O nas

Październik 05, 2011Autor BaS


Strojec, Kościeliska: Piłkarska B klasa

Widać rękę trenera Świtały

Faworyzowany zespół Budowlanych przegrał na własnym boisku z zespołem z Kościelisk, od niedawna prowadzonym przez Grzegorza Świtałę, byłego bramkarza MKS-u Kluczbork.




Stoją: trzeci od lewej Krzysztof Gorzołka. Kucają: pierwszy od prawej Tomasz Wyrwich, czwarty od prawej Damian Krawczyk - to zawodnicy mieszkający w Boroszowie.

Dość niespodziewanie to goście byli aktywniejsi w pierwszych minutach spotkania, a bramce Budowlanych dwukrotnie zagroził Tomasz Mańka. W 15. min Jacek Ficek, golkiper miejscowych popisał się kapitalną obroną, a strzelał ponownie Mańka. Gospodarze odpowiedzieli groźnym strzałem Krzysztofa Smolarza z linii pola karnego, ale Marcin Mańka zdołał sparować futbolówkę na róg.

W 28. min Krzysztof Gorzołka mógł dać prowadzenie gościom, ale futbolówka po jego uderzeniu z rzutu wolnego trafiła w poprzeczkę, spadła pod nogi Jacka Armanowskiego, jednak tek przestrzelił. Ta sytuacja zmobilizowała Budowlanych, którzy przejęli inicjatywę i poddali Mańkę ostrej próbie – groźnie strzelali Ireneusz Ośródka, Damian Więdłocha, Michał Mazurek oraz Smolarz, jednak bramkarz Kościelisk zachował czysto konto. Przy jednej z interwencji doznał kontuzji kolana, ale po opatrzeniu i obandażowaniu rany bronił dalej i wciąż skutecznie.

Przed końcem I połowy goście mieli kolejną szansę na objęcie prowadzenia, jednak Armanowski z dogodnej pozycji strzelił wysoko nad poprzeczką.

Już w pierwszej akcji po przerwie kapitalnym strzałem popisał się Smolarz, ale równie kapitalnie obronił Mańka. Przy interwencji upadł na plecy i doznał bolesnego stłuczenia, ale i to nie załamało go.

Gra nabrała rumieńców i obie drużyny wypracowała okazje bramkowe, które jednak nie zostały zamienione na gole – najpierw z bliska przestrzelił Robert Pakuła, w kontrataku to samo uczynił Gorzołka, a potem dwaj zawodnicy Kościelisk nie potrafili wykorzystać niepewnej interwencji Tomasza Czernka.

Budowlani przed najlepszą okazją stanęli w 65. min. Po faulu w polu karnym na Pakule rzut karny wykonywał Ośródka - strzelił jednak prosto w bramkarza, a odbitą przez niego piłkę posłał wysoko nad poprzeczką.

- W poprzednim meczu syn też obronił karnego – mówi Tadeusz Mańka, prezes klubu z Kościelisk.

Za moment doskonałą okazję do pokarania miejscowych za zmarnowaną okazję miał młody Michał Danek, ale nie stanął na wysokości zadania.

- Nie trafiłem czysto w piłkę – mówił zaraz po akcji do trenera Świtały.

Z kolei w 78. min wyborna szanse maił Tomasz Mańka, ale jego strzał na bramkę był bardziej podaniem do Czernka.

Rozstrzygnięcie nastąpiło w 80. min, kiedy to Gorzołka z dystansu strzelił pod poprzeczkę.

- Nie powiem, wyszedł mi ten strzał – mówił po meczu piłkarz. – Był o tyle trudny, że miałem przed sobą jeszcze obrońcę. Myślę, że mecz mógł się podobać. Wprawdzie padł tylko jeden gol, ale spiec podbramkowych było sporo.

- Przyjechaliśmy do Strojca z nastawieniem, żeby zdobyć punkty i cel został osiągnięty – stwierdził po meczu trener Światała. - Nasz bramkarz był bez wątpienia jednym z bohaterów meczu, a bramka, która strzeliliśmy była naprawdę piękna.

- Faworytem był na pewno Strojec, ale sprawiliśmy niespodziankę – dodał prezes Mańka.

- W grze Kościelisk widać rękę trenera Świtały – skomentował mecz Marek Krzemiński, trener Budowlanych. – Rywale grali bardzo konsekwentnie i mądrze w obronie, a my nie potrafiliśmy sobie poradzić w ataku pozycyjnym, za dużo mieliśmy strat i w końcu to się zemściło.



Budowlani Strojec – LZS Kościeliska 0-1 (0-0)

    1. Gorzołka – 80.

Budowlani: Ficek (46. Czernek) – Rzeźniczak, Nosal (żk), Pawlaczyk, Dziuba, Ośródka, Pecyna (73. Knaga), D. Więdłocha (żk), Mazurek, Pakuła, Smolarz (63. Spodzieja). Trener Marek Krzemiński.

Damian Krawczyk i Krzysztof Gorzołka i tym razem ograli przeciwników.

