne bakterie dodawane do zbiornika. Są one wrażliwe na niektóre enzymy i detergenty używane w gospodarstwie domowym. Zmusi to użytkowników do zmiany nawyków i stosowania bardziej neutralnych środków chemii gospodarczej.
- Ponieważ oczyszczone ścieki przesiąkają do gruntu trzeba dbać o należyte utrzymanie instalacji – dodaje Pilarczyk. - By zapobiegać zamuleniu co najmniej raz w roku zbiornik powinien być czyszczony.
Prace przygotowawcze związane z planowaniem i pozyskaniem dofinansowania trwały długo. Kilku bardziej potrzebujących zamontowało oczyszczalnie samodzielnie. W ich miejsce można by ująć inne osoby, pominięte w czasie planowania. Działanie taki wymaga akceptacji urzędu marszałkowskiego.
- Jesteśmy rozczarowani i czujemy się pominięci – twierdzą zgodnie Joanna Solarz i Michał Majchrzak. - Nie mieszkamy wprawdzie w Boroszowie lecz mamy tam nieruchomość. Nie powiadomiono nas o terminie pracy „planistów” i nie ujęto w planach inwestycji. Teraz Jerzy Chęciński, wiceburmistrz Olesna daje „małą szansę” na potraktowanie nas jako pełnowartościowych płatników podatku na rzecz gminy! Jeżeli chodzi o zobowiązania to nigdy nas nie pominięto, nasze adresy bywają znane.

Tekst i zdjęcie BaS Kulisy Powiatu z dnia 21.08.2014 r.

 


Tablice zostały uratowane!

Przodkowie Boroszowian walczyli z Sobieskim pod Wiedniem? Cmentarne tablice pozwalają poznać wartą zapamiętania przeszłość, choć upamiętniają zazwyczaj smutne historie.

Od ponad dwustu lat na cmentarzu przy kościele w Boroszowie spoczywały dwie kamienne tablice epitafijne. W ostatnich latach zaniedbane i zapomniane. Proces erozji powodował, że zawarte na nich treści stawały się nieczytelne. Napisy były wykute w coraz mniej znanym mieszkańcom języku niemieckim. Mimo że stanowiły jedyne, ruchome pomniki dawnej świetności Boroszowa nikt o nie nie dbał. Dociekliwość i upór naszego dziennikarza doprowadziły do zabezpieczenia tablic przed dalszym niszczeniem. O zapomnianej historii Boroszowa pisaliśmy po raz pierwszy w styczniu 2012 roku (Niemieckie tablice do wzięcia). Mniejszość niemiecka upominała się wówczas o prawo do niemieckojęzycznych tablic z nazwami miejscowości. Nie udało się wzbudzić skutecznego zainteresowania niemieckojęzycznymi tablicami z cmentarza.
- O tablicach w Boroszowie nie wiedziałem – zapewniał wówczas Klaudiusz Prochota, przewodniczący koła DFK w Oleśnie. - Są to dwie różne sprawy i nie o takich tablicach dyskutujemy z władzami oleskiego powiatu.
Członek zarządu wojewódzkiego TSKN na Śląsku Opolskim Herbert Czaja deklarował, że jest zainteresowany historią i zabezpieczeniem tablic. Nie przełożyło się to wówczas na skuteczne działanie. Do współpracy udało się natomiast pozyskać pochodzącą z Boroszowa Aleksandrę Borek, studentkę lingwistyki stosowanej języka niemieckiego i rosyjskiego. Odczytała z tablicy historię matki, która w listopadzie 1791 roku urodziła syna i po dwóch godzinach zmarła. Syn zmarł miesiąc później. Wydarzenie upamiętnił mąż i ojciec Jan Fryderyk von Jahn (Zapomniane historie – wrzesień 2012). Opis tej historii dotarł do pochodzącego z Olesna, a zamieszkującego obecnie w Gettyndze Christiana Wawocznego, miłośnika historii. Wertując stare kroniki odnalazł informacje pozwalające na przypuszczalne odtworzenie nieczytelnej treści opisującej tragiczną historię (Napisy z przeszłości – maj 2013). Nieszczęśliwą matką była  Jeanett Christiana Beata von Jahn z domu von Ziemietzki, siostra właścicielki boroszowskiego majątku Joanny Gottliebe Edmundy von Paczenski.
- Druga z tablic upamiętniała zmarłą 6 marca 1746 roku Annę Charlottę von Paczenski zd. Jordan urodzoną w 1710 roku – napisał ksiądz doktor Bernard Joszko, proboszcz i historyk. - Była córką polskiego kapitana armii króla Jana Sobieskiego Jana Jerzego von Jordana i Anny Heleny von Anlock właścicieli Dralina. Także bratanicą Christiana von Jordana właściciela Biskupic. Jej mąż Jan Kasper von Paczenski był właścicielem Więckowic.
Nasze publikacje zakończyły się sukcesem. Coraz więcej osób było zainteresowanych należytym ustawieniem tablic. Zwiększającym ich turystyczną atrakcyjność i zabezpieczających przed zgubnym wpływem warunków atmosferycznych. Herbert Czaja, już całkowicie prywatnie wraz z zięciem Andrzejem Bębenkiem włączyli się fizycznie i finansowo. Poczynania wsparli rzeczowo Franciszek Pietrzok i Jan Wiencierz z Olesna oraz Armin Kupski z Jam. Wiele pracy włożył Roch Grabiński, a pomogli inni mieszkańcy Boroszowa: Norbert Krawczyk, Mateusz Grabiński, Edward Wyrwich, Joachim Moczygemba, Franciszek Kopeć, Grzegorz Korzekwa i Piotr Pacek.
Dodatkowo, zgodnie z oczekiwaniami turystów, na tablicy informacyjnej przed kościołem wywieszono historię kościoła, co na naszych łamach zapowiadał także Jan Moczygemba, członek rady parafialnej. Historię opracował ksiądz Bernard Joszko, a na język niemiecki przełożyła mgr Aleksandra Borek. Pozostaje zaprosić turystów. Malownicza ścieżka rowerowa jest atrakcją dodatkową. Naprawdę warto!
Proboszcz Joszko, po niedzielnej mszy podziękował za zaangażowanie Stanisławowi Banaśkiewiczowi oraz wszystkim wspierającym jego poczynania osobom. Więcej informacji na stronie www.boroszow.olesno.pl

Tablice stanęły na uzgodnionym z wojewódzkim konserwatorem zabytków miejscu. Swój udział wnieśli stojący od lewej Edward Wyrwich, Joachim Moczygemba, Roch Grabiński i Norbert Krawczyk.
Tekst i zdjęcie BaS - Kulisy Powiatu z dnia  26.06.2014 r.


Boroszów: Urodzinowe serdeczności.

Niech jej gwiazda...

Powszechnie znana i lubiana w lokalnym, środowisku Teresa Pacek z Boroszowa, świętowała siedemdziesiątą rocznicę urodzin. W gronie najbliższych podziękowała za doznane łaski i prosiła o zdrowie oraz dalszą pomyślność.
Tą drogą, siostry Feliksa i Halina oraz brat Stanisław z rodzinami, składają kochanej jubilatce najserdeczniejsze życzenia szczęścia, zdrowia i wielu jeszcze życiowych radości.

W tak uroczystym dniu „gwiazda betlejemska” z szopki w boroszowskim kościele oświetlała życiową drogę Teresy Pacek,  a jej blask, ksiądz proboszcz Bernard Joszko, swym autorytetem potwierdził.
Teks i zdjęcie BaS - Kulisy Powiatu z dnia 30.01.2014 r.

Boroszów: Kamperem po Polsce

Na turystycznym szlaku

Podróżujący po Polsce Australijczyk zawitał do Boroszowa. Odjeżdżał pozostając pod wrażeniem lokalnych atrakcji.

Australijczyk polskiego pochodzenia Jerzy Plocinski, nauczyciel akademicki, od trzech lat wakacje spędza w Polsce. Wyszukuje atrakcyjne miejsce i zwiedza je podróżując kamperem. W roku bieżącym zawitał także do Boroszowa.
- Wraz z rodziną wyjechałem z Polski przed blisko trzydziestoma laty – opowiada Jerzy Plocinski. - Mieszkałem we Wrocławiu i pracowałem tam na uczelni. Obowiązki zawodowe, rodzinne, przewód doktorski – nie miałem zbyt wiele czasu na krajoznawcze wojaże.
Barwna i fascynująca rzeczywistość australijska nie pozwalała na sentymentalną tęsknotę za „starą ojczyzną”. Kiedy w nowym kraju osiągnął satysfakcjonującą pozycję, wybudował dom. Dzieci usamodzielniły się. Coraz częściej myślał o Polsce.
- Przed trzema laty zrealizowałem jedno ze swoich marzeń – kontynuuje Plocinski. – Przyjechałem do Polski. Zakupiłem samochód turystyczny zwany kamperem. To pozwalało mi w sposób niezależny podróżować po kraju. Wracałem w porze wakacyjnej. Zwiedzałem wszystkie miejsca, które wydawały mi się atrakcyjne. Przyjechałem także do Boroszowa. Nie spodziewałem się takich atrakcji w tej niewielkiej miejscowości.
Zwiedził park z pomnikowymi dębami, zabytkowy drewniany kościółek, urokliwy śródleśny staw zwany Żurawińcem, z przylegającą doń aleją dębową. Obejrzał budynki stanowiące pozostałość, sięgającego średniowiecza majątku ziemskiego. Odbył rowerową wycieczkę po lesie.
- Stojąc w pobliżu wiekowego dębu same nasuwają się myśli o potędze i historycznej przeszłości – dodaje pan Jerzy. - Jestem wiceprezesem jednego z towarzystw polonijnych. Po powrocie do Australii opowiem wszystkim o odkrywanych w ojczyźnie wspaniałych miejscach. Całość udokumentuję fotografiami i filmowymi nagraniami.
Pewne zdziwienie wzbudzał brak oznakowania i uporządkowania tak atrakcyjnych przyrodniczo miejsc. Brakowało też opisów zabytkowych budowli i przedmiotów.
- Historia zabytkowego kościoła w Boroszowie została opisana przez naszego proboszcza – poinformował Jan Moczygemba, członek miejscowej rady parafialnej. - Ja sam opowiadałem ją kiedyś turystom z Niemiec. Podejmę starania by stosowny jej fragment umieścić przy świątyni. Warto wyjść naprzeciw oczekiwaniom turystów.
 Po takiej wycieczce zrozumiałą staje się rymowanka promująca miejscowość: „ Boroszów - stare dęby, widok orła, na kościele gontów czerń, czysta woda i powietrze to promuje naszą wieś”.
Tylko, co zrozumiałe, o miejscu gniazdowania orłów w boroszowskich lasach, leśnicy nie chcą opowiadać.


Jerzy Plociński długo jeszcze pozostanie pod wrażeniem wielowiekowej potęgi pomnikowych dębów z Boroszowa.

Tekst i zdjęcie BaS - Kulisy Powiatu z dnia 10.10.2013 r.




Boroszów: Odznaczenia

Dębowa gwiazda


Kolejny raz rozdano medale „Dębowa gwiazda” osobom zasłużonym dla Boroszowian



Od lewej - ks. dr Bernard Joszko, senator Aleksander Świeykowski, Jan Moczygemba, Stanisław Banaśkiewicz

W 2012 roku współpracujący z tygodnikiem Kulisy Powiatu Stanisław Banaśkiewicz ustanowił medal nazwany „Dębowa gwiazda” dla osób szczególnie wyróżniających się w pracy na rzecz Boroszowa. Inicjatywę swoim patronatem objął Aleksander Świeykowski, redaktor naczelny gazety, a jednocześnie Senator RP. W roku bieżącym skorzystano z gościnności organizatorów dożynek gminnych w Biskupicach i tam wręczono medale. Otrzymali je:

Jan MOCZYGEMBA - społecznik z Boroszowa. Skromny i bezinteresowny. Jest mistrzem stolarskim. Posiadł też wiele innych umiejętności, które czynią go "rozchwytywanym fachowcem". Od lat wyróżniał się w pracy na rzecz społeczności lokalnej. Wspominał o nim, w swoim historycznym opracowaniu ksiądz Bernard Joszko jako o wykonawcy szeregu prac remontowych w kościele.  Pracował we wszystkich wiejskich organizacjach: Radzie Sołeckiej, Radzie Parafialnej, Komisji Rewizyjnej Ochotniczej Straży Pożarnej. Bezinteresownie pomagał potrzebującym. Był niezbędny gdy trzeba naprawić przydrożny krzyż, ale też wtedy kiedy trzeba wymienić przegniłą deskę w podłodze wiejskiej świetlicy. Chętnie dzielił się swą wiedzą i możliwościami „warsztatowymi”. Mimo wszechstronnego zaangażowania zawsze znajdował czas by porozmawiać z innymi. Jest skarbnicą wiedzy o ludziach i ciekawych miejscach. Najlepiej podsumowała go jego matka "Janek nie ma czasu, ale też nigdy nikomu nie odmówił pomocy". Te cechy czynią Moczygembę szczególnie zasłużonym dla lokalnej społeczności i godnym wyróżnienia medalem "dębowej gwiazdy".