Kościeliska: M. Mańka – Włoszczyk (żk), Krawczyk, Kiczmach (90. Wyrwich), Koch, Kubik (46. Liszewski), Królikowski, Scheppner, Gorzołka, Armanowski (46. Danek), T. Mańka. Trener Grzegorz Świtała.

Sędziował Jacek Dworecki (Cieciułów). Widzów ok. 100.

Tekst i zdjęcia AS - Kulisy Powiatu z dnia 29.09.2011 r.

Zaznaczenia kolorem czerwonym: Zawodnicy mieszkający w Boroszowie (BaS)

Boroszów: Żniwne święto


Dożynkowa radość i brawura


Teatrzyk dziecięcy z Boroszowa po raz kolejny podbił serca uczestników wiejskiego święta plonów.


Dopiero teraz można odetchnąć z ulgą. Żniwa zostały zakończone. W dniu 25 września rolnicy z Boroszowa podziękowali za udane zbiory. Wspierali ich wszyscy mieszkańcy wsi oraz licznie zaproszeni goście. Po modlitwie nadszedł czas na zabawę. Wiejska świetlica zapełniła się szybko. Gospodynie przygotowały poczęstunek. Honory pani domu czyniła sołtys Ewa Wieczorek. Przywitała mieszkańców i zaproszonych gości. 

Wśród nich księdza doktora Bernarda Joszkę oraz Aleksandra Świeykowskiego – wydawcę tygodnika „Kulisy Powiatu”, a jednocześnie kandydata na senatora. Następnie, mikrofon przekazała młodym artystom. Manuela Roj i Sabina Jurczyk program wyreżyserowały, obsadziły role i nadzorowały próby. Praca nie była łatwa. Najmłodsza artystka, Martynka Roj miała zaledwie trzy lata. Wraz z siedmioletnią kuzynką Justynką Forytą stworzyły duet. Wypadły znakomicie. Zresztą tak samo jak pozostali aktorzy: Ola Drop, Ola Köhler, Sylwia Roj, Angelika i Andrea Nikel, Tobiasz i Martin Kansikowie, Patrycja Korzonek, Marcin Krawczyk, Franek Piech i Filip Wincer. Młodzi w trakcie swego występu przekazali także pani sołtys symboliczny chleb dożynkowy. Podobał się cały występ. Wszystkich szczególnie rozbawiło brawurowo przedstawione widowisko, o tym jak to „posadził dziadek rzepkę w ogrodzieh. Jak już aktorzy pozbierali się po upadku związanym z wyrwaniem rzepki, zebrali gromkie brawa.

- Jestem zachwycony przedstawionym przez dzieci programem – komentował Krzysztof Świeykowski z Praszki. - Młodzi artyści doskonale odegrali swoje role, byli bardzo naturalni i sami świetnie się bawili.

Ewa Wieczorek, przekazała specjalne podziękowania i prezent Annie Stencel, która od czterdziestu siedmiu lat wyplata wieńce dożynkowe i przygotowuje inne dekoracje na żniwne święto.

- Nasze święto musimy sobie przygotować sami – mówiła sołtys Ewa. - Wszystkim uczestnikom przygotowań należą się podziękowania, jednak nasza seniorka jest niezazstąpiona.

- Już przyuczam sobie następców – skwitowała pani Anna. - Pomaga mi wiele osób. W tym Anetka Gorzołka i Ania Bartoszek. Z którymi wykonałam dodatkową koronę dożynkową dla szanowanej pani sołtys.

Oddzielne podziękowania złożył ksiądz Bernard. Zwrócił też uwagę na niepowtarzalną atmosferę rolniczego święta w Boroszowie.

- Bywam na różnych uroczystościach, wyjątkowość u was tworzą dziecięce występy – oceniał proboszcz. - Dzieci wiedzą jaką trudną pracę wykonali ich rodzice. Chcą ich rozbawić i sprawić by mogli się radować.

- O mieszkańcach Boroszowa wiele wiedziałem z publikacji prasowych – stwierdził kandydat na senatora Aleksander Świeykowski. - Cieszę się, że mogłem was poznać osobiście. Doceniam waszą gościnność oraz rozumiem rolniczy trud. Z wykształcenia jestem rolnikiem. Przez wiele lat pracy w rozgłośni polskiej Radia Wolna Europa zajmowałem się problematyką rolniczą. Jestem pełen uznania dla mieszkańców Boroszowa i reprezentującej was pani sołtys. Dziękuję za zaproszenie!

Spore zainteresowanie wzbudził występ Marcina Pawełczyka ze Świercza. Zajmuje się beatbox-em, naśladując ustami różne instrumenty muzyczne. Publiczność domagała się bisowania.

Znalazło się też miejsce na zaprezentowanie zebranym propozycji pamiątki z Boroszowa. Rękodzieło wykonane przez miejscowego stolarza Jana Moczygembę i rzeźbiarza Ryszarda Stelmaszczyka z Olesna wzbudziła zainteresowanie.

Zwieńczeniem dożynkowych uroczystości była wspólna zabawa. W tej części najodważniejszym okazał się Paweł Kajda, który wraz ze swą partnerką Gabrysią jako pierwszy wyszedł na parkiet. Później Paweł Foryta porwał do tańca swą trzyletnią wnusię Martynkę. W tym czasie sala zaczynała już „ożywać” i tak naprawdę, w tym całym zamieszaniu nie wiadomo czy nie było odwrotnie. Orkiestra gwarantowała świetną zabawę do samej północy.