Bernard JOSZKO - proboszcz miejscowej parafii. Pochodzi z Olesna. Doskonale poznał ziemię oleską i jej mieszkańców. Wyrozumiały i cierpliwy. W czasie swej kapłańskiej posługi wysłuchał wielu wspomnień. Może lepiej niż inni dostrzegał kruchość życia i ludzkie przemijanie. Widział też jak szybko zapomina się o ludziach i ich uczynkach. Zdecydował by utrwalić wspomnienia o historycznych wydarzeniach. Historyczne wspomnienia mieszkańców pogłębiał badaniami w archiwach kościelnych i państwowych. W swoich historycznych pracach przypomniał między innymi o dziejach ziemi boroszowskiej i jej byłych mieszkańcach i właścicielach. Wiele wydarzeń udokumentował zdjęciami. Tym samym, wizerunki z przeszłości pobudzają wyobraźnię  i zainteresowanie regionem. Przywrócił mieszkańcom wiedzę o ich „korzeniach”, dumę z bycia Boroszowianinem. Te wartości uzasadniają szczególne wyróżnienie księdza Bernarda.

Herbert SCHNEIDER - emeryt mieszkający w  Niemczech. Związany z Boroszowem sentymentem i więzami rodzinnymi. Boroszowscy strażacy ochotnicy poinformowali go o zamiarze kupna używanego samochodu strażackiego. Udało mu się taki samochód wyszukać w Niemczech. Wynegocjował korzystną cenę. Samochód sprowadzono do Boroszowa. Już po krótkim czasie, samochód wykorzystano przy gaszeniu pożaru w miejscowości. Uratowano zabudowania po uderzeniu pioruna. Wywołało to spory entuzjazm pośród miejscowych społeczników. Zintegrowało mieszkańców. Zaktywizowało młodzież. Zmusiło do rozbudowy strażackiej remizy. Swoimi działaniami zasłużył na miano "przyjaciela Boroszowian", w tej kategorii został też wyróżniony.


 H.Schneider z zadowoleniem prezentuje otrzymany medal.
Tekst BaS. Zdjęcia AK,  Kulisy Powiatu z dnia 05.09.2013 r.



Lokalne show i pomysłowość


W niedzielę 25 sierpnia w Biskupicach w gminie Radłów było wielkie święto - dożynki gminne. Goście dopisali, a gospodarze zachwycili ich świetnie przygotowaną imprezą i dekoracjami, których nie powstydziliby się i najwięksi ludowi artyści.

Pierwsze przygotowania do imprezy w wiosce rozpoczęły się jeszcze w styczniu.

- Dopracowywanie programu, podpisywanie umów z zespołami - sporządzenie planu i spisanie wszystkich potrzebnych spraw, a notatek było chyba pół dużego brulionu - od tego zaczęliśmy - mówi Hildegarda Stefan, żona sołtysa Rudolfa Stefana, mocno zaangażowana w organizację dożynek. - W marcu już zaczęłam dopytywać gospodyń czy nie złożyłyby trochę jaj na ciasta i wsparły nas najpotrzebniejszymi produktami. Cukier, mąka, kawa - potrzebowaliśmy tego sporo, by wszystkich należycie ugościć.

Biskupianie na apel zareagowali bardzo pozytywnie i mocno zaangażowali się w przygotowania.

- To było chyba największym impulsem, by zrobić te dożynki i włożyć w nie całe serce - dodaje Hildegarda Stefan. - Dodatkowo pozyskaliśmy aż dwudziestu pięciu sponsorów, którym za wsparcie serdecznie dziękujemy.

Mieszkańcy spisali się na szóstkę i to z ogromnym plusem. Na niedzielne święto tak przystroili wioskę, że nie wiadomo było gdzie wzrok skierować. Tu zabawna scenka, tam olbrzymi wiatrak. Kwiaty, kłosy ozdobione wstążkami i do tego korowód z kolorową grupą przebierańców oraz reprezentacjami ze wszystkich wiosek w gminie Radłów niosącymi przepiękne korony żniwne. Nic dziwnego, że na takie widowisko ściągnęły tłumy gości.

Najważniejszą funkcję - starostów dożynkowych - pełnili Danuta Wloczyk i Bogusław Grzebiela.

- Choć żniwa były nieco słabsze niż w latach ubiegłych, to i tak mamy za co dziękować, bo przebiegły one bez większych problemów - mówi starościna, która wraz z mężem Damianem Wloczykiem gospodaruje na 27-hektarowym gospodarstwie.

Starosta dożynkowy, ku zaskoczeniu, ziemi natomiast nie ma, ale do pełnienia funkcji wybrany został nieprzypadkowo. Aktywnie uczestniczy on w życiu wioski i zawsze chętnie służy pomocą.

- A pracy przed dożynkami trzeba przyznać było sporo - mówi Bogusław Grzebiela. - Choć Biskupice to niemała wioska, to ludzi u nas za wiele nie ma. Brakuje przede wszystkim tych młodych, którzy w wakacje zazwyczaj wybierają się do pracy zagranicę. Na szczęście daliśmy radę, a efekt przerósł nasze oczekiwania. Jest się więc z czego cieszyć.

Starostowie tradycyjny bochen chleba przekazali Włodzimierzowi Kieratowi, wójtowi gminy Radłów, by ten sprawiedliwie rozdzielił go zgromadzonym. Po ceremoniale zabawa ruszyła na dobre. Najpierw koncert dała gminna orkiestra dęta z Radłowa. potem na scenie zaprezentowali się przedszkolacy i uczniowie z Kościelisk, a także grupa dziecięco - młodzieżowa z Radłowa.

- Prawdziwą niespodziankę sprawiła nam natomiast Renata Gnot, dyrektor domu kultury w Radłowie i prowadząca naszą imprezę - mówi Hildegarda Stefan. - Wraz ze swoją grupą teatralną przygotowała zabawne przedstawienie, w które wciągnęła i sołtysów, i wiele osób z publiki. Tak trafiła w gusta zebranych, że braw i śmiechu nie można było opanować. Zrobiła większe show niż gwiazda wieczoru - Duet Karo.

Dożynki były ponadto okazją do wręczenia medali „Dębowej Gwiazdy”, nagrody, którą w 2012 roku ustanowił współpracujący z tygodnikiem „Kulisy Powiatu” Stanisław Banaśkiewicz.  Inicjatywę swoim patronatem objął Aleksander Świeykowski, redaktor naczelny gazety, a jednocześnie Senator RP, obecny również na uroczystościach. Wyróżnieni zostali Jan Moczygemba, społecznik z Boroszowa. ksiądz doktor Bernard Joszko oraz pochodzący z Boroszwa Herbert Shneider (więcej o  laureatach w kolejnym wydaniu gazety).

Tekst i zdjęcia AK - Kulisy Powiatu z dnia 29.08.2013 r.



Druhowie mają piękne lokum

Budynek strażnicy z 1967 roku został rozbudowany i zmodernizowany. Uroczyste otwarcie i poświęcenie nowego obiektu odbyło się w sobotę 24 sierpnia.

W Boroszowie społeczników nie brakuje i co ważne wszyscy potrafią wytrwale dążyć do wyznaczonego celu. Jeszcze w 1967 roku w wiosce wzniesiono budynek strażnicy. Obiekt został, choć jednostka próby czasu nie przetrwała.

- Idea reaktywowania jednostki Ochotniczej Straży Pożarnej w Boroszowie odżyła na zebraniu wiejskim 9 marca 1995 roku - fakty z kroniki przypominał podczas sobotniej uroczystości druh Martin Kansik. - W skład komitetu założycielskiego powołano: Jerzego Famułę, pełniącego w tym czasie funkcję sołtysa oraz Marka Dropa i Janusza Stockiego. Uchwalono statut. 28 listopada 1996 roku zarejestrowane zostało stowarzyszenie pod nazwą Ochotnicza Straż Pożarna w Boroszowie. Jednostka jest obecnie najmłodszą w gminie Olesno.

Gmina Olesno druhów samych sobie nie pozostawiła - sukcesywnie uzupełniała sprzęt potrzebny do należytego funkcjonowania jednostki.

- W 1997 roku przekazano między innymi ciągnikową przyczepę pożarniczą, prądownice, węże, rozdzielacz, toporki i ubrania bojowe, a później przekazano też używaną motopompę - wyliczał Martin Kansik. - Ważnym wydarzeniem było natomiast pozyskanie w 2000 roku z zakładu Oras w Oleśnie samochodu Żuk, zaadaptowanego do celów pożarniczych.

Gmina ponadto wyposażyła jednostkę w radiostację samochodową, motopompę pływającą, piłę do drewna, agregat prądotwórczy, a że strażacy mocno angażowali się w rozwój jednostki, dodatkowo dostali szansę na wsparcie samorządowców w gruntownym remoncie strażnicy.

- W prace zaangażowało się całe sołectwo wraz ze wszystkimi organizacjami w nim funkcjonującymi - mówi Ewa Wieczorek, sołtys Boroszowa. - I krok po kroku zamierzony cel udało nam się zrealizować.

W 1998 wymieniona została brama garażowa. W 2000 roku - pokrycie dachowe. Strażacy ogrodzili teren, w 2001 doczekali się nowych okien, a po roku ruszył remont sanitariatów. Druhowie nie ustawali także w staraniach o pozyskanie samochodu z autopompą. Tu z pomocą przyszedł mieszkający w Niemczech, a związany rodzinnymi więzami z Boroszowem Herbert Schneider.

- To on „wypatrzył” odpowiedni samochód - kontynuował Martin Kansik. - Był to średni samochód pożarniczy Magirus Deutz rocznik 1979 z autopompą o wydajności tysiąc sześćset litrów na minutę i beczką o pojemności dwóch i pół  tysiąca litrów. Samochód wraz z wyposażeniem w sprzęt pożarniczy został zakupiony w czerwcu 2010 roku.

W 2011 oficjalnie przekazano go boroszowskiej jednostce. Problemem okazał się garaż , bo wóz po prostu nie mieścił się w nim. Wówczas podjęto decyzję o rozbudowie strażnicy. Inwestycję wsparły gminne fundusze oraz wszystkie środki zgromadzone przez miejscowe organizacje, czyli te z funduszu sołeckiego i z funduszu Grupy Odnowy Wsi Boroszów.

Wypiękniał nie tylko budynek, ale i cały teren wokół niego. Podczas sobotniej uroczystości zarówno strażacy, jak i mieszkańcy, mieli więc co świętować.

Uroczystego przekazania aktu oddania strażnicy w użytkowanie dokonał burmistrz Sylwester Lewicki. Dokument złożył na ręce Janusza Jurczyka, prezesa OSP Boroszów. Obiekt, a także figurę św. Floriana, poświęcił ks. prałat dr Bernard Joszko, a wyżej wymienionym w symbolicznym przecięciu wstęgi towarzyszyli st. bryg. Zygmunt Zalewski, członek prezydium zarządu Oddziału Wojewódzkiego Związku Ochotniczych Straży Pożarnych, st. kpt.Wojciech Wiecha, komendant powiatowy PSP Olesno i sołtys Ewa Wieczorek.

Na uroczystość licznie przybyli również olescy samorządowcy, a także jednostki OSP, nie tylko z gminy Olesno, ale i ościennych miejscowości, jak Biskupice, Jamy, Kozłowice i Skrońsko. Natomiast specjalnymi gośćmi byli druhowie z zaprzyjaźnionej niemieckiej jednostki z Allmersbach im Tal.

Uroczystość była też doskonałą okazją do uhonorowania najbardziej zasłużonych mieszkańców oraz przyjaciół wspierających wioskę.

Tekst i zdjęcia AK - Kulisy Powiatu z dnia 29.08.2013 r.





Boroszów: Zapomniana historia
Pasjonat historii Christian Wawoczny z Getyngi pokazał jak wyglądały herby na boroszowskiej tablicy.