Tekst  Stanisław Banaśkiewicz , zdjęcia BaS i Damian Krawczyk - Kulisy Powiatu z dnia 29.09.2011

Bodzanowice: Działo się, działo

Hawaje, rekiny i babski klub

Osiemnaście sołectw, niemalże tyleż samo dożynkowych koron i barwny ponad kilometrowy korowód. Tak w niedzielę 11 września rolnicy z gminy Olesno świętowali dożynki.


Największa wieś w gminie, Bodzanowice po raz drugi była gospodarzem gminnych dożynek.

- Trzy lata temu padał deszcz, teraz zadbaliśmy nawet o pogodę – żartował jeden ze strażaków kierujących ruchem.

Gospodarze dożynkowych gości witali z pełnymi honorami. We wsi nie było chyba posesji, która nie byłaby przystrojona. Każda zachwycała i… rozśmieszała zabawnym hasłem bądź scenką z życia rolnika.

- W organizację dożynek zaangażowali się wszyscy mieszkańcy – mówi Irena Hadasik, radna z Bodzanowic. – Wszyscy w sobotę do późnego wieczora stroili główne ulice i domy.

Tyleż samo zaangażowania wykazali mieszkańcy siedemnastu pozostałych sołectw. Na gminne dożynki przyjechali barwnymi wozami.

- Fajna wieś, hotel spa i jest co zjeść – to hasło Borek Małych.

- Każdemu wędkarzowi zrzędnie mina jak chłop z Żurawińca wyciągnie rekina – wołał baner Boroszowian.

- A w naszym wysockim raju brakuje tylko Hawajów - licytowali się w dożynkowych hasłach mieszkańcy Wysokiej.

Zdaniem jurorów, a zadania nie mieli łatwego, najbarwniejszym korowodem przybyli Boroszowianie.

- Postawiliśmy na promocję wioski, czyli najstarsze dęby w gminie i staw Żurawiniec i jak widać opłaciło się – mówiła tuż po odebraniu głównej nagrody sołtys Boroszowa Ewa Wieczorek.

Druga nagroda ex aeuqo powędrowała do Wojciechowa i Wysokiej, trzecia również ex aeuqo do Grodziska i Borek Małych.

- Nasz hawajski wóz to dzieło młodzieży, oni to wymyślili i oni to wykonali – mówi Renata Wolny, sołtys Wysokiej.

- My też postawiliśmy na młodych i Babski Klub Sportowy, który u nas działa – dodaje Edeltrauda Zug, sołtys Wojciechowa.

Najpiękniejszą koroną pochwaliły się Borki Wielkie. Budowę swojego dzieła mieszkańcy ulic Oleskiej i Jana rozpoczęli już w…maju.

- Wówczas to zbieraliśmy jeszcze zielone zboże – tłumaczy Bernadeta Gurok. –Od samego początku mieliśmy koncepcję, że korona będzie dwukolorowa zielono – złocista.

Drugą nagrodę ex aeuqo zdobyły sołectwa Bodzanowice i Świercze, trzecią – Borki Małe i Kolonia Łomnicka.

- Z wyniku jestem zadowolona, zwłaszcza, że nasza korona to dzieło zaledwie trzech osób – mówi Brygida Ważny, sołtys Kolonii. – Projekt wykonała moja mama Anna Tomys, szkielet – mąż Henryk, a w pleceniu mamie pomagała pani Małgorzata Kazior.

- Przy naszej pracowało sześć pań i to dobrych cztery tygodnie – tłumaczy

Teresa Wiendlocha, sołtys Borek Małych.

- Nam tez gdzieś tyle czasu zajęło wykonanie korony – dodaje Lidia Jabłonka z Bodzanowic. – Spotykałyśmy się wieczorami w prywatnych domach i plotłyśmy.

Dożynki stały się okazją do odznaczeń. Wiceminister rolnictwa Andrzej Butra odznaki Zasłużony dla rolnictwa wręczył Sebastianowi Grzesikowi, Gerhardowi Kusowi i Tomaszowi Hameli, który wspólnie z Alicją Wieczorek pełnił funkcję dożynkowego starosty.


Tekst i zdjęcie MK – Kulisu Powiatu z dnia 15.09.2011 r.

Boroszów: Gwałtowna burza


Mogło być gorzej!



Połamane drzewa, zerwane linie telekomunikacyjne, uszkodzone płoty i dachy to wynik gwałtownej burzy szalejącej w powiecie oleskim. Mieszkańcy już dawno przewidywali podobny scenariusz.

Ewa Wieczorek jest sołtysem, ale też strażakiem. Świetnie poradziła sobie z koordynacją działań na miejscu lokalnej klęski żywiołowej.

W piątek, 19 sierpnia, około godziny 13,30 nad Boroszowem rozpętała się gwałtowna burza.

- Nagle za oknami zrobiło się szaro – opowiada Sylwia Krawczyk. - Z nieba spadła ściana deszczu. Widoczność na dworze ograniczyła się do kilku metrów. Przed oknami zaczęły latać gałęzie. Łamały się drzewa. Szum deszczu, świst wiatru, łoskot łamiących się drzew. Nagły trzask spowodowany uderzeniem o dom zerwanej linii telefonicznej. Bardzo się wystraszyłam. Poczułam się osaczona we własnym domu.

Wszystko trwało pięć, może siedem minut. Połamane konary i drzewa zatarasowały ulicę. Połamały ogrodzenia posesji. Najbardziej Aldony Świcarz i Janusza Stockiego. Wiatr naruszył konstrukcję dachów oraz przewrócił słupy telekomunikacyjne. Przerwana została łączność telefoniczna i dopływ prądu.

Jako pierwsi na miejsce zdarzenia przybyli: sołtys Ewa Wieczorek oraz miejscowi strażacy ochotnicy z prezesem OSP Januszem Jurczykiem i kierowcą Henrykiem Krawczykiem.

- Usuwaliśmy drzewo tarasujące drogę w Wachowie - podsumował akcję strażaków aspirant Piotr Pawełczyk, z PSP w Oleśnie. - Inne zastępy udrażniały trasę z Olesna do Łomnicy. Nas skierowano następnie do Boroszowa, gdzie przewrócone były cztery drzewa i trzy słupy telekomunikacyjne.

Strażacy usunęli na pobocze połamane konary i drzewa. Zabezpieczyli uszkodzone linie telekomunikacyjne. Używając podnośnika usunęli wszystkie nadłamane konary, które mogły stanowić zagrożenie. Dodatkowym zagrożeniem okazały się szerszenie, które miały gniazdo w dziupli jednego ze złamanych drzew. Strażacy wprawdzie usunęli gniazdo, jednak zlatujące się owady długo jeszcze krążyły wokół „zniszczonego domu”.

Dobrze wypadli energetycy. Tuż po godzinie szesnastej przywrócili elektryczne zasilanie.

W przeszłości na wiejskich zebraniach sygnalizowano o złym stanie opisanych drzew. Sugerowano potrzebę przecinki. I tym razem natura wyręczyła odpowiedzialne służby. Mieszkańcy i tak się cieszą, że odnotowano jedynie straty materialne. Przecież mieszkają tam ludzie i mogło być znacznie gorzej.


Strażacy usunęli zagrożenia na ulicy i nad nią. Nawet szerszenie pozostały bez gniazda.

Tekst i zdjęcia Stanisław BANAŚKIEWICZ - Kulisy Powiatu z dnia 25.08.2011 r.

Zagrali na trzy i pół gwiazdki

Grin Piss niedawno otwierał najbardziej legendarny w Polsce festiwal w Jarocinie. Druga płyta zespołu zebrała pochlebne recenzje w prestiżowym magazynie muzycznym. – Nie ma się czego wstydzić, dostaliśmy trzy i pół gwiazdki lepiej niż Maleńczuk i Yellowcard z Kalifornii – mówią młodzi muzycy.

Grin Piss to: - Waldek „Szkodnik” Szydło (wokal, gitara), Andrzej „Buli” Bulik (gitara), Marcin „Kicu” Zając (gitara basowa), Tomek „Cechu” Cech (perkusja) oraz Rafał „Filip” Filipowski (wokal, gitara) (pochodzi z Boroszowa przyp. BS). Od prawie dziesięciu lat grają melodyjnego punka. Próby mają w garażu na oleskich Walcach. Koncerty w całej Polsce.

- Może to dziwne, ale więcej fanów mamy na Śląsku, Dolnym Śląsku czy w samym Opolu niż w Oleśnie – mówi Waldek. – To miłe, gdy dochodzą nas głosy, że ktoś jadąc na wakacje widzi fanów chodzących w koszulkach z logo Grin Piss.

Mimo to piątka chłopaków gra swoje i gustów pod publikę zmieniać nie zamierza. Niedawno otwierała festiwal w Jarocinie.

- Trochę obawialiśmy się, że jako pierwsi będziemy mieli najmniejszą publikę – tłumaczy Buli. - Na szczęście te nasze obawy okazały się bzdurne. Był megapozytyw i tego nie da się słowami opisać. W Jarocinie trzeba po prostu być i przeżyć to. Niezapomniane wrażenia.

Legendarna jarocińska scena do oleskiej kapeli należała dwadzieścia minut i ani minuty więcej.

- Organizatorzy bardzo skrupulatnie przestrzegają zasady czasu – mówi Kicu. – Nawet największe gwiazdy nie dostają żadnych bonusów. Jak zostaje minuta czy półtora do końca czasu, to kapela żegna się, schodzi i nie ma prawa rozpoczynać kolejnego utworu.

Oleśnianie zagrali utwory z najnowszej płyty „Hick purity exploit”, którą można kupić w sklepach sieci Empik, Internecie i dobrych salonach muzycznych. Krążek nagrany został w kłobuckim studio Hom. Wydała go jedna z największych niezależnych wytwórni w kraju Rockers Publishing, z którą współpracują m.in. Farben Lehre czy Kamil Bednarek.