Napisy z przeszłości

Historia jest tajemnicą, niczego nie da się ustalić bezsprzecznie. By bajki nie zastąpiły historii, trzeba tajemnice poznać i rozwiązać. Dzięki naszemu uporowi jedna z historii została poznana.
W przeszłości pisaliśmy o starych, niemieckojęzycznych tablicach epitafijnych leżących przy zabytkowym kościele w Boroszowie. Mimo, że niszczały nikt nie chciał sfinansować ich zabezpieczenia i konserwacji. Ich treścią zainteresowała się studentka piątego roku lingwistyki stosowanej języka niemieckiego i rosyjskiego Aleksandra Borek z Boroszowa, odczytała jedynie w miarę wyraźną część tablicy.
- Wyczyszczenie tablicy, polewanie wodą, posypywanie piaskiem, wprawdzie zwiększyło czytelność liter i wizerunków -  stwierdziła Ola. - Jednak całości odczytać nie mogłam. Jestem przekonana, że zawodowym badaczom historii udało by się odczytać pełną treść napisów.
Tak podsumowała swoje starania.  Po naszej publikacji (Kulisy Powiatu z dnia 13.09.2012 r), historią z Boroszowa zainteresował się pochodzący z Olesna, a mieszkający obecnie w Gettyndze Christian Wawoczny. Uznał, że historia jest ciekawa i warta szczegółowego zbadania.
- Płyta epitafijna na boroszowskim cmentarzu została ufundowana w 1792 roku przez Jana Fryderyka von Jahna – opisuje Christian Wawoczny.  -  Upamiętnia żonę i syna fundatora. Napis na nagrobku uwieńcza zwietrzała płaskorzeźba dwojga herbów. Herb lewy, rodziny von Jahn, przedstawia fragmenty lwa z  szablą w łapie. Tarczę koronował hełm z rozpostartymi skrzydłami orła i gałązką palmową pomiędzy nimi. Tradycja tego godła sięga 1786 roku. Przy drugim herbie, rodu von Ziemietzki, rozpoznajemy na tarczy sylwetkę konia, niegdyś z popręgiem. Na hełmie, w koronie wizerunek pół konia z tkwiącym toporem. Według legend herb ten, zwany Starykoń, ma pochodzić z XI wieku. W ciągu wieków posługiwało się nim ponad sto różnych rodzin. Najstarszy jego wizerunek pieczętny zachował się na dokumencie z 1316 roku, z Toszonowic w kraju morawsko-śląskim.
Podobnie jak przy heraldycznej części płyty, niszczącym działaniom czynników atmosferycznych uległa również inskrypcja. Po większej części litery są już nierozpoznawalne.
- Lepiej zachowane napisy odczytała i przetłumaczyła wcześniej Aleksandra Borek – wyjaśnia Wawoczny. - Czytelną część nagrobnej inskrypcji porównałem z historycznymi wzmiankami dotyczącymi Boroszowa w ówczesnej prasie. Podstawowym źródłem był wydawany we Wrocławiu, w latach 1785 do 1849  miesięcznik „Schlesische Provinzialblätter”. Kombinując, czytelną części inskrypcji oraz teksty ogłoszeń prasowych mogłem ustalić jej prawdopodobną treść.
Prawdopodobna inskrypcja zwietrzałego napisu w tłumaczeniu: „Poświęcam pamięci mojej ukochanej żony Jeanecie Krystianie Beacie von Jahn z domu von Ziemietzki urodzonej w 1758 roku [?] poślubionej 5 listopada 1789 roku. Po tym jak 20. listopada 1791 roku urodziła syna, w dwie godziny po porodzie zmarła. Syn podążył za nią do wieczności 19. grudnia. Oddany mąż Jan Fryderyk von Jahn”.
- Płyta epitafijna usytuowana na cmentarzu przy kościele w Boroszowie ujęta jest jedynie w ewidencji zabytków - poinformowała Anna Molenda, z wojewódzkiego urzędu ochrony zabytków w Opolu. -  Warunkiem uzyskania dotacji na jej konserwację, byłoby wpisanie płyty do rejestru zabytków. Mając na względzie zły stan zachowania zabytkowej płyty i konieczność poddania jej konserwacji, będą w tym zakresie prowadzone rozmowy z właścicielem obiektu.
Dociekania Christiana Wawocznego pozwoliły także na opisanie fragmentów życiorysu wskazanych na tablicy osób.
Jan Fryderyk von Jahn był żołnierzem. W randze podporucznika służył w armii pruskiej. W dniu  14 października 1786 roku, król Fryderyk Wilhelm II nadał mu szlachectwo. Von Jahn przez ponad dziesięć lat służył w VI pułku huzarów pod dowództwem von Grölinga, a od końca 1791 roku pod dowództwem von Wolffradta. W dniu 5 listopada 1789 roku poślubił  Jeanete Krystianę Beatę von Jahn  zd. von Ziemietzki, Była ona siostrą Joanny Gottliebe Edmundy von Paczenski, która w dniu 18 października 1773 roku została żoną  Krystiana Ferdynanda von Paczenskiego. W 1778 roku, po śmierci ojca przejął on dobra w skład których wchodził Boroszów. Jeanete Krystiana Beata von Jahn odwiedziła siostrę po tym jak urodzony 1. października 1790 roku, jej pierworodny syn Krystian Fryderyk zachorował i po tygodniu zmarł na nieżyt oskrzeli. Na początku 1791 roku ponownie spodziewała się dziecka. Obowiązki służbowe męża nie pozwalały na dłuższy wspólny pobyt, oczekujących na potomka małżonków. Wiosną tego roku, Prusy przygotowywały się do wojny przeciw Rosji. Jednostka, w której służył von Jahn, w okresie od 16. kwietnia do 15. lipca 1791 roku podlegała koncentracji.
W drugiej połowie 1791 roku, boroszowski „pałac” spotkały trzy nieszczęścia. Dla starszej siostry był to z pewnością niezmiernie bolesny okres. Pod koniec czerwca zachorowała na tyfus, a 13. lipca zmarła jej najmłodsza, dwu i pół roczna córeczka Joanna Gottliebe von Paczenski. Jesienią, 20. listopada, w wieku trzydziestu trzech lat zmarła, w dwie godziny po urodzeniu syna Fryderyka Jana Gottlieba, jej siostra Jeanet Krystiana Beata von Jahn. Osierocone dziecko, nękane atakami epileptycznymi, zmarło miesiąc później, w dniu 19. grudnia 1791 roku. Pogrążony w rozpaczy mąż i ojciec Jan Fryderyk von Jahn, w 1792 roku upamiętnił śmierć najbliższych. Na cmentarzu lub w kościele, w Boroszowie, umieścił wykonaną z piaskowca tablicę epitafijną.
- Od kiedy pamiętam dwie tablice epitafijne leżały przy kościele w tym samym miejscu – twierdzi Anna Stencel, najstarsza mieszkanka Boroszowa. - W czasie gdy przed laty remontowano podłogę w kościele, tłumaczyłam napisy na znajdujących się pod podłogą nagrobkach. Nie było tam miejsca pozwalającego przypuszczać, że w przeszłości było tam więcej grobów.
Mieszkańcy Boroszowa bardzo dbają o swój kościół i cmentarz. By było ładniej, usunęli wszystkie stare groby. Świadectwem parafialnej historii, pozostają dwie pochodzące z XVIII wieku, leżące przy kościele tablice epitafijne. Także grób zmarłego w 1906 roku syna byłego dzierżawcy boroszowskiego dominium.

Tekst i zdjęcie Stanisław Banaśkiewicz Kulisy Powiatu z dnia 16.05.2013 r.



Boroszów: Wypadek drogowy

Zaliczony egzamin!

W dniu 02. marca o godzinie 16.05 w Boroszowie, kierujący samochodem opel astra zjechał na lewy pas ruchu, a następnie do przydrożnego rowu uderzając w rosnące tam drzewo. Pierwszej pomocy udzielili miejscowi strażacy.

- W tym czasie wracałem z Gorzowa – opowiada Sebastian Jurczyk z Boroszowa. - Zauważyłem nagle, że jadący z przodu samochód zjechał na lewy pas ruchu, a później pobocze. Jechał szybko i wcale nie zwalniał. Następnie zjechał do przydrożnego rowu i uderzył w rosnące tam drzewo. Zatrzymałem się i pobiegłem do samochodu. Kierowca jechał sam, był nieprzytomny. Nie wahałem się, podjąłem akcję ratunkową, za chwilę na miejscu zjawili się nasi strażacy.

Mieszkańcy Boroszowa narzekają, że nadjeżdżające od strony Skrońska samochody znacznie przekraczają prędkość. Stwarza to zagrożenie dla bezpieczeństwa, zaraz na początku wsi jest sklep oraz świetlica i remiza ochotniczej straży pożarnej.

- Wykonywaliśmy prace społeczne przy remizie – wspomina Janusz Jurczyk, prezes OSP Boroszów. - Usłyszałem głośny huk. Zorientowałem się, że w pobliżu, do przydrożnego rowu zjechał samochód. Natychmiast pojechaliśmy na miejsce. Był tam już syn, który zajmował się rannym kierowcą. Dołączył do niego nasz strażak Damian Krawczyk. Powiadomiliśmy pozostałe służby zabezpieczając miejsce zdarzenia.

Do czasu przybycia pogotowia ratunkowego, nieprzytomnym rannym zajmowali się: S.Jurczyk, który zasad udzielania pierwszej pomocy uczył się w zespole szkół zawodowych w Oleśnie, oraz D.Krawczyk, strażak ochotnik przeszkolony z zakresu ratownictwa drogowego. Egzamin praktyczny zdali celująco.

- Kierującym samochodem okazał się trzydziestodziewięcioletni mieszkaniec powiatu oleskiego –  poinformował młodszy aspirant Stanisław Filak, rzecznik oleskich policjantów. - Kierował samochodem będąc w stanie nietrzeźwości. Wydmuchał blisko dwa promile.

Zdjęcie Norbert Krawczyk - nietrzeźwy kierowca także zaliczył swój egzamin. Trafił w drzewo, a nie w innego uczestnika ruchu drogowego.

Tekst - Stanisław Banaśkiewicz - Kulisy Powiatu z dnia 07.03.2013 r.

Boroszów: Spotkanie


Niech wygaśnie zło


Pośród wielu atrakcji, niespodzianką było wyróżnienie, ustanowionym pod naszym patronatem medalem „Dębowej Gwiazdy”. W dniu 14. grudnia już po raz czwarty odbyło się spotkanie opłatkowe z seniorami z Boroszowa.

Organizatorem była Grupa Odnowy Wsi wspomagana przez: Radę Sołecką i Ochotniczą Straż Pożarną. W roli gwiazd wystąpiły dzieci ze Szkoły Podstawowej Nr 3. w Oleśnie. Zebranych powitała dyrektorka szkoły Teresa Wiecha. Dzieciom towarzyszyła także wicedyrektorka Grażyna Lipińska. Oraz Iwona Mielczarek i Arkadiusz Suchara, wychowawcy, którzy przygotowali przedstawienie. 

W imieniu dzieci przemówiła Justynka Foryta, Boroszowianka, uczennica tej szkoły. Zapowiedziała występ oraz złożyła zebranym życzenia świąteczno – noworoczne. Duża grupa dzieci zaprezentowała przedstawienie jasełkowe. Dały też popis umiejętności taneczno-wokalnych. W swój występ włożyły całe serce. Zadrżały więc mury strażackiej remizy. Poruszająca była treść przesłania, zawartego w słowach piosenki, "niech wygaśnie w świecie zło”! "Gwiazdeczki" prosiły też śpiewająco "niech gwiazda zabłyśnie i rozświetli każdy kąt". 

To poruszyło serca zadumanych słuchaczy. Magiczna moc wigilijnej gwiazdki sprawiła, że odwiedzający narodzonego Pana, zarówno ubodzy pastuszkowie jak i zamożni królowie stali się sobie równi. Zgromadzeni, poruszeni tak brawurowym występem, nie żałowali oklasków. Omal nie wymuszono bisów!

- W spotkaniu uczestniczyłam po raz pierwszy – wspomina Teresa Pacek. - W poprzednich latach zawsze stawało coś na przeszkodzie. Byłam zauroczona występami dzieci oraz atmosferą całego spotkania. Miłą niespodzianką było wyróżnienie mnie, za wykonywaną w młodości pracę na rzecz współmieszkańców.
Po zakończeniu występów, wspaniali artyści wyruszyli na salę. Dzielili się opłatkiem ze wzruszonymi seniorami. I tym razem wszyscy byli równi. 

Tak Senator RP Aleksander Świeykowski, który odwiedził Boroszowian, Sylwester Lewicki, burmistrz Olesna wraz ze skarbnikiem Janem Jaskólskim, zaproszone dzieci i pozostali uczestnicy wigilijnej wieczerzy.
Po zakończonym występie, każdy z małych, choć "wielkich" artystów został obdarowany słodkim upominkiem.
Kelnerami byli strażacy:
Dariusz Wieczorek, Henryk Krawczyk, Sławomir Korzonek i Krzysztof Gorzołka. Janusz Jurczyk, prezes OSP był gościem reprezentujących pozostałych druhów z Boroszowa. Strażakom robota "paliła się w rękach" szybko zastawili stoły wigilijnymi potrawami przygotowanymi przez pracujące anonimowo w kuchni, miejscowe gospodynie. Potrawy były pyszne. Więc tak samo szybko zostały skonsumowane. Nawet w przerwach nikomu się nie nudziło. Seniorzy, często od dawna się nie widzieli. Tematów do rozmów nie brakowało. Wspominano i tych, którzy "odeszli" już, lub ze względu na stan zdrowia nie mogli przybyć.
Niespodzianką było ustanowieniu lokalnego odznaczenia, medalu "Dębowej Gwiazdy". Patronat nad inicjatywą objął senator Świeykowski.

- Medal „Dębowa Gwiazda” ma nawiązywać do historii miejscowości – wyjaśnia Stanisław Banaśkiewicz. - W Boroszowie rośnie wiele dębów, w tym sześć stanowiących pomniki przyrody. To największa liczba tego typu pomników rosnących w jednej miejscowości. Jeden z nich nazywany „Borosz” został zgłoszony do konkursu na drzewo roku 2013.

Pierwszymi laureatkami medalu "Dębowej Gwiazdy" zostały: Agnieszka Krawczyk, Anna Stencel oraz Teresa Pacek. Medale wręczył senator Świeykowski, jednocześnie redaktor naczelny tygodnika Kulis Powiatu. Do życzeń dołączył się burmistrz Lewicki.

Wyróżnienie „dębową gwiazdą” udokumentowane jest w formie certyfikatu z kolejnym numerem i rokiem nadania. Na medalu zawarto wymowną łacińską sentencję "Per aspera ad astra" - "przez cierpienie do gwiazd".
W dalszej części spotkanie opłatkowe umiliła
Stanisława Kruk. Zebrani, przy akompaniamencie jej akordeonu odśpiewali kolędy. Nie zabrakło też wiązanki melodii biesiadnych.

- W boroszowskim spotkaniu podobało mi się wszystko – uśmiecha się pani Kruk z Opola. - Wystrój sali, smaczne potrawy, integracja mieszkańców i umiejętność zabawy. Od tej strony Boroszowian jeszcze nie znałam.

Wiązankę kolęd, przygrywając na gitarze odśpiewały także Manuela i Weronika Rojówny. Nieśmiało wspomagała je Justynka Foryta. Tato Alojzy Roj nie dostrzegł żadnych potknięć.
Radna
Edeltrauda Zug, bawiła się świetnie z koleżankami: sołtyską Ewą Wieczorek i liderką grupy odnowy wsi Kraystyną Kajdą. Okazji do braw i radości było jeszcze wiele.
Nie wiadomo kiedy za oknem zapadł zmrok i nadszedł czas rozstania.

- Był to miło spędzony czas - podsumował na odchodne Zbigniew Sowiźrał, były mieszkaniec Boroszowa. - To taki przedsmak świąt spędzonych w gronie najbliższych. Dla niektórych jedyne miłe świąteczne chwile.

- Coś co robione jest od serca trudno nazwać trudem – stwierdza Kajda. - Świadczy o tym duża liczba pań pracujących w kuchni, oraz przygotowanych wcześniej w domu wypieków. Nagrodą dla nas są uściski, podziękowania i miłe pożegnania wyrażane przez wszystkich zaproszonych.

Tekst i zdjęcia Stanisław Banaśkiewicz




Boroszów: Interwencja

Urzędnicza przepychanka

Drogowcy wymieniają pisma, unikając remontu skrzyżowania w Boroszowie. Kierowcy przeklinają, bo urywają tłumiki w samochodach.



W obrębie skrzyżowania drogi nr 487 z Olesna do Praszki, z drogą nr 1930 z Boroszowa do Biskupic pozostało torowisko po zlikwidowanej linii kolejowej. Z asfaltowej nawierzchni drogi nie usunięto szyn kolejowych, choć na pozostałej długości szyny zostały zdjęte. Betonowe płyty pomiędzy szynami załamały się tworząc zagłębienie. Ponadto powstał duży uskok, od wysokości główki szyny do poziomu jezdni. Miejsce to stało się niebezpieczne i stwarzało zagrożenie bezpieczeństwa dla zmotoryzowanych użytkowników drogi.
- Mieszkam w pobliżu tego miejsca i widziałam jak samochody uderzały podwoziem o nierówną nawierzchnię - mówi Ewa Wieczorek, sołtys Boroszowa. - Kierowcy przychodzili do mnie, przeklinali i skarżyli się. Kiedyś przy aucie urwał się tłumik wydechu. Wielokrotnie informowałam o istniejącym niebezpiecznym miejscu na drodze, zarówno urząd miejski jak i zarządy dróg. Korespondencja oraz prowadzone od dwóch lat rozmowy nie doprowadziły do zmiany stanu nawierzchni. Z biegiem czasu zagłębienie i uskok powiększały się.
Urząd miejski przekazał informację sołtyski do powiatowego zarządu dróg. Ten z kolei uznał, że załatwienie sprawy leży w kompetencji zarządu dróg wojewódzkich. Sołtyska otrzymywała kolejne kopie pism.
- Odczuwałam coraz większą bezradność - dodaje Wieczorek. - Wszystkim tłumaczyłam, że od dawna czynię starania o naprawienie nawierzchni na skrzyżowaniu. Pokazywałam wysłane pisma. Sugerowałam usunięcie szyn. Wtedy drogowcy znaleźli pretekst, że czynność tą powinna wykonać firma rozbierająca linię kolejową lub budowniczowie ścieżki rowerowej urządzonej na byłym torowisku.
 Torowisko w obrębie skrzyżowania określono jako część ścieżki rowerowej leżącej poza pasem drogowym. Przepychanki trwały.
- Uznałam, że sprawę może załatwić tylko policja - ocenia sołtyska. - Napisałam pismo do komendanta powiatowego policji. Już po dwóch dniach na miejsce przyjechał policjant i obfotografował wskazane miejsce stwarzające realne zagrożenie bezpieczeństwa ruchu drogowego. Wierzę, że urzędnicze przepychanki skończą się, a zacznie się działanie.
- Sprawa torowiska w obrębie skrzyżowania w Boroszowie jest mi znana - potwierdza Joachmi Hadam, dyrektor powiatowego zarządu dróg w Oleśnie. - Opóźnienia w realizacji wynikały z wątpliwości kompetencyjnych. Doszliśmy do porozumienia z zarządem dróg wojewódzkich i jeżeli tylko dopisze pogoda, to w najbliższym czasie sprawa zostanie załatwiona.
Pani sołtys dba o interesy mieszkańców. Występowała z pismami o umieszczenie lustra na innym skrzyżowaniu, o ograniczonej widoczności oraz doświetlenie dróg. Także o podłączenie telefonów do przebiegającej przez wieś sieci światłowodowej. Występowano o umieszczenie tablic edukacyjnych i informacyjnych przy ścieżce rowerowej. Wszystkie sprawy załatwiane były odmownie.
- W sezonie letnim przyjeżdżały do nas na rowerach całe rodziny. Interesowali się naszą miejscowością, a nie zawsze było kogo spytać o lokalne zabytki - kończy pani Ewa. - Czasami odnoszę wrażenie, że nikomu nie zależy na poprawie bezpieczeństwa i standardów życia mieszkańców wsi.
- Po wielokrotnych negocjacjach,  PKP przekazało nieodpłatnie Gminie Olesno prawo wieczystego użytkowania działek  o powierzchni  około dziesięciu hektarów, zajętych pod  ścieżkę rowerową - informuje Sylwester Lewicki, burmistrz Olesna. - Budowę  ścieżki wykonała firma pana Kasprzyka, natomiast gmina, od momentu jej oddania do użytku, dba o bieżące utrzymanie. Urząd planuje uatrakcyjnienie ścieżki poprzez umieszczenie na niej tablic edukacyjnych i informacyjnych.

Tekst i zdjęcie Stanisław Banaśkiewicz - Kulisy Powiatu z dnia 13.12.2012 r.

Dyrektor Joachim Hadam słowa dotrzymał. W końcu maja 2013 roku szyny z dawnego przejazdu kolejowego zostały usunięte.
foto. Norbert Krawczyk

Wykonanie obietnicy wydaje się oddalać w czasie. Pozostaje wierzyć, że burmistrz Olesna nie należy do tych, którzy słowo swe mają za NIC!
Boroszów: Zapomniane historie
Nieznany żołnierz


Grób nieznanego żołnierza w Boroszowie ma swoje historie. Która z nich jest prawdziwa?

Od lipca 1944 roku do stycznia 1945 roku w Boroszowie stacjonował pluton około trzydziestu pięciu niemieckich żołnierzy. Mieszkali w budynku szkolnym. Przybyli z Lublina, a wcześniej byli w okupowanym przez Niemców Lwowie. Ich zadaniem było zabezpieczanie magazynów w drewnianych barakach. Wybudowano je pod koniec drugiej wojny światowej w pobliżu boroszowskiej cegielni. Mieszkańcy pamiętający magazyny do dziś nazywają je lagrem (niemiecki obóz jeniecki, obóz pracy).
- W sierpniu 1944 roku został zastrzelony przez pracującą w obozie Rosjankę Józef Ugrin, ukraiński kolaborant – wspominała Jadwiga Kansy, była mieszkanka Boroszowa. - Pełnił on służbę wartowniczą przy magazynach. Rosjanka chciała uciec. Ugrin usiłował ją powstrzymać więc zabiła go. Został pochowany z honorami wojskowymi przez oddział żołnierzy niemieckich SS  na boroszowskim cmentarzu.
- Pochówek taki opisany jest w parafialnej księdze zmarłych za lata 1896-1956 – potwierdził ksiądz doktor Bernard Joszko, miejscowy proboszcz. - Wskazuje się na mogiłę oznaczoną obecnie jako grób nieznanego żołnierza.
Inną historię opowiedzieli mieszkańcy Boroszowa Anna i Alojzy Stenclowie. W tamtych czasach byli nastolatkami i pamiętają wydarzenia. O historii z zastrzelonym Ukraińcem nie słyszeli.
- Jak mi się przypomina, to w 1944 roku, na skraju wsi Niemcy w dużym pośpiechu wybudowali drewniane magazyny – opowiada pani Anna. - Przez Boroszów wiodła linia kolejowa z bocznicą do cegielni. Do magazynów zwożono różne dobra: meble, dywany, naczynia. Nie wiem czy były to przedmioty grabione na ziemiach okupowanych. Mówiło się, że gromadzone rzeczy były przeznaczone na zaopatrzenie wojska. W lagrze pracowali jeńcy. Nadzorowali ich niemieccy żołnierze wśród, których był Rumun. Był jakimś funkcyjnym, mówił także po niemiecku i po polsku.
Nazwiska Rumuna nie znali. Kiedyś pilnowani przez niego jeńcy uciekli. Skryli się w lasach w okolicach Skrońska.
- Najpewniej Niemcy uznali to za zdradę i zastrzelili Rumuna – dodaje pan Alojzy. - Zastrzelili go na drodze niedaleko kościoła. Wszyscy o tym wiedzieli. Jednak kto naprawdę zastrzelił Rumuna, nie wiadomo. Już po wyjeździe Niemców, w cegielnianych piecach znaleziono wiele rzeczy z magazynu. Pewnie dla zatarcia śladów miały zostać spalone.
Rumuna pogrzebano na cmentarzu w Boroszowie oddając salwę honorową. Jeżeli to była kara, dlaczego wyrok wykonano na drodze? Na grobie nie było żadnej tabliczki. Rumun pewnie zaskarbił sobie sympatię mieszkańców, objęli miejsce pochówku opieką.  Po pewnym czasie parafianie postawili na mogile nagrobek z napisem „Grób nieznanego żołnierza”.
Wśród mieszkańców są też tacy, którzy wspominają o dwóch przypadkach zastrzelenia obozowych nadzorców. Jeden miał miejsce na drodze prowadzącej od magazynów przez las do Starego Olesna. Drugi w miejscu opisywanym przez Stenclów.

Obecnie, szczególnie w dniu święta zmarłych, nikt nie myśli o spoczywającym w grobie żołnierzu. Dla mieszkańców jest miejscem zadumy. Stawiając zapalony znicz mogą wspomnieć najbliższych, którzy z wojennej zawieruchy nigdy nie wrócili do domu. Walczyli i polegli na różnych frontach., a ich zwłoki spoczęły w nieznanych miejscach, także w bezimiennych mogiłach.
Tekst i zdjęcie Stanisław Banaśkiewicz Kulisy Powiatu z dnia 31.10.2012 r.

Boroszów:Wakacyjne wspomnienia
Zapomniane historie


Historia jest tajemnicą, niczego nie da się ustalić bezsprzecznie. By bajki nie zastąpiły historii, trzeba tajemnice poznać i rozwiązać.



Z takiego założenia wyszła studentka piątego roku lingwistyki stosowanej języka niemieckiego i rosyjskiego Aleksandra Borek z Boroszowa.
- Podstawowym źródłem historycznej wiedzy o naszej miejscowości jest książka księdza doktora Bernarda Joszki – opowiada Ola. - Autor nie wspomniał w niej nic o starych tablicach epitafijnych leżących przy naszym kościele. Zainspirowana zamieszczoną w „Kulisach Powiatu” informacją zainteresowałam się nimi.
W styczniu 2012 roku w artykule - Niemieckie tablice „do wzięcia” napisaliśmy:  Przy zabytkowym kościele w Boroszowie leżą niemieckojęzyczne kamienne tablice. Mimo, że niszczeją, nikt nie chce sfinansować ich zabezpieczenia i konserwacji. Zainteresowała się nimi tylko studentka, w ramach wakacyjnych „wprawek”.
 - Tablice są częściowo zniszczone i przy obecnym położeniu trudno odczytać wykute gotyckimi literami napisy – kontynuuje Ola. - Jedna z tablic nawiązuje do informacji opisanych przez księdza Joszkę. O drugiej nie znalazłam żadnych informacji.
W roku 1724 Boroszów znalazł się w posiadaniu rodziny hrabiów Paczeńskich. Żoną jednego z hrabiów była Anna Charlotta von Paczeński. Była ona córką Jana Jerzego von Jordana, kapitana armii króla Jana Sobieskiego. Zmarła szóstego marca 1746 roku i została pochowana na cmentarzu w Boroszowie. Ksiądz zapisał „Nie można dokładnie ustalić miejsca jej pochówku”. Tymczasem jedna z tablic była tablicą nagrobną Anny Charolotty.