- Ta płyta jest zdecydowanie cięższa od poprzedniej – wyjaśnia Cechu. – Strój gitarowy obniżyliśmy o cały ton. Poeksperymentowaliśmy trochę z elektroniką. Gościnnie zagrał z nami Czupa z bydgoskiego zespołu None.

- Płyta składa się z dwóch części – dodaje Waldek. – Ta pierwsza mówi o tym, co nas wkurza i boli. Ta druga jest bardziej melodyjna i spokojna.

Nad nagraniem piętnastu utworów, bo tyle znajduje się na płycie, Grin Piss w studiu pracował bite trzy miesiące.

- Zdecydowanie dłużej niż przy poprzednim krążku – wtrąca Waldek.

Płyta zyskała pochlebne recenzje i to w jednym z największych magazynów muzycznych. „Teraz Rock” piątce chłopaków z Olesna poświęcił całą kolumnę.

- Na pięć gwiazdek dostaliśmy trzy i pół – mówią członkowie zespołu. – To naprawdę duży sukces. Zostaliśmy postawieni na tym samym poziomie jak recenzowany również Funeral for a Friend z Walii. Jordan Babula puentuje naszą płytę, że „absolutnie nie ma się czego wstydzić”.

- Śledzimy nowości płytowe w „Teraz Rocku”, a redaktor Babula jest bardzo krytyczny w swoich opiniach – dodaje Waldek. - Recenzja ukazała się przed naszym występem w Jarocinie, a redaktor po koncercie osobiście pogratulował nam udanego występu.

Plany Grin Pissu? Kolejna płyta i koncerty, koncerty i jeszcze koncerty. Rocznie zespół daje ich średnio pięćdziesiąt w całej Polsce. Ten w Oleśnie z zaprzyjaźnionymi kapelami zaplanowany został na 26 sierpnia w Miejskim Domu Kultury.

- W międzyczasie będziemy grać w Nysie jako support Vadera, a następnie zagramy na nyskim festiwalu Metalowa Twierdza – mówi Waldek.

Marzenie, w końcu w styczniu zespół będzie świętował 10. urodziny.

- Oczywiście ogromny tort i koncert w Tokyo – śmieją się grinpissowcy.

No i jeszcze wymagania publiczności, bo i takie są – kolejny krążek w języku polskim.

- Zobaczymy, co da się zrobić w tej sprawie – dodaje Buli. – Nie ukrywam, że myślimy nad tym.

Tekst MK, zdjęcie Mateusz Antkowiak -  Kulisy Powiatu z dn. 18.08.2011 r.



Łomnica: Sportowe zmagania


Koszulki na szczęście


Na łomnickim boisku zaroiło się od strażaków i wozów bojowych. Uspokajamy pożaru nie było. Druhowie i druhny rywalizowali w gminnych zawodach sportowo – pożarniczych. Aż dwukrotnie po puchar burmistrza sięgali gospodarze.



Boroszowian reprezentowali, stoją od lewej: Marek Włóczyk, Mateusz Nikel, Józef Augustyniok, Sabina Jurczyk, Henryk Krawczyk. Na dole od lewej: Jan Augustyniok, Marcin Krawczyk, Andrea Nikel, Paulina Piech, Aleksandra Drop.

W niedzielę 26 czerwca na łomnickie boisko zjechali strażacy z niemal wszystkich sołectw w gminie Olesno. Po co? Pożaru nie było. Przyjechali, by w gminnych zawodach sportowo – pożarniczych powalczyć o puchar burmistrza Sylwestra Lewickiego.

- W gminie Olesno jest szesnaście Ochotniczych Jednostek Straży Pożarnych, w zawodach startuje trzydzieści jeden drużyn – mówi Wojciech Wiecha, zastępca komendanta powiatowego straży pożarnej. – A to oznacza, że prawie każda jednostka do zawodów wystawiła dwie albo i więcej ekip.

Zawodnicy rywalizowali w dwóch konkurencjach sztafecie i ćwiczeniach bojowym. Z perfekcją i w błyskawicznym tempie uruchamiali motopomopę, skręcali węże i wodą zrzucali poustawiane pachołki. Turlali się pod płotkami, a zaraz potem je przeskakiwali. Przygotowane tory nieznacznie różniły się od siebie. Zależało to od tego, czy startują młodzieżówki, panie czy seniorzy.

- W bojówce miałyśmy nawet lepszy czas niż chłopcy – cieszyła się młoda druhna Anna Kłosińska z Łowoszowa.

I właśnie ten świetny wynik przesądził. W młodzieżówce dziewczęcej triumfował właśnie Łowoszów. Drugie były druhny z Kolonii Łomnickiej, a trzecie z Borek Wielkich.

- Trzy tygodnie dziewczyny trenowały z myślą o największym pucharze – cieszyła się ze swoją łowoszowską drużyną opiekun Barbara Kłosińska. - Nie zawiodły, są pierwsze.

Wśród młodzieżówki chłopięcej triumfowali podopieczni Henryka Krawczyka z Boroszowa. To drużyna, która składała się z chłopców i trzech dziewcząt. Do zawodów przygotowywała się tylko… dwa dni.