Druga z tablic zaopatrzona w nieopisane nigdzie herby opisywała historię matki, która w dniu 20. listopada 1791 roku urodziła syna i po dwóch godzinach zmarła. Syn „podążył za nią do wieczności 19.grudnia”. Tablica poświęcona została dla uczczenia ich pamięci przez Johana Fridricha von Jahn. Pierwszej części informacji nie udało się odczytać w istniejących warunkach. Osoba von Jahna także nie została w książce wymieniona. W zbiorach internetowych można znaleźć informacje o żyjącym w opisywanym okresie JF von Jahnie.
 - Jestem przekonana, że zawodowym badaczom historii udało by się odczytać pełną treść napisów – kończy Ola. - Jeden z niemieckich pisarzy powiedział: Trzeba wpierw studiować historię, jeśli pragnie się dalej ją tworzyć. Jak widać historia Boroszowa jest ciekawa i warta szczegółowego zbadania.
 Inną tajemnicę boroszowskiego cmentarza ujawniła Irena Hamela. Wcześniej był tam stary anonimowy grób dziecka. Odnowiła go i umieściła uzgodniony z proboszczem napis. W 1906 roku pochowano w nim, trzyletniego Kazimierza Emanuela Genge, syna dzierżawcy boroszowskiego dominium. Ksiądz Joszko pisząc o tej rodzinie zaznaczył „Odnotowano, że w ich domu był używany tylko język polski i zatrudniano do prac tylko katolickich pracowników”.

To jest kawałek historii, o której trzeba pamiętać. Korzenie tkwią w przeszłości i nie można o nich zapominać. Co będzie jeżeli zostaną podcięte? Wszak bez pamięci nie ma świadomości!
Tekst i zdjęcie BaS - Kulisy Powiatu z dnia 13.09.2012 r.

Dzięki zaangażowaniu pani Aleksandry Borek z Boroszowa, możemy poznać drugą część wyrytego w kamieniu napisu.

Płyta epitafijna na boroszowskim cmentarzu, ufundowana w 1792 roku przez Johanna Friedricha von Jahna, deponowana obecnie obok miejscu pierwotnego pochówku mieszkańca Boroszowa, p. Wiktora Cyniana, upamiętnia żonę Jeannette Christiana Beata von Jahn, z d. von Ziemietzka, która była chrzestną siostry (Marianna) późniejszego magnata górnośląskiego przemysłu - Karola Goduły (Karl Godulla) w Makoszowach i syna fundatora. Napis na nagrobku, wykonanego z piaskowca, uwieńcza zwietrzała płaskorzeźba dwojga herbów. Herb lewy, rodziny von Jahn, przedstawia fragmenty lwa wywijającego szablą. Nad tarczą ukoronowany hełm z rozpościeranymi skrzydłami orła, a między nimi gałązka palmowa, są po większej części już nie rozpoznawalne. Tradycja tego godła sięga 1786 roku. Na drugim herbie, rodu von Ziemietzky, rozpoznajemy jeszcze na tarczy sylwetkę konia, niegdyś z popręgiem i na hełmie w koronie tkwiącym toporem. Według legend herb ten, zwany Starykoń, ma pochodzić z XI wieku. W ciągu wieków posługiwało się nim ponad 100 różnych rodzin. Najstarszy jego wizerunek pieczętny zachował się na dokumencie z 1316 roku z Toszonowic (Tošanovice/Toschonowitz) w kraju morawsko-śląskim.
Podobnie jak przy heraldycznej części płyty, niszczącym działaniom czynników atmosferycznych podległa również inskrypcja.

Zebrał Christian Weidel, dawniej: Wawoczny


Dożynki gminne 2012

Kulisy Powiatu z dnia 06. 09. 2012 r. W kategorii - korona dożynkowa - Boroszów I miejsce. W kategorii - korowód - wyróżnienie.




Olesno: Sportowe wakacje


Złote gimnazjalistki


Sam talent nie wystarczy by osiągać sportowe sukcesy. Dla szkolnych mistrzyń wakacje są okresem wytężonej pracy i czasem bicia rekordów.


 „Złote” licealistki są  też mocnymi filarami młodzieżowej kadry wojewódzkiej. Od lewej Maja Kałwak, trener Artur Chęciński, Sabina Jurczyk z Boroszowa (w pomarańczowej koszulce), Klaudia Hajduk i Marcelina Piastowska

Publiczne Gimnazjum nr 1 im. Tadeusza Kościuszki w Oleśnie szczyci się wysokim poziomem sportu szkolnego. Jest w nim klasa sportowa o profilu siatkarsko-lekkoatletycznym. Do podjęcia nauki w tej klasie zachęca się absolwentów szkół podstawowych wykazujących sportowe predyspozycje. Taka selekcja przynosi efekty.
- W naszej szkole nauka jest sprawą nadrzędną – mówi Robert Morawski, wychowawca klasy i trener siatkarzy. - Uczymy także jak osiągać sportowe sukcesy. Talent to tylko trzydzieści procent do osiągnięcia sukcesu. Reszta to trening, samozaparcie i mozolna praca. Bez pasji nie ma wielkiego sportu.
Znaczące sukcesy odnoszą lekkoatleci. Wśród gimnazjalistek, od lat „złotkami” w sztafecie są: Klaudia Hajduk, Sabina Jurczyk, Maja Kałwak i Julia Rabińska.
- Dziewczyny trudniej jest zachęcić do sportowego wysiłku – ocenia Artur Chęciński, nauczyciel i trener lekkoatletów. - Tym bardziej cieszę się z zaangażowania dziewcząt, które odnoszą także sukcesy w swych koronnych konkurencjach.
K.Hajduk z Łowoszowa jest mistrzynią szkoły w biegu na dystansie 300 metrów oraz 100 i 300 metrów przez płotki. S.Jurczyk z Boroszowa jest świetną sprinterką. W swojej szkole, w biegu na 100 metrów jest najlepsza, a na zawodach krajowych była ósma. M.Kałwak ze Strojca to mistrzyni długich dystansów, biega na 1000 metrów. Wszystkie one, wraz z kulomiotką Marceliną Piastowską z Kościelisk są w młodzieżowej kadrze lekkoatletycznej województwa opolskiego. Wszystkie też należą dodatkowo do klubu sportowego LUKS „Podium” Kup.
- Dziewczęta przez cały czas muszą dużo trenować – stwierdza trener Chęciński. - Okresem szczególnego wysiłku i poświęcenia są dla nich wakacje. Obozy sportowe, zgrupowania, liczne zawody, mitingi oraz dodatkowe treningi. Zmęczenie ciała i rozstania z przyjaciółmi i rodziną. To dodatkowy stres. Nasze „złote dziewczyny” stworzyły jednak świetną grupę towarzyską i to je wzmacnia.
Pośród wszystkich trudów, ciekawe świata gimnazjalistki mają możliwość poznania wielu nowych miejsc i ludzi, także tych wybitnych.
- Wielokrotnie zdarza się nam trenować z kadrowiczami – wspomina Sabina. - do dziś jestem pod wrażeniem spotkania ze sprinterem Marcinem Urbasiem. Rozmawiałam z nim chyba przez piętnaście minut. Traktował mnie jak koleżankę z bieżni, a nie gimnazjalistką.
- Od kadrowiczów można się też wiele nauczyć – dodaje Klaudia. - Sama wola walki i chęć osiągnięcia sukcesu nie wystarcza. Doświadczeni zawodnicy uświadamiają nam jak bardzo istotna jest właściwa dieta witaminowa. Mnie dodatkowo motywuje tato Waldemar Hajduk.
- Trudno osiągnąć sukces bez zmęczenia i kontuzji – wtrąca Maja. - To wzmacnia psychikę, silną wolę, ambicję. Te cechy przydają się także w codziennym życiu.
- Mim celem jest obecnie równanie do absolwentki naszej szkoły Ani Wloki – marzy Marcelina. - Mimo młodego wieku miota ona już kulą na światowym poziomie.
Łatwo było zauważyć, że dziewczęta świetnie się rozumieją. Fajna atmosfera w grupie trenersko-zawodniczej rekompensuje brak czasu na inne przyjaźnie. Rówieśniczki potrafią się wzajemnie motywować do przynoszącego sukcesy wysiłku. Świetnie grają także w siatkówkę. Ich koleżanka z boiska, Wiktoria Stuligłowa zakwalifikował się też do drużyny stanowiącej młodzieżową kadrę województwa opolskiego.

Tekst i zdjęcie Stanisław Banaśkiewicz - Blog dziennikarza http://banaskiewicz-kulisypowiatu.blog.onet.pl/





Boroszów – Olesno: Wypadek drogowy

Pechowy wybór?

Kierujący rowerem są zobowiązani do korzystania z dróg dla rowerów jeśli są one wyznaczone dla kierunku, w którym się poruszają.



Władysława Ługowska ocenia, że ścieżka rowerowa jest znacznie bezpieczniejsza niż pełna ciężarówek i nierozważnych kierowców droga.

W dniu 13. czerwca, około godziny 4.20 na trasie z Boroszowa do Olesna doszło do wypadku drogowego. Trzeźwy kierowca samochodu dostawczego potrącił pięćdziesięciosiedmio letnią rowerzystkę, która doznała obrażeń ciała. Widoczności była ograniczona opadami deszczu, a samochód wymijał się z jadącą z naprzeciwka ciężarówką.
Jedną z idei wybudowania ścieżki rowerowej na byłym torowisku z Olesna do Praszki było poprawienie bezpieczeństwa rowerzystów. Powstała droga dla rowerów jest bardzo malownicza dla turystów, a wygodna dla mieszkańców pobliskich miejscowości. Nie ma na niej większych wzniesień, posiada dobrą nawierzchnię i łatwo się po niej jedzie. Mieszkańcy pobliskiego Boroszowa korzystają ze ścieżki dojeżdżając rowerami do pracy i na zakupy.
- Rowerzyści są zobligowani do korzystania z istniejących dróg rowerowych - informuje Stanisław Filak, rzecznik oleskich policjantów. - Mieszkanka Boroszowa nie zastosowała się do tego obowiązku. Nie miała też wymaganych przepisami świateł.  fatalnie się to dla niej skończyło.
Boroszowianka od wielu lat pracowała w Oleśnie i dojeżdżała do pracy rowerem, także w zimie. Była ostrożna, ubierała kamizelkę odblaskową. Najczęściej korzystała ze ścieżki rowerowej. W feralnym dla niej dniu wybrała jazdę bardzo uczęszczaną drogą z  Praszki do Olesna. Znające ją osoby przypuszczają, że o tak wczesnej porze, ze względu na dzikie zwierzęta, bała się jechać usytuowaną tuż przy lesie ścieżką rowerową.
- Najwyższe słowa uznania należą się budowniczym ścieżki rowerowej z Olesna do Jam - ocenia Władysława Ługowska z Olesna. - Przecież droga główna także znajduje się przy lesie i mogą się na niej pojawić zwierzęta. Nie boję się jeździć ścieżką. Mam nadzieję, że zostanie ona przedłużona na całej długości byłego torowiska, aż do samej Praszki.

Tekst i zdjęcie Bas - Kulisy Powiatu z dnia 28.06.2012 r.


.

Pechowy kierowca

W nocy 13/14. czerwca, kierowca samochodu ciężarowego załadowanego materiałami budowlanymi pomylił drogę. Chciał dojechać do Kościelisk, utknął na miękkim poboczu skrzyżowania dróg w Boroszowie. Przemęczony kierowca był przekonany, że jest na właściwej drodze w Jastrzygowicach. Pomogli mu miejscowi rolnicy. Dwa duże ciągniki z trudem poradziły sobie z zatopioną po osie ciężarówką. Do godziny 16.00 droga była nieprzejezdna.
Tekst BaS zdjęcie Norbert Krawczyk - Kulisy Powiatu z dnia 21.06.2012 r.


Olesno: Z życia szkoły

Wynik na miarę kraju i świata

Polak to brzmi dumnie - pod takim hasłem odbył się 2. Międzynarodowy Konkurs Literacko-Plastyczny, w którym z sukcesami wystartowali uczniowie I Liceum Ogólnokształcącego im. Lotników Polskich.


Manuela Roj z Boroszowa /druga od prawej/

Na konkurs, któremu patronuje minister edukacji narodowej, wpłynęło 1678 prac literackich i plastycznych z całego świata. Dosłownie, bo z Polski, Białorusi, Ukrainy, Rosji, Bułgarii, Czech, Węgier, Niemiec, Belgii, Francji, Szwecji, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii, Azerbejdżanu, Uzbekistanu, Stanów Zjednoczonych, Kanady, Argentyny, Nowej Zelandii i Grecji.

- Przy tak rekordowej ilości zgłoszeń nie spodziewałam się, że prace aż tylu uczniów naszej szkoły zostaną zauważone i nagrodzone – mówi Magdalena Koloch, nauczycielka podstaw przedsiębiorczości i przysposobienia obronnego.

Największy sukces osiągnął Marek Stróżyk, który uzyskał tytuł laureata za zajęcie 3. miejsca w kategorii praca literacka.

- Napisałem esej w pierwszej osobie o młodym chłopaku zafascynowanym grami komputerowymi – mówi Marek. – Patriotyzm to dla niego zupełnie obce słowo. Do czasu, kiedy odnajduje listy babci, która była sanitariuszką w czasie drugiej wojny światowej. Oczywiście, ta historia to fikcja literacka, ale przez nią chciałem pokazać, że patriotą trzeba być nie tylko w trudnych czasach. Mój bohater zmienia się i w czasie Święta Niepodległości odczuwa, co tak naprawdę znaczy być dumnym Polakiem. Przede wszystkim nie wstydzić się swego pochodzenia.

Tytuł laureatki – tyle, że w kategorii prace plastyczne wywalczyła Alicja Grzesik. Wyróżnienia otrzymały – Sylwia Glomb, Aleksandra Górecka i Manuela Roj.

- Ołówkiem narysowałam portret Wisławy Szymborskiej – mówi Sylwia. – Nim jednak przystąpiłam do pracy szczegółowo zapoznałam się z życiorysem naszej noblistki. To dla mnie prawdziwa patriotka, choć nie miała łatwego życia i jak sama przyznawała w wywiadach zdarzało się jej błądzić.

- Mi Polska kojarzy się białym orłem szybującym po niebie – dodaje Ola. – To nasz narodowy symbol, który mimo zawirowań historii trwa.

W pracy Oli artystycznym novum jest szybująca wspólnie z orłem dziewczynka z polską flagą.

- Taką miałam po prostu inwencję – mówi licealistka. – Praca powstawała aż pięć dni. A to dlatego, że wykonana została technikami malarską i wydzieranką.

Manuela na kartce papieru pokazała granice Polski na tle Europy i …

- Również białego orła, Kościół Mariacki w Krakowie i tradycyjny strój krakowski, bo z tym kojarzy mi się Polska – mówi licealistka.

Laureaci i wyróżnieni nagrody i gratulacje odbiorą dopiero w przyszłym roku szkolnym w październiku w Białymstoku.

Tekst i zdjęcie MK - Kulisy Powiatu z dnia 21.06.2012 r.

Boroszów: Rodzinne świętowanie

Razem weselej

W dniu 07 czerwca 2012 roku w Boroszowie, miejscowe organizacje zorganizowały piknik rodzinny. Był tak udany, że na stałe zapisano go do kalendarza imprez na przyszłe lata.



Tym razem głosy Boroszowian były wyjątkowo zgodne. Przy strażackiej remizie zorganizowali rodzinny piknik.
- To forma uznania i podziękowania mieszkańcom za ich zaangażowanie na rzecz społecznych inicjatyw – stwierdził Janusz Jurczyk, prezes OSP - Aktualnie rozbudowujemy i modernizujemy remizę strażacką. Obiekt będzie służył wszystkim mieszkańcom.
- Rozrywka z udziałem całych rodzin to najlepsza integracja -  oceniła Ewa Wieczorek, sołtys Boroszowa. - Na tym polu mamy jeszcze wiele do zrobienia.
Największą pomysłowością wykazała się Anita Jurczyk, która przygotowała i nadzorował przebieg gier zespołowych. Bawili się wszyscy bez podziału na kategorie wiekowe. Tylko najmłodsi mieli własne konkurencje: rzucali do celu, chodzili po ułożonej na ziemi linie, kopali piłkę do bramki, biegali z balonami. Wszystkie dzieci wykazały mistrzostwo: Justyna i Jessica Foryta, Julia Kozok, Milena Krawczyk, Zuzanna Małysiak i jedyny w tym gronie Michał Korzonek poradzili sobie ze wszystkimi konkurencjami. Poza konkurencją, zmierzyli się ze starszymi w … przeciąganiu liny. Dzięki dopingowi mam, konkurencja zakończyła się remisem.
- Najwięcej rozrywki dostarczyły nam dzieci – opowiadają Sylwia i Norberty Krawczykowie. - Po raz pierwszy mieliśmy okazję dopingować swoją niespełna trzyletnią wnuczkę Milenkę.
- Ja wziąłem udział w konkursie przeciągania liny – wspomina ze śmiechem Marek Matyja. - Tym razem nie narzekałem na nadwagę.
Prym wśród uczestników wiodła Krystyna Kajda, lider grupy odnowy wsi. Statecznie kontrolowała przebieg wszystkich konkurencji.
- Nikt nie odmawiał udziału w zabawie, to i ja nie mogłam – dodaje Kajda. - To wielka frajda występować w jednej drużynie z córką Beatą i wnuczką Patrycją Korzonek.
W konkursie karaoke przeważały śpiewy chóralne. Tylko Tomasz Wyrwich i Tomasz Hamela odważyli się i zaśpiewali solo. Za to do potańcówki wszyscy przystąpili odważnie. Przygrywał DJ Sebastiano.
- Ponieważ wszyscy bawili się świetnie zdecydowaliśmy, że piknik rodzinny zapisujemy na stałe do kalendarza naszych imprez – podsumowali E.Wieczorek, K.Kajda i J.Jurczyk, organizatorzy imprezy.


Tekst BaS. Zdjęcia Norbert Krawczyk Kulisy Powiatu z dnia 14.06.2012 r.





Artystyczny jubileusz

Już po raz czwarty Piotr Gruss wystawił swoje prace w kluczborskim muzeum.



Obraz olejny przedstawiający kościół w Boroszowie

Minęło trzydzieści lat od ukończenia akademii sztuk pięknych w Poznaniu przez Piotra Grussa, artystę plastyka z Kluczborka. Jubileusz uczcił urządzając wystawę swoich prac w miejscowym muzeum. Patronował jej kluczborski burmistrz. To czwarta jego wystawa w Kluczborku.
- Swoje prace wystawiałem na czterdziestu czterech wystawach w kraju i za granicą – informował Gruss. - Kiedyś po wystawie w Argentynie odnalazł mnie dyplomata, który oglądał mój obraz. Ubawiło mnie jego opowiadanie o tym ile trudu sprawiło mu odszukanie Kluczborka.
- Patrząc na obrazy Piotra cieszę się, że udało mi się go przekonać by rzucił pracę konstruktora maszyn i podjął studia plastyczne –  wspomina Roman Pastwiński, emerytowany dyrektor kluczborskiego muzeum. - Fascynuje mnie niepowtarzalna kolorystyka jego prac.
 Pośród licznych gości nie zabrakło Jarosława Kielara, burmistrza Kluczborka, Moniki Kluf, rzeczniczki kluczborskiego starosty Piotra Pośpiecha. Grzegorza Błażewskiego, Andrzeja Kalandyka, z urzędu miejskiego, Tadeusza Michałkiewicza z młodzieżowego domu kultury, plasatyka i historyka Kazimierza Stefańczyka. Także przyjaciół: Ryszarda Grygi, Zbigniewa Wanzla z żoną Barbarą, Leokadii Nizwald, Kazimierza Szyszki i wielu innych.
- W swojej twórczości Piotr posługuje się także coraz mniej popularnymi technikami miedziorytu i drzeworytu – powiedział burmistrz Kielar. - Jego prace promują nasz region. Za to należą się podziękowania i gratulacje.
- Mnie najbardziej podobał się obraz przedstawiający kościół w Boroszowie – oceniła Joanna Solarz-Banaśkiewicz. - To sztuka na pograniczu realizmu i abstrakcjonizmu.
Wiele spośród prac Piotra Grussa znajduje się w zbiorach prywatnych i muzeach na całym świecie.
- Nie mam nic przeciwko temu by kolejną wystawę prac P.Grussa poszerzyć o medalierstwo i heraldykę, którymi także się on zajmuje – podsumowała Janina Baj, dyrektor Muzeum imienia Jana Dzierżona w Kluczborku.




Burmistrz Jarosław Kielar (z lewej) pogratulował i podziękował Grussowi za promowanie ziemi kluczborskiej.

Tekst i zdjęcie BaS - Kulisy Powiatu z dn. 06.06.2012 r.


Biskupice: Prądopiłka

Udany debiut boroszowian

Sześć jednostek strażackich walczyło o tytuł mistrza w zawodach prądopiłki zorganizowanych na biskupickim stawie w niedzielę 3 czerwca. Wygrali debiutanci – Ochotnicza Straż Pożarna z Boroszowa.



Zawody w prądopiłce każdego roku cieszą się ogromnym zainteresowaniem. To mecz, jaki strażacy toczą na stawie – piłkę w bramce umieszczają za pomocą strumienia wodnego.
- Tym razem chęć sprawdzenia się, poza naszą jednostką, zgłosiło jeszcze pięć ekip strażackich – wyjaśnia Krzysztof Kus, naczelnik OSP Biskupice. – W szranki stanęli druhowie z Radłowa, Skrońska, Karmonek Nowych, Łomnicy i Boroszowa.
I to ci ostatni, startujący po raz pierwszy, wykazali się największymi umiejętnościami.
- Druhowie z Boroszowa przyłożyli się do zawodów, nie stronili od treningów i wygrali bardzo zasłużenie – mówi Hildegarda Stefan, jedna z organizatorek dwudniowej imprezy w Biskupicach, gdyż goście świętowanie zaczęli już w sobotni wieczór. – Drugie miejsce zajęli nasi strażacy.
Na trzecim miejscu uplasowali się strażacy z Łomnicy. Dyplomy i puchary, ufundowane przez Urząd Gminy w Radłowie, wręczali wójt Włodzimierz Kierat i mł. kpt. Wojciech Wiecha, a zawody prowadził gminny komendant OSP Stefan Włoka.
Strażackie zawody to nie jedyne atrakcje świętowania w Biskupicach. Były występy uczniów ze szkoły podstawowej w Kościeliskach …
-… i to właśnie one zgromadziły bardzo liczną publikę – podkreśla Stefan. – Dodatkowo zatańczyła grupa gimnazjalistów z Radłowa, a gwiazdami byli: grupa Wesoły Masorz i Przyjaciele oraz wokalistka Andrea.
Pogoda, choć bardzo nie pewna, też nie zawiodła. Deszcz zaczął kropić dopiero wtedy, gdy atrakcje znad stawu przeniosły się do namiotu.
Organizatorami imprezy byli: Stowarzyszenie Rozwoju Wsi Biskupice z prezesem Jerzym Bakalarczykiem, który zajął się konferansjerką, Ochotnicza Straż Pożarna i Rada Sołecka w Biskupicach, a wszelkie atrakcje umożliwili zrealizować bardzo liczni sponsorzy.
- W sumie wsparło nas dwadzieścia firm i instytucji – dopowiada Stefan. Wszystkim bardzo serdecznie dziękujemy.


AK Zdjęcie archiwum prywatne - Kulisy Powiatu z dn. 06.06.2012 r.

Niecodzienne spotkanie


Nawet najstarsi myśliwi z koła łowieckiego „Trop” w Kościeliskach nie spotkali w swoim rewirze łosia.


Więcej szczęścia miała Teresa Stanosek z Kościelisk. W dniu 24 maja o godzinie 7.30 jadąc z Kościelisk do Biskupic, w pobliżu drogi dostrzegła dziwne zwierzę. Sfotografowała je. Nie było wątpliwości, to była samica łosia. Majestatycznie przemierzała pole i trzaskanie samochodowych drzwi wcale jej nie płoszyło.
- To niecodzienne spotkanie – stwierdza Janusz Jurczyk z Boroszowa, myśliwy z koła łowieckiego „Trop”. - Poluję od osiemnastu lat i nigdy w naszym rewirze nie spotkałem łosia. Zwierzę zabłąkało się pewnie w poszukiwaniu spokojniejszych żerowisk. Od dziś będę wychodził do lasu z nadzieją, że także dopisze mi szczęście.


Tekst BaS, zdjęcie Teresa Stanosek  Kulisy Powiatu z dn. 31.05.2012

Olesno: Strażackie rozliczenia


Z optymizmem w przyszłość


Strażacy ochotnicy z terenu gminy Olesno podsumowują swoją działalność.



Po dekoracji – od lewej Paweł Kajda, Edward Grus, Tadeusz Rutko, Klaudiusz Augustyniok, Sławomir Korzonek, Bernard Bartoszek i Janusz Jurczyk.