- Mieliśmy dwa treningi, tu na boisku w Łomnicy – mówi Sabina Jurczyk. – Liczyliśmy na trzecie – czwarte miejsce, a wywalczyliśmy najwyższe podium. Jesteśmy w lekkim szoku.

- Zwyciężyliście, bo widać było walkę, precyzję i zaangażowanie – chwalił swoich zawodników druh Krawczyk.

Drugie miejsce zajęła ekipa z Wysokiej, trzecie z Bodzanowic.

Wśród pań niepokonane od trzech lat okazały się gospodynie zawodów – łomniczanki.

- Może jesteśmy i nie gościnne, ale to nie piknik, a zawody – mówiła kapitan drużyny Ewelina Lubojańska. – Tak jak zawsze przez ostatnie dwa tygodnie ostro trenowałyśmy i po raz trzeci pojedziemy na powiatowe zawody.

Druga była kobieca drużyna z Borek Wielkich, a trzecia z Łowoszowa.

Wśród seniorów najlepsi okazali się i tym razem gospodarze. Druga była ekipa Bodzanowic I, a trzecia Bodzanowic II.

- Dałyśmy naszym chłopakom na szczęście koszulki, w których w zeszłym roku wygrałyśmy – mówi Angelika Dylong.

- To prawda, one przyniosły nam dziś szczęście – potwierdza Piotr Matysik, kapitan łomnickich druhów.

Zwycięskim drużynom puchary i nagrody rzeczowe wręczał burmistrz Lewicki.


Tekst i zdjęcia MK – Kulisy Powiatu z dnia 30.06.2011 r.


Boroszów: Uratowany dom


Bojowy chrzest


By było bezpieczniej kupili samochód gaśniczy ze zbiornikiem na wodę. Po raz pierwszy użyli sprzętu ratując dom w swojej miejscowości.





Strażacy cieszyli się z udanej akcji gaśniczej. Od lewej komendant Paweł Kajda, kierowca Henryk Krawczyk i druh Damian Krawczyk.

Jednostka Ochotniczej Straży Pożarnej w Boroszowie dysponowała samochodem Żuk. Nie spełniało to oczekiwań mieszkańców. Za zbiórkowe pieniądze kupili używany samochód gaśniczy ze zbiornikiem na wodę. Że decyzja była słuszna przekonano się w dniu 01 czerwca. Około godziny 16.15, w czasie gwałtownej burzy połączonej z wyładowaniami atmosferycznymi piorun uderzył w budynek mieszkalny. Zapalił się dach. Strażacy, po przyjeździe, od razu mogli podać wodę. Nim przyjechała następna jednostka strażacka, pożar był ugaszony. Spłonęła niewielka część poszycia dachu i jego drewnianej konstrukcji.

- Był to pierwszy bojowy wyjazd naszym samochodem – komentuje Paweł Kajda, komendant OSP Boroszów. - Jestem przemoczony i zmarznięty. Jednak szczęśliwy z tego, że nasza akcja gaśnicza była tak udana.

- Akcja strażaków nie zakończyła się na ugaszeniu pożaru – dodaje Janusz Jurczyk, prezes jednostki OSP. - Pomogliśmy też poszkodowanym w zabezpieczeniu uszkodzonego dachu, by nie narażać ich na dalsze szkody związane z opadami.

Tekst i zdjęcie Stanisław BANAŚKIEWICZ - KULISY POWIATU  z dnia 09.06.2011




Radłów: Mieszkańcy świętowali
ANIELSKO I PIERNIKOWO


Krystyna Kajda (z lewej) i Karina Skwara  reprezentowały Boroszowian

W niedzielę 5 grudnia ulicami miejscowości przeszedł korowód. Do drzwi radłowian pukały anioły i rozdawały piernikowe zaproszenia.


O Święcie Anioła powiadomieni zostali wszyscy. Tak, by na popołudniowych uroczystościach w centrum wioski nikogo nie zabrakło. Na nudę narzekać nie było można. Były sceniczne popisy, a dla amatorów dobrej kuchni ? świąteczny kiermasz z regionalnymi przysmakami.
Stoisko Stowarzyszenia Przyjaciół Radłowa kusiło chlebem z tłustym, ciastem i tradycyjnymi piernikami.
- Pierniki wypiekam w foremkach jeszcze sprzed czasów wojny i według starego babcinego przepisu - wyjaśniała Brygida Maciejok, sołtys Radłowa.
Rozgrzewającym trunkiem na stoisku stowarzyszenia było grzane wino o tajemniczo brzmiącej nazwie Lebar oraz radłowiak, czekoladowo-spirytusowy przysmak wyrobu Ireny Czubaj - Zając.
Grupa Odnowy Wsi z Nowych Karmonek postawiła na konkrety.
- Bez pierogów, barszczyku i krokietów nie ma świąt - zapewniała Aneta Jaroń, która przyrządziła potrawy. - A na lepsze krążenie polecam „Kolana pszczoły”, po których nie dość, że robi się cieplej, to nogi miękną niczym z waty - dodała z uśmiechem.
Boroszowianki na radłowskim święcie były pierwszy raz.
- Bardzo nam się tu podoba - zapewniała Krystyna Kajda, liderka Grupy Odnowy Wsi. - Nasze stoisko wyróżniają niepowtarzalne rożki Teresy, czyli mięso kurczaka połączone z warzywami.

Pypeć w adwencie (marynowany kalafior, pieczarki i śledzik), Dotyk Anioła (naleśniki z nutellą, bananem i cynamonem) czy Napój Świętego (kawa lub herbata) to tylko nieliczne z propozycji Stowarzyszenia Wsi Ligota Oleska.
- Przysmakiem są u nas ciasta i makówka - wyjaśniała Teresa Gielsok. - Wyroby naszych stowarzyszeniowych cukierników.
- Tylko czasem nie zdradzaj przepisów - upominała panią Teresę Agata Gielsok. - To nasza słodka tajemnica.
Panie z Ligoty wystąpiły na Święcie Anioła w reniferowym przebraniu.
- Nasz image to nie przypadek, pracowała nad nim specjalna grupa stylistów - żartowała pani Teresa.
Żaden gość odwiedzający stoiska głodny stamtąd nie wychodził. Mimo mrozu i przeszywającego wiatru o chłodzie też nie było mowy. Namioty przez cały czas od zewnątrz grzały gazowe piece, wnętrze rozpalały zaś domowej roboty trunki.
Dla zmarzluchów zabawa trwała w sali przy Urzędzie Gminy. Tam umiejętności sceniczne na początek zaprezentowali aktorzy radłowskiego teatru Maska wystawiając ”Królewnę Śnieżkę i siedmiu krasnoludków”. Następnie koncert dał zespół Promyki Maryi z Zębowic. Bajkowo - mikołajową podróż Berniego przedstawili artyści z Katowic. Wystąpił też młodzieżowy zespół One Day z Radłowa, a na zakończenie gości bawili Janusz i Dominika Żyłka. W przerwie scenicznych popisów salę odwiedził też Mikołaj. Nikogo z pustymi rękami do domu nie wypuścił.
- Nasze plany trochę pokrzyżowała pogoda - przyznała Renata Gnot, dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury. - Mroźna pogoda odstraszyła trochę gości i pewnie dlatego było ich nieco mniej niż w ubiegłym roku.
Tekst i zdjęcia AK – Kulisy Powiatu z dnia 09.12.2010 r.


Boroszów: Kontynuacja tradycji

W kręgu przyjaciół

Teatralne popisy dzieci z Boroszowa i Radłowa uświetniły spotkanie opłatkowe dla seniorów
 


 Wśród wielu słów nie zabrakło podziękowań złożonych organizatorom na ręce gospodarzy uroczystości


Obfite opady śniegu nie przeszkodziły w zaplanowanym na dzień 11 grudnia spotkaniu zorganizowanym przez mieszkańców Boroszowa dla swoich seniorów. Zaproszono także byłych mieszkańców wsi. Przybyli licznie do świątecznie udekorowanej świetlicy. Nie zawiódł ksiądz Bernard Joszko i przedstawiciel oleskiego burmistrza Jan Jaskulski. Dotarł też teatrzyk „Maska” z Radłowa wraz z opiekunką Renatą Gnot. Honory gospodarza sprawowały: Krystyna Kajda – liderka Grupy Odnowy Wsi i Ewa Wieczorek - sołtys Boroszowa. Po wspólnej modlitwie i złożeniu sobie życzeń, podano wigilijne potrawy przygotowane przez mieszkanki. Paniom szczególnie podobało się to, że wśród obsługi znalazł się mężczyzna – Dariusz Wieczorek!

- Wśród zgromadzonych jestem najstarszym mężczyzną – zauważa Roman Jendrosek. - Bardzo sobie cenię podobne spotkania. Odbieram to jako oznakę szacunku. Dla wielu jest okazja aby wyjść z domu, spotkać się z rówieśnikami, porównać kto piękniej się starzeje, a czasami powspominać tych, którzy odeszli.

W następnej kolejności swoim talentem popisały się dzieci z teatrzyku „Maska”. Zaprezentowały bajkę o królewnie Śnieżce. Zaproponowały też wspólne odśpiewanie kolędy. Występ przerywały oklaski. Na twarzach widzów widać było emocje. Wspominali pewnie zamieszkujące daleko własne dzieci i wnuki. Kiedy dzieci zaśpiewały „przekażcie sobie znak pokoju” wszyscy wstali, złapali się za ręce tworząc wielki, zjednoczony krąg przyjaciół. Wspólna pieśń długo jeszcze będzie pobrzmiewać w ich sercach.

- Od wielu lat mieszkamy w Oleśnie lecz o Boroszowie nie zapominamy – stwierdzają Krystyna i Zygmunt Oziembałowie. - Jesteśmy wzruszeni i wdzięczni za pamięć, i zaproszenie. Patrząc na znajomych nie odczuwamy upływu lat, wszystko przyćmiły wspomnienia z młodości. Jesteśmy też pełni uznania dla trudu organizatorów. Zachwyca nas talent młodych artystów. Będzie co wspominać!