Jedną z najbardziej akceptowanych organizacji na terenie wiejskim są ochotnicze straże pożarne. Zrzeszają one zarówno starszych jak i młodych mieszkańców. To świetna forma społecznej integracji. Zacieśnianie więzów, następuje we wspólnych działaniach mających na celu poprawę bezpieczeństwa własnego i niesienia pomocy innym potrzebującym. Jedno z zebrań odbyło się w Boroszowie.

- Poparcie i pokładane w nas zaufanie nie zwalnia z obowiązku rozliczania się z działalności – stwierdza Janusz Jurczyk, prezes Ochotniczej Straży Pożarnej w Boroszowie. - Po przedstawieniu sprawozdania z działalności i rozliczeniu finansowym, jednogłośnie udzielono naszemu zarządowi absolutorium.

Walne zebranie w Boroszowie stało się też okazją do wręczenia brązowych medali „Za zasługi dla pożarnictwa” Klaudiuszowi Augustyniokowi i Bernardowi Bartoszkowi. Medale wręczył im Tadeusz Rutko, komendant gminny OSP w Oleśnie.

- Bardzo wysoko oceniam działalność strażaków ochotników z terenu miasta i gminy Olesno – powiedział Sylwester Lewicki, burmistrz, a jednocześnie prezes Zarządu Gminnego OSP w Oleśnie. - Boroszowianie sami zakupili sobie wóz bojowy. Ponieważ nie mieścił się w dotychczasowym garażu, zdecydowaliśmy o jego rozbudowie. Przy okazji cały budynek remizy zostanie docieplony. Koszt modernizacji sięgnie około stu tysięcy złotych. Z końcem maja prace powinny zostać zakończone.

W odpowiedzi na apel o włączenie się do zbiórki pieniężnej na rzecz chorego Bartosza Kurhofera, zgromadzeni zebrali czterysta piętnaście złotych.
- Zbiórka choć niezapowiedziana zakończyła się znaczącym sukcesem – kończy prezes Jurczyk. - Zaangażowanie naszych mieszkańców, pozwala z optymizmem patrzeć w przyszłość. Wierzę, że sprostamy wszystkim oczekującym nas wyzwaniom.

Tekst BaS, zdjęcia Dariusz Wieczorek  Kulisy Powiatu z dnia 01.03.2012 r.



Boroszów: Rozrywka


Bajkowe życie


Marzenia o życiu jak w bajce, choć na krótki czas zamienili w rzeczywistość.


Bajkowy świat widać było w każdym przebraniu

Wraz z dorastaniem, maleją szanse na przeżycie bajkowej przygody. Nie mogli się z tym pogodzić strażacy ochotnicy z Boroszowa. Już po raz drugi zorganizowali karnawałowy bal przebierańców.

- Marzenia rosną wraz z nami i kiedyś trzeba zacząć je realizować – stwierdziła Anita Jurczyk, żona prezesa OSP z Boroszowa. - Skoro nie można wkroczyć do bajkowego świata, to zdecydowaliśmy, że świat bajek musi przyjść do nas. Zorganizowaliśmy bal przebierańców. Byłam zaskoczona pomysłowością uczestników. Wspaniałe postaci z bajek, ożyły na parkiecie w naszej remizie.

Wymyślne przebranie, kunsztowny makijaż i wszechobecny uśmiech, dopełniły całości zabawy, której przygrywał DJ Bro. Uczestnicy wymogli na organizatorach zapewnienie, że zarezerwują im wejściówki na bal przyszłoroczny.

- Nie możemy odmówić tym wszystkim prośbom – dodaje Janusz Jurczyk. - Mam nadzieję, że do następnego roku uda nam się rozbudować naszą strażnicę. Okazja do świętowania byłaby więc podwójna.


W wesołej boroszowskiej bajce, nawet Shrek i Fiona przybrali ludzkie twarze.


Tekst BaS. Zdjęcie archiwum prywatne - Kulisy Powiatu z dnia  16.02.2012 r.


Niemieckie tablice „do wzięcia”


Przy zabytkowym kościele w Boroszowie leżą niemieckojęzyczne kamienne tablice. Mimo, że niszczeją, nikt nie chce sfinansować ich zabezpieczenia i konserwacji.


Grupa Odnowy Wsi w Boroszowie wystąpiła z inicjatywą odnowienia starych kamiennych tablic znajdujących się przy miejscowym kościele. Na tablicach wykute były gotykiem niemieckie napisy. Leżące na ziemi tablice ulegały wyraźnemu niszczeniu wskutek oddziaływania czynników atmosferycznych. Nikt nie znał ich treści i pochodzenia. Niewątpliwie upamiętniały historyczną tożsamość miejscowości i jej mieszkańców. Proboszcz, Bernard Joszko, zwrócił się do Powiatowego Konserwatora Zabytków w Oleśnie o wydanie opinii konserwatorskiej, co do stanu i oceny ich historycznej wartości. Tablice miały stanowić atrakcję na trasie, planowanej przez wieś ścieżki rowerowej. Kopie korespondencji w tej sprawie otrzymywał także Burmistrz Miasta Olesno.

To z jego polecenia, na miejsce przyjechała Agnieszka Szyszka, z oleskiego magistratu wraz z doktorem Ireneuszem Malikiem, z Wydziału Nauk o Ziemi Uniwersytetu Śląskiego. Plany mieszkańców Boroszowa spotkały się z uznaniem. Malowniczy teren dopełniał reszty.

- Jeżeli zostaną zapewnione środki finansowe – stwierdził doktor Malik. - To przyjadę tu ze studentami i opracujemy projekt kompleksowego planu urządzenia ścieżki rowerowej. Uwzględnione będą oznakowania miejsc, wyeksponowanie historycznych i przyrodniczych atrakcji oraz opracowanie broszury reklamowej.

Środków finansowych najwyraźniej nie znaleziono. Idea budowy rowerowej ścieżki upadła. Tablice niszczały nadal, a jedna z nich jak się okazało, barokowa, była wpisana do ewidencji zabytków ruchomych.

- Podjęłam próbę uratowania z naszego pomysłu, chociażby tylko pamiątkowych tablic – mówi Ewa Wieczorek, sołtys Boroszowa. - Sprawą niemieckojęzycznych tablic zainteresowałam Koło Mniejszości Niemieckiej w Biskupicach. Wydawało się, że sprawa jest na dobrej drodze.

- Informację o historycznych tablicach przekazałam na spotkaniu naszego Koła – informuje Hildegarda Stefan, z koła DFK w Biskupicach. - Nie było pieniędzy, które można by przeznaczyć na ten cel. Ponadto, Boroszów należał terytorialnie do Koła DFK w Oleśnie

Pozostawała nadzieja, że sprawą zainteresuje się Zarząd TSKN na Śląsku Opolskim. Pochodzący z powiatu oleskiego członek zarządu Herbert Czaja potwierdził, że jest zainteresowany historią i zabezpieczeniem tablic. Zapewnienie w późniejszym czasie powtórzył. Deklaracje nie przełożyły się na konkretne działanie.

Sprawa ożyła, kiedy działacze mniejszości niemieckiej zaczęli upominać się o niemieckie tablice z nazwami miejscowości. Wprawdzie historyczne tablice przy boroszowskim kościele nie były z nazwami miejscowości, ale też niemieckojęzyczne i nawiązujące do kultury dawnych mieszkańców regionu. Przy tym jedyne na cmentarzu, a nawet w całej miejscowości.

- O niemieckojęzycznych tablicach w Boroszowie nie wiedziałem – zapewnia Klaudiusz Prochota, przewodniczący koła DFK w Oleśnie. - Są to dwie różne sprawy i nie o takich tablicach dyskutujemy z władzami oleskiego powiatu. Rozeznam sprawę i ocenię czy będę mógł pomóc. Chociaż nie rozumiem dlaczego mieszkańcy dotychczas nie zadbali o zabezpieczenie niszczejących tablic.

Wykonanie nawet minimalnych prac konserwatorskich będzie generować koszty. Mieszkańcy kierują się własnymi priorytetami i przez długi jeszcze czas nie znajdą funduszy na tablice. Pozostaje pytanie: Jak długo tablice będą się opierać działaniu wody i mrozu?

Tekst i zdjęcie BaS – Kulisy Powiatu z dnia 05.01.2012 r.




Boroszów: spotkanie przy wigilijnym stole


To był dzień pełen radości


Przygotowana przez Grupę Odnowy Wsi tradycyjna wieczerza wigilijna, sprawiła, że rozpromieniły się twarze seniorów z Boroszowa i zaproszonych gości.



Moment przełamywania się opłatkiem dostarczył zgromadzonym wielu wzruszeń.

Wśród celów przyjętych przez Grupę Odnowy Wsi Boroszów, była integracja mieszkańców. Jedną z jej form stały się organizowane dla seniorów spotkania opłatkowe. Kolejne miało miejsce w dniu 10. grudnia. Zaproszono na nie seniorów, w tym byłych mieszkańców wsi. Także osób związanych z miejscowością, wykonywaną w przeszłości pracą. Nie zabrakło mieszkających w Biskupicach emerytowanych listonoszek Rozalii Książek i Małgorzaty Jeziorowskiej, inseminatora Alojzego Stefana, a nawet grabarza Gotfryda Malcherka. Była też Halina Zając z Wierzbia, reprezentująca męża Tadeusza, wieloletniego leśniczego.

- Organizując spotkania wigilijne chcemy wykazać szacunek i sprawić radość naszym seniorom – mówi Krystyna Kajda, liderka GOW. - Widać było jak ich twarze promienieją na widok dawno nie widzianych znajomych. Wśród seniorów są i tacy, którzy mało wychodzą z domów. Mentalny powrót do czasów młodości bywa dla nich największą radością.

Wśród gości honorowych znalazła się Edeltrauda Zug, radna z okręgu Wojciechowa i Boroszowa, ksiądz doktor Bernard Joszko, proboszcz oraz Janusz Jurczyk, prezes miejscowej OSP.

- Obecnie, coraz częściej komercja przesłania właściwą istotę świąt Bożego Narodzenia – powiedział ksiądz Joszko. - To z narodzin Jezusa Chrystusa należy się cieszyć i świętować. By życie było udane należy swe serce otworzyć Bogu. Ważne też są spotkania przy stole. To łączy ludzi. Wioska i parafia to także rodzina.

W czasie modlitwy nie zapomniano o zmarłych w ostatnim roku: Bronisławie i Jadwidze Anczurowskich oraz Bogusławie Hameli. Wspomniano także tych, którzy z różnych przyczyn nie mogli skorzystać z zaproszenia.

W imieniu wszystkich mieszkańców Boroszowa, życzenia zgromadzonym złożyła K.Kajda oraz sołtyska Ewa Wieczorek. Zaprosiły też gości do przełamania się opłatkiem. Serdecznościom i uściskom nie było końca. Do akcji wkroczyli kelnerujący druhowie z OSP: Edward Grus, Dariusz Wieczorek i Sławomir Korzonek. Zapełnili stoły tradycyjnymi potrawami wigilijnymi. O ich przygotowanie zadbały miejscowe gospodynie: Agnieszka Grabińska, Aniela Gorzołka, Róża Moczygemba, Jolanta Stefan, Anita Jurczyk, Agata Krawczyk, Beata Korzonek, Klara Kopeć, Krystyna Więcławik. Wypiekami zajęły się: Nikola Krawczyk, Maria Galus, Klaudia Famuła, Renata Roj, Brygida Augustyniok. Na stołach nie zabrakło niczego.

- Byłyśmy prawdziwie wzruszone gdy przyniesiono nam zaproszenia – wspominają byłe listonoszki M.Jeziorowska i R.Książek. - Wcześniej to my przynosiłyśmy Boroszowianom koperty. U nas w Biskupicach także organizowane są spotkania opłatkowe ale nie tak bogate i uroczyste. Sami mieszkańcy pozostali szczerzy i radośni, ale ich wieś wypiękniała.

- Spotkanie po latach, to prawdziwa przyjemność – dodaje H.Zając. - Obowiązki nie pozwoliły mężowi przyjechać, choć bardzo tego żałował. Nigdy nie zapomnimy Boroszowa i spędzonych w nim lat. Cieszymy się z tego, że mieszkańcy także pamiętali o nas.


Stajenka licha szybko wypełniła się adorującymi narodziny Pana pastuszkami, aniołkami i królami.

Spotkanie uświetniły boroszowskie dzieci, które przygotowały sztukę o narodzeniu Pana Jezusa. Składankę słowno-muzyczną wyreżyserowały Sabina Jurczyk i Manuela Roj, która dodatkowo z siostrą Sylwią akompaniowały na instrumentach. Pozostałymi aktorami byli: Justynka i Jessica Foryta, Filip Wincer, Franek Piech, Ola Köhler, Andrea i Angelika Nikel, Tobiasz i Martin Kansikowie, Ola Drop, Patrycja Korzonek, Natalia Świcarz, Marcin Krawczyk oraz Weronika Roj z trzyletnią siostrzyczką Martynką, która była też najmłodszą artystką.