- Ja także od piętnastu lat mieszkam w Oleśnie – dodaje Edeltrauda Jurczyk. - W Boroszowie bywam często, lecz spotkanie opłatkowe tworzy niepowtarzalną atmosferę. Dodatkowo podziwiam występy moich wnuków.

W dalszej części zaprezentowali się młodzi mieszkańcy Boroszowa. Odegrali jasełkowe przedstawienie wyreżyserowane przez Sabinę Jurczyk i Manuelę Roj. Na organach przygrywała Sylwia Roj.

Wszyscy młodzi artyści w pełni zasłużyli sobie na współfinansowane przez Urząd Miejski w Oleśnie prezenty, oraz poczęstunek przy świątecznym stole.

- Uczucie samotności nie jest mi obce – mówi Janina Skora. - Każda okazja do wspólnego spotkania jest dla mnie świętem. Lubię sobie przy tym pośpiewać.

- W ostatnim czasie mniej wychodzę z domu. Mam więc okazję zobaczyć jak urosły dzieci sąsiadów – żartuje Augustyn Galus – wiekowo, tuż po Jendrosku.

W końcowej części spotkania Sylwia Roj dała popis swoich muzycznych umiejętności. Zagrała utwory, które na egzaminach w szkole muzycznej zaliczyła na 5. i dalej akompaniowała do wspólnego kolędowania. Później zrobiło się jakoś tak miło, że wszystkim przestało się spieszyć, a atmosferę rodzinnego ciepła podsycał blask ognia w kominku.


Składanie życzeń poprzedziła wspólna modlitwa

Zimne ognie dodały nastroju przedstawieniu młodych Boroszowian



Sztuka młodych artystów z Radłowa była tak kolorowa jak ich stroje

Tekst i zdjęcia Stanisław BANAŚKIEWICZ


Boroszów i Biskupice
Muzyczne fascynacje



Jest kościelnym organistą i prowadzi orkiestrę dętą. Talentem muzycznym obdarzył też wszystkie swoje dzieci.


Dziadek Józef Niesłony poległ na wojnie. O tym, że grał na pianinie i kościelnych organach Alojzy Roj z Boroszowa dowiedział się z opowiadania rodziców, którzy dostrzegli u niego talent muzyczny. Kupili używany akordeon i to był dopiero początek.

- Naukę gry na akordeonie rozpocząłem w oleskim ognisku muzycznym – opowiada Alojzy Roj. - Zauważyłem, że bardziej interesuje mnie gra na instrumentach dętych. Dodatkowo zapisałem się do prowadzonej przez Bernarda Pielorza orkiestry strażackiej w Biskupicach gdzie w zależności od potrzeb grałem na trąbce i tenorze.

Od lat dziewięćdziesiątych prowadzi tą orkiestrę. Trudności i wiek zniechęciły poprzednika, a żal było zlikwidować orkiestrę dętą uświetniającą lokalne uroczystości. Wspierał go proboszcz Bernard Joszko udostępniając salę na próby. Tym bardziej, że przejął także funkcję kościelnego organisty. Poprzednik wyjechał. Grał zarówno w kościołach w Biskupicach jak i w Boroszowie. Rodzina się powiększała i było mu trudno. Z ulgą powitał nowo wykształconych organistów z Biskupic. Pozostało mu organistowanie w Boroszowie. Organiści czasami wspomagają się.

- Talent po mnie przejął pierworodny syn Dawid – kontynuuje z dumą pan Alojzy. - Także gra na pianinie i trąbce. Przez jakiś czas graliśmy nawet wspólnie w gminnej orkiestrze dętej w Radłowie. Zresztą na różnych instrumentach grają także córki.

Dawid Roj wraz z żoną Anną poznali się na studiach w Krakowie i tam mieszkają. Anna też jest muzykiem. Gra i uczy gry na flecie. Rojówny także muzykują: Manuela uczy się gry na gitarze, Weronika na klarnecie, a jedenastoletnia Sylwia na pianinie. Wszystkie dziewczyny ładnie śpiewają. Na razie w chórze i na szkolnych imprezach.

- Raz, kiedy przyjechał Dawid z Anią, to mieliśmy wspólny występ w boroszowskim kościele – dodaje Weronika. - Tak na codzień, to mamy dużo nauki we własnych szkołach i szkole muzycznej. Trudno więc wygospodarować czas na wspólne muzykowanie.

Na „salonach” Boroszowa - Rojówny zadebiutowały grą i śpiewem na spotkaniu z seniorami, na które Manuela wraz z koleżanką Sabiną Jurczyk wyreżyserowały także jasełkowe przedstawienie.

- Przy tylu rodzinnych obowiązkach ja nie szukam już nawet u siebie talentów muzycznych – kończy Renata Roj. - Wyzwaniem bywa samo zapanowanie nad żywiołową blisko trzyletnią córką Martynką, która wprawdzie ładnie śpiewa, ale lepiej wychodzi jej przeszkadzanie starszym siostrom gdy te tylko zasiądą do instrumentów.

Tekst i zdjęcie Stanisław BANAŚKIEWICZ