- Byłam wdzięczna za zaproszenie i zachwycona całym przyjęciem – stwierdziła E.Zug. - Szczególnie podobały mi się występy dzieci. Były ona szczere i prawdziwie radosne. Życzyłam mieszkańcom by mogli się skupić na życzliwości i dobroci.


Sołtys Ewa Wieczorek (z prawej) z dumą obserwowała zachwyt wyrażany przez Edeltraudę Zug, radną i jednocześnie sołtyskę z Wojciechowa.

Starania dzieci dostrzegł też święty Mikołaj, który za pośrednictwem K.Kajdy i D.Wieczorka obdarował słodkościami młodych, lecz zasłużonych dla lokalnej społeczności artystów.

- Dzieci nie mieszkają ze mną, a przeżycia z ostatnich lat sprawiały, że wolałam ze swoimi myślami pozostawać sama – podsumowuje Róża Woźny z Boroszowa. - Na spotkanie opłatkowe przyszłam po raz pierwszy i bardzo się z tego cieszę. Znalazłam chwile zapomnienia i radości.

Tekst i zdjęcia BaS - Kulisy Powiatu z dnia 15.12.2011 r.





Zabawa po strażacku


Strażacy nie są od lania wosku. Dla poprawy humorów zorganizowali więc „andrzejkowe tańce”.


Strażacy ochotnicy z Boroszowa mieli w tym roku co świętować. Wysłużonego Żuka zamienili na świetnie wyposażony wóz bojowy. Szkolili się. Walczyli z siłami natury: raz gasząc we wsi pożar, spowodowany uderzeniem pioruna, innym razem uprzątając drogę z wiatrołomów po gwałtownej burzy. Zmodernizowali ogrzewanie w sali remizy strażackiej. Przygotowywali się do jej rozbudowy. Uczestniczyli też w wyróżnionym pierwszą nagrodą, gminnym korowodzie dożynkowym. Zasłużyli sobie na chwilę rozrywki. W dniu 26. listopada, wspomagani przez Radę Sołecką zorganizowali zabawę taneczną. Uczestniczyło w niej dwadzieścia siedem gorących par, także przyjaciół ze Świercza, Wysokiej, Łowoszowa, Wojciechowa i Kościelisk. Do tańca przygrywali DJ Sebastiano i DJ Bro. Panowie dbali by wykrzesać „ognistą energię”. Panie natomiast o stosowny poczęstunek. Zajęcia kuchennno-kelnerskie nie przeszkodziły w doskonałej zabawie: Bożenie Grus, Ewie Wieczorek, Beacie Korzonek, Gabrieli Kajdzie, Danucie Grobelnej oraz Anicie i Agnieszce Jurczyk. Zmodernizowane ogrzewanie kominkowe mimo, że działało świetnie, okazało się niepotrzebne. Atmosfera i bez tego była gorąca. Wszystko pod czujnym okiem Świętego Floriana. Dobry humor dopisywał nawet wtedy gdy o świcie trzeba było się rozstać. Wszak nie na długo. Następne spotkanie, na porannej Mszy Świętej.

Tekst BaS. Zdjęcie E.Wieczorek – Kulisy Powiatu z dnia 30.11.2011 r.




Borki Małe: Uroczystość

To jest strażacka rewolucja

Tylko w ciągu ostatniego roku gmina Olesno zakupiła fabrycznie nowego MANA i Mercedesa Atego. – To jest rewolucja w oleskim pożarnictwie – mówi komendant Czesław Noga. – Strażacy przesiadają się ze starych żuków do nowoczesnych wozów pożarniczych.



- Jeszcze cztery lata temu w gminie Olesno na dziewiętnaście samochodów strażackich tylko pięć miało beczki z autopompami – przypomina burmistrz Sylwester Lewicki. - Teraz mamy takich samochodów dwanaście, w tym dwa fabrycznie nowe.

W sobotę 22 października przy remizie OSP w Borkach Małych włodarz Olesna przekazał strażakom z Wysokiej kluczyki do nowiutkiego MANA z autopompą o wydajności 3200 litrów na minutę i beczką na pięć tysięcy litrów wody.

- Samochód kosztował sześćset czterdzieści sześć tysięcy złotych – wyjaśnia burmistrz. – Na ten cel pozyskaliśmy dotację z Regionalnego Programu Operacyjnego Urzędu Marszałkowskiego w wysokości pięciuset pięćdziesięciu pięciu tysięcy złotych.

- Wóz jak się patrzy – cieszy się Piotr Pawełczyk, prezes OSP w Wysokiej. – Od naszego poprzedniego, który ma niespełna rok i wykorzystany był w zaledwie dziesięciu interwencjach, różni się tylko podwoziem i marką.

To właśnie zakup nowego MANA spowodował lawinę przesunięć wozów do innych jednostek. Niespełna rocznego mercedesa z Wysokiej otrzymali druhowie z Borek Małych. Kosztował on 650 tys. zł, dotacja z Zarządu Głównego Związku Ochotniczych Straży Pożarnych wyniosła 150 tys. zł.

- Pewnie, że trochę szkoda nam oddać – przyznaje Pawełczyk. – Mieliśmy go krótko, ale zdążyliśmy się do niego przyzwyczaić.

- A my się cieszymy i to ogromnie – mówi Wiktor Bawej, prezes OSP w Borkach Małych. – Na wyposażeniu mamy magirusa, który wykorzystywany jest głównie w ratownictwie drogowym.

Był jeszcze skarosowany w 2004 roku jelcz z autopompą. Od boreckich druhów trafił do bodzanowickich.

- Zdążyliśmy go już przetestować i sprawuje się jak należy – mówi Joachim Roj, wiceprezes OSP w Bodzanowicach. Jednostce, która posiada również Stara 244.

- Dokręciliśmy co trzeba i jak na takiego „dziadka”, bo to rocznik 1977, idzie jak burza – dodaje z uśmiechem Norbert Bogatka.

Nowy samochód mają też strażacy z OSP Sowczyce, którym skradziono i podpalono nyskę.

- Od tego tragicznego zdarzenia mieliśmy jeden wspólny cel – mówi Klaudiusz Małek, radny i członek OSP. – Zdobyć pieniądze na nowy samochód.

Udało się. Druhowie pozyskali dwie dotacje – z funduszu sołeckiego (19 tys. zł) i gminnego programu odnowy wsi (6,5 tys. zł) i sprowadzili z Niemiec Mercedesa Metza z napędem na cztery koła, kompletem strażackich węży, autopompą i nie korozyjnym zbiornikiem na 1600 litrów wody.

Wyłącznie lekki samochód pożarniczy żuk posiadali też druhowie z Wachowa. Teraz otrzymali średni Steyr, Kosztował 30 tys. zł – 15 tys. zł to środki OSP, 9 tys. zł – fundusz sołecki, 6 tys. zł – dołożyła gmina.

- My mamy Magirusa Deutza z pełnym osprzętem, którego kupiliśmy po bardzo okazyjnej cenie – 1650 Euro – w Niemczech – mówi Janusz Jurczyk, prezes OSP w Boroszowie. – Środki pozyskaliśmy sami, bardzo też nam pomógł pochodzący z naszej wioski przedsiębiorca Ryszard Wrzeszcz.

Gmina swoją cegiełkę też dołożyła. Rozpoczęła się rozbudowa strażnicy o odpowiednie pomieszczenie do garażowania wozu.

We wrześniu od zaprzyjaźnionej z powiatem oleskim gminy Landstuhl Magirusa Iveco otrzymali strażacy z Brońca. Ci z Łomnicy rok temu kupili Steyer’a, który kosztował 39 tys. zł.

- Piętnaście tysięcy złotych pochodziło z funduszu sołeckiego – zaznacza Henryk Leś, prezes OSP w Łomnicy. – Z myślą o zakupie samochodu organizowaliśmy też zbiórki złomu.

- To jest rewolucja w oleskim pożarnictwie – mówi Czesław Noga, komendant PSP w Oleśnie. – Strażacy przesiadają się ze starych żuków do nowoczesnych wozów pożarniczych.

- Pokazuję w całym województwie Olesno jako wzór – chwali Andrzej Borowski, prezes zarządu Oddziału Wojewódzkiego Związku OSP RP w Opolu.- Nie ma innej gminy, która w ciągu roku kupiłaby dla jednostek Ochotniczej Straży Pożarnej dwa nowe samochody.

Tekst i zdjęcia MK - Kulisy Powiatu z dnia 27.10.2011 r.



Odznaki dla najlepszych

Uroczyste przekazanie wozów stało się też okazją do wyróżnienia najlepszych strażaków.

Złote Medale za Zasługi dla Pożarnictwa otrzymali Norbert Bogatka
i Karol Lubojański. Srebrne - Edward Grus, Janusz Jurczyk, Rudolf Górski, Jerzy Kuzaj, Bernard Basiok, Alojzy Kus i Emile Massouh. Brązowe - Stanisław Duda, Piotr Wincer, Damian Krawczyk, Paweł Kajda, Sławomir Korzonek, Roch Grabiński, Jan Moczygęba, Waldemar Rurański, Adam Książek i Marian Skowronek.




Olesno: Konkurs

Biegały po mieście i… wygrały

Dwa tysiące złotych wygrały w Ekonomicznych Grach Ulicznych uczennice I Liceum Ogólnokształcącego Monika Krzak, Anna Kuźnik, Anna Anczurowska i Wiktoria Matyja.



Konkurs dla młodzieży szkół ponadgimnazjalnych zorganizował Narodowy Bank Polski i Wyższa Szkoła Bankowa w Opolu. Stawka była wysoka, bo do wygrania 2 tys. zł do podziału w bonach do sieci sklepów Empik.

- To prawda, nagroda była kusząca, ale zadania naprawdę trudne – mówi Iwona Polok.

Mimo to w sobotę 8 października na linii startu przy internacie Zespołu Szkół Ekonomiczno – Ogólnokształcących stawiło się dziesięć czteroosobowych drużyn z Olesna i Praszki. Zawodnicy musieli w jak najszybszym czasie pokonać – jak się okazało liczącą kilkanaście kilometrów – trasę z punktu startowego do mety. Po drodze znaleźć i zaliczyć siedem punktów kontrolnych i prawidłowo odpowiedzieć na pytania z dziedziny bankowości i ekonomii. Zła odpowiedź oznaczała… rundę karną na Oleską Lagunę.

- Poległyśmy już na pierwszym pytaniu o najstarszy bank emisyjny i musiałyśmy biec na Lagunę i z powrotem – mówi Monika Krzak. – Z rudny karnej wróciłyśmy ostatnie, inne drużyny były już po drugim bądź trzecim zadaniu.

- Byłyśmy załamane i powiedziałyśmy sobie, że jeszcze jedna runda karna i wycofujemy się z konkursu – dodaje Wiktoria Matyja.

Punkty kontrolne, a było ich siedem, rozstawione były w całym mieście – Zespół Szkół Ekonomicznych i Ogólnokształcących , komenda straży pożarnej, komenda policji, ZUS, Okręgowa Spółdzielnia Mleczarska, Zespół Szkół, Oleska Laguna. By je odnaleźć trzeba było odgadnąć zagadkę, na przykład „Solą w oku nie są nam, bo pomocy szukasz tam” – chodziło o straż.


- Pytania na punktach kontrolnych też do łatwych nie należały – tłumaczą Dominika Famuła i Magda Polok. – Trzeba było na przykład obliczyć stopę inflacji czy znać kolor cyrkoni na monecie z Jerzym Popiełuszką.

Zawodnicy mogli korzystać z laptopów, smartofonów i telefonów komórkowych. Dzwonili do przyjaciół, rodziców, a nawet nauczycieli. Mogli też prosić o pomoc przechodniów.

- Nikt nie chciał biec kolejnej czterokilometrowej rundy karnej, dlatego tak ważne było udzielenie prawidłowej odpowiedzi – potwierdzają Anna Anczurowska i Anna Kuźnik.

W sumie każda z drużyn przy niezbyt sprzyjającej pogodzie pokonała ponad piętnaście kilometrów, odpowiedziała na niełatwe pytania i rozszyfrowała równie trudne zagadki.

- Totalnie nie spodziewałyśmy się zwycięstwa – mówi zawodniczki z I Liceum Ogólnokształcącego w Oleśnie. – Zwłaszcza, że jako licealistki przedsiębiorczości uczymy się dopiero od miesiąca. Drużyna z ekonomika od ma ją w programie od trzech lat.

Wyniki

  1. miejsce i 2000 zł do podziału wywalczyły Monika Krzak, Anna Kuźnik, Anna Anczurowska i Wiktoria Matyja uczennice I Liceum Ogólnokształcącego w Oleśnie.

  2. miejsce i 300 zł na osobę zdobyli Magda Polak, Dominika Famuła, Sabian Piontek i Damian Kaleja, również z I Liceum Ogólnokształcącego w Oleśnie.

  3. miejsce i 100 zł na osobę wywalczyli Małgorzata Braun, Sabina Staś, Dżesika Obłąk i Jakub Potempa z Zespołu Szkół Zawodowych w Oleśnie.

Tekst i zdjęci MK - Kulisy Powiatu z dnia 13.10.2011 r